Co obejrzeć na Netflix? [część 3.]

To już 3. część cyklu netflixowego. Do mojej listy seriali do obejrzenia (i do omijania szerokim łukiem) dołączają sukcesywnie tytuły z różnych półek i beczek. Co widziałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy?

„Lupin”

„Lupin” bardzo mi się podobał. Był miły dla oka, lekki, z polotem i fantazją. Choć wszystko w nim było możliwe, ale nie wszystko się tu kleiło z logiką, zupełnie mi to nie przeszkadzało. Moja inteligencja nie czuła się obrażona.


„Odwet”

„Odwet”, serial o pokręconym tytule, z intrygą w tle. Pretensjonalny, leciutki, z moralizatorskimi aspiracjami. Jak to ktoś napisał „do niedzielnego kotleta” może być. Nic wybitnego czy wartego zapamiętania.

„Bałagan, jaki zostawisz”


Seriale hiszpańskie oglądam namiętnie i autentycznie – wszystkie, jak leci. Zawsze w oryginale. Ten – „Bałagan jaki zostawisz” podobał mi się bardzo. Klimat, fajna gra aktorska, hiszpańska dusza (ogień, bezpruderyjność, otwartość), super konstrukcja i wielopłaszczyznowość. Czuję, że warto sięgnąć po książkę Carlosa Montero, na motywach której powstał.

„Ktoś musi umrzeć”

„Ktoś musi umrzeć” to kolejny fantastyczny serial hiszpański, który zdecydowanie warto obejrzeć. Podobał mi się bardzo. Ma niezwykły klimat, jest zaskakujący i wstrząsający na wielu płaszczyznach. Za krótki.

„Bridgertonowie”

„Bridgertonów” zna chyba każdy. Co mogę powiedzieć o tej lukrowanej, kolorowej bajce z elementami erotycznymi i „Plotkary”? Że bardzo mi się podobał, choć strasznie irytowała mnie grzywka głównej bohaterki.

„The Crown”

„The Crown” strasznie mnie wymęczył. Ciągnął się niczym książki o Cormoranie Strike, które napisał Robert Galbraith, czyli J.K. Rowling, czyli Joanne Murray.

Niby wszystko fajnie, ciekawie i na wysoki połysk, z niuansami i głębią, ale nużąco. Obejrzałam do końca i bardzo się cieszę, że to zrobiłam, ale jednocześnie czuję ulgę, że to za mną. Ekranizacja nie na mój temperament.

„Virgin River”

„Virgin River” hm… Co powinnam o nim napisać? Fajny, ciekawy, rozwleczony do granic możliwości, nieco zbyt sentymentalny. Taki niewymagający serial do obejrzenia dla odmóżdżenia. Podobał mi się i obejrzę kolejny sezon, ale w żadnym TOP-ie go nie umieszczę. Chyba nie do końca jestem jego targetem.


„Miłość i anarchia”


Miłość i anarchia” to kolejny szwedzki serial o ludziach – dla mnie – z innej planety. Muszę przyznać, że mentalność ludzi północy jest dla mnie fascynująca. Ich podejście do życia, asertywność, niesztampowość.

Serial jest świetny, ale dziwny. Musiałam się do niego przyzwyczaić. Jest taki… podwójny, dokładnie jak jego główna bohaterka, która czasem jest piękna, a czasem groteskowa. Obejrzałabym kolejny sezon. Bardzo czekam.

„Gambit królowej”

„Gambit królowej”… Cóż, napisano o nim już wszystko.  I słusznie. Dla mnie to również serial wszech czasów. Jest piękny,  piękny, piękny, przejmujący, intrygujący i… piękny.  Trzeba obejrzeć.

„Młody Wallander”

„Młody Wallander” to szwedzki serial nawiązujący do książek Henninga Mankella o fikcyjnym inspektorze Kurcie Wallanderze. Uwielbiam szwedzkie kryminały, Mankella i Wallandera również. Musiałam obejrzeć. Jest tak, jak powinno być, czyli nieładni ludzie, brzydkie sprawy i specyficzne okoliczności, także przyrody. Wszystko mi się zgadzało. Czekam na więcej i cd.

„Dare me”

„Dare me” podobało mi się bardzo. Może to i serial dla nastolatek, a może tylko o nastolatkach. Pokręcony, zagrany i zmontowany jak należy. Świetnie rozrysowane postacie. Wiele ciekawych wątków. Nie chcę się do niczego przyczepiać. Czekam na sezon 2.

Własnymi rękoma: Historia Madam C.J. Walker

„Self madame”, czyli „Własnymi rękoma: Historia Madam C.J. Walker” teoretycznie jest serialem doskonałym. Pięknie nakręcony, przejmująco zagrany, z fajnym END-em i przesłaniem, daje do myślenia i nawet trzyma w napięciu. Ale nie był kompatybilny z moją serialową wrażliwością. Do obejrzenia wyłącznie w niedzielne popołudnie.

„Blood & Water”

Blood & Water” obejrzałam, bo mi Netflix podpowiedział, że przyda mi się [na głowę] obejrzeć coś dla nastolatek. Hehe. Im by się ten serial pewnie spodobał. Jeśli chodzi o mnie, to… Nie, nie będę się czepiać, bo nie jestem targetem. Było spoko, ale nie-do-powtórki.


„Równonoc”

„Równonoc” to serial, który naprawdę trzymał w napięciu, był super zagrany, przemyślany i zmontowany. Co za klimat! I co za dramatyczna końcówka. Trochę się obraziłam, co w sumie czynię rzadko. Choć na „Dark”, który koresponduje z „Równonocą” obrażałam się również, więc pewnie to rzecz gustu. Warto obejrzeć, tak czy siak. Dla miłośników gatunku.

„The Valhalla Murders”

Poturbowany przez życie detektyw z Oslo powraca na rodzinną Islandię, aby pomóc ambitnej policjantce schwytać seryjnego mordercę powiązanego z tajemniczym zdjęciem. 

Pamiętam, że serial podobał mi się, ale nie na tyle, żeby zapamiętać z niego coś więcej.  Jak zawsze w przypadku ekranizacji islandzkich fabuła była dla mnie nie mniej intrygująca, niż śledzenie okoliczności przyrody i ludzi. Warto obejrzeć.

„W głębi lasu”

„W głębi lasu” to polski serial nakręcony na podstawie powieści Harlana Cobena pod tym samym tytułem. Jest bardzo dobry, ma fajny klimat. Warto obejrzeć.

„Valeria”

Valeria” to hiszpański serial komediowo-dramatyczny, który na początku strasznie mnie irytował. Wydawał mi się taki słodki po nudności. Był zdecydowanie „dziewczyński”, ale i fajny. Sama fabuła ok, ale postaci kobiece… Fascynujące! Uwielbiam Hiszpanki (Silma López as Lola i Paula Malia as Carmen są boskie!). Chętnie obejrzałabym kontynuację.

„Il processo”

„Il processo” to z kolei serial włoski. Je też oglądam w oryginale. Podobał mi się bardzo bardzo. Tu też, obok fabuły, ważna dla mnie była otoczka: klimat, sceneria, tło społeczne (fascynuje mnie nieszablonowość, mentalność, sposób się noszenia, wygląd Włochów i Włoszek). Czekam na sezon 2. I polecam, choć ognia nie ma, a tempo raczej ślamazarne.

„Tiny Pretty Things”


Tiny Pretty Things” – cóż: morderstwo i taniec/balet/jazz to coś, co lubię, nawet jeśli nie jest to po hiszpańsku czy włosku. Serial, pomimo że o nastolatkach, a i pewnie dla nich nakręcony, był super. Wszystko mi tu grało, klimat był fajny. Wisienką na torcie była niesamowita choreografia i przezdolni tancerze. Łał. Niewymagający, ale fajny.

„Broadchurch”

„Broadchurch” – pomimo tego, że nie jestem kompatybilna z angielskimi klimatami, doceniam porządną fabułę i grę aktorską. Serial bardzo dobry. Mocny i rzetelny. Zostaje w głowie. I Olivia Colman… Świetna jest! (jako królowa Elżbieta również).

„The Eddy”

„The Eddy” – mroczny, ciężki i bardzo dobry. Fantastycznie zagrany – zarówno jeśli chodzi o grę aktorską, jak i wykonania muzyków ( Joanna Kulig jest jego królową).

Wydaje mi się tylko, że to nie jest tytuł dla wszystkich. Jest mało komercyjny, niespieszny, przytłaczający, intensywny i nieco kanciasty. Ciężko się go momentami ogląda i trawi. Niemniej bardzo polecam.

„Intruz”

„Intruz” (The Break) to francuskojęzyczny belgijski serial kryminalny. Obejrzałam dwa sezony i czekam na kolejne. Serial jest dość surowy, specyficzny, mocny, ale bardzo dobry. Nie spodoba się chyba jednak wszystkim. Nie jest to typowy, topowy kryminał.

„Outlander”

„Outlandera” obejrzeli już pewnie wszyscy, więc wzięłam się za niego i ja. To moje drugie podejście, ponieważ za pierwszym razem szybko odpadłam: nie lubię generalnie podróży w czasie, a wiek XVIII raczej mnie wzdryga. Akcja serialu rozgrywa się na dwóch równoległych planach czasowych: w latach 40. XX wieku i w latach 40. XVIII wieku.

Ponieważ jednak podobno było warto, dałam mu szansę. Obecnie jestem w połowie trzeciwgo sezonu. Idzie mi różnie, ale jestem zacięta. Muszę powiedzieć, że nigdy nie oglądałam czegoś takiego. Film jest nakręcony z rozmachem. To wręcz imponujące. I jest zdecydowanie epicki, oryginalny i warty uwagi.

Jego konwencja jest dziwaczna, choć zapewne chwytliwa. Dla mnie „Outlander” to takie harlequin historyczny (nawet Jamie wygląda, jakby go wycięli z okładki harlekina właśnie), z wstawkami soft porno (tak, wiem, to się może podobać, ale bywa napastliwe), ale i naprawdę mocnymi oraz drastycznymi akcentami (które „przewijam”, bo dla mnie to przegięcie), w typie studium:

  • gwałtu na mężczyźnie,
  • miażdżenia dłoni „tłuczkiem”,
  • wyjmowania kuli z mięśni,
  • trepanacji czaszki,
  • wieszania więźnia,
  • wycinania ropnia,
  • amputacji kończyn,
  • rozwiązywania skomplikowanej ciąży.

Niemniej cóż – oglądam dalej, bo jestem zaintrygowana. Myślę też, że takie historie, dramato-romanse, też są potrzebne.

Serial jest adaptacją cyklu powieści Obca autorstwa Diany Gabaldon.

********************************************************************

TU znajdziesz moją listę seriali Netflix numer 1., a tu lista Netflix numer 2.

Plakaty: materiały prasowe

zdjęcie tytułowe: Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.