Czy jesteś gotowa na dziecko?

Narodziny dziecka to życiowa rewolucja, a macierzyństwo to wielka podróż… w nieznane. Trudno się zatem dziwić, że przyszłe mamy tak często zadają sobie pytanie: „Czy jestem gotowa na dziecko?”, no i czy to jest właściwy moment. Że momentów idealnych nie ma, wiadomo. A jak jest z gotowością? Okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.

Drugie dno gotowości

Minęło wiele lat odkąd zadebiutowałam w roli mamy, ale doskonale pamiętam, jak się wtedy czułam i co myślałam. Czułam się zagubiona. A co myślałam? Początkowo długo, długo nic. Działałam w trybie automatycznym, z opcją czuwania. Jednym słowem wessała mnie inna czasoprzestrzeń, jaką w moim życiu wykreował noworodek. Później, kiedy nieco okrzepłam, a zarówno wściekłe hormony, jak i żelki Haribo w głowie nie dawały o sobie już znać tak często, zaczęłam funkcjonować i myśleć. I co wtedy do mnie dotarło? Że może i byłam gotowa na to, by zostać mamą, ale przygotowana na to – raczej niekoniecznie.

1

Gotowość i przygotowanie to nie to samo

Dziś wiem, że gotowość i przygotowanie do bycia mamą to nie to samo. Byłam gotowa – w tym sensie, że chciałam mieć już dziecko, znaczy poczułam wewnętrzną gotowość. Starałam się też do tej roli przygotować. Przeczytałam dziesiątki książek i artykułów, przestudiowałam wiele wątków na niejednym forum parentingowym. Okazało się jednak, że mogłam mieć i doktorat z teorii macierzyństwa, a na dokładkę habilitację z opieki nad noworodkiem, a i tak dałabym się zaskoczyć.

Dlaczego? Bo codzienność z dzieckiem teorie ma głęboko, w nosie. Nie wszystko da się przewidzieć, nie na każdą sytuację można się przygotować, nie jest lekko mierzyć się z permanentnym niedospaniem, brakiem chwili dla siebie, ze zmęczeniem i frustracją wynikającą z intensywności każdego dnia. Co z tego, że wiedziałam, co może się wydarzyć i jak powinnam zareagować, skoro to była wiedza lukrowana i teoretyczna, o której na dodatek nie wiedziało moje dziecko – i kręciło swój scenariusz, dyktowany potrzebami i usposobieniem. Miało w nosie ramy, ramki, normy i teorie, jakie uknuli dla niego dorośli.

Dlatego myślę sobie, że owszem, można poczuć potrzebę i gotowość do bycia mamą, ale nie da się przygotować do tego tak jak do klasówki czy egzaminu, czyli na każdą okoliczność. Każda z nas musi się sama zmierzyć z rzeczywistością i stawać oko w oko z wyzwaniami codzienności. Czy chcę kogoś przestraszyć? Absolutnie nie! Chcę jedynie powiedzieć, że ważne jest odpowiednie nastawienie i właściwa optyka, rzeczona gotowość. A przygotowanie? Poradniki, dobre rady i ramki nie są złe, dają ogólny pogląd i poczucie bezpieczeństwa, ale nade wszystko trzeba zaufać sobie. Co jeszcze jest ważne? By dać sobie czas, być cierpliwą i wyrozumiałą – tak dla siebie, jak i okoliczności.

Gotowość okiem mamy

A co na ten temat sądzą mamy, dla których macierzyński debiut to świeża sprawa? Zobaczcie i przeczytajcie koniecznie, co na temat gotowości mówi Hania, Karolina, Magda, Ania i Paula. Dziękuję za szczerość dziewczyny!:

we

Hania, mama 5-miesięcznego Franka

Czy byłam gotowa na dziecko? Tak. Uważam, że byłam i jestem gotowa na dziecko, na bycie mamą – bardzo już tego pragnęłam. Moje macierzyństwo było zaplanowane i wyczekane, dlatego (tak myślę) codzienność z dzieckiem dostarcza  mi tak ogromnego szczęścia i radości. Nawet nieprzespane noce i płacz dziecka wydają się łatwiejsze do zniesienia. Kiedy wieczorem jestem zmęczona do nieprzytomności to myślę sobie, że warto było i niczego nie żałuję. To był po prostu ten moment.

A czy można się do bycia mamą przygotować? I tak, i nie.  Można się przygotować psychicznie i emocjonalnie. Myślę, że jesteśmy na to bardziej gotowe, gdy czujemy pewną stabilizację w życiu – mąż, mieszkanie, praca, pomoc ze strony rodziny/bliskich itd. Jeśli chodzi o teorię, też możemy. Będąc w ciąży miałam całe 9. miesięcy na przestudiowanie tysiąca poradników, książek, programów w TV poświęconych macierzyństwu, na udział w warsztatach, które się odbywały w mieście…

Tylko hm… Wszystko jest pięknie w teorii, daje na pewno jakieś poczucie przygotowania się do tej roli, jednak gdy w praktyce zderzymy się z rzeczywistością – wcale nie musi być tak łatwo. Sama pamiętam jak w ciąży pięknie teoretycznie przygotowywałam się do tematu karmienia piersią. Myślałam sobie – prościzna! – o co tyle hałasu? Jednak gdy urodził się Franek i nie potrafił odpowiednio otworzyć buzi, pojawiły się pierwsze problemy, do których nie byłam przygotowana ani teoretycznie, ani psychicznie, ani emocjonalnie. Bo przecież tak bardzo chciałam nakarmić swoje dziecko – miałam pokarm, ale nie potrafiłam znieść tego bólu! Płakałam i ja, i on. Ale przetrwaliśmy, jest dobrze.

we

Karolina, mama 6-miesięcznej Amelii

Uważam, że byłam gotowa na dziecko  – miałam poukładane, stabilne życie (magiczna 30. wybiła, zrealizowałam plan do wykonania o roboczej nazwie „Zanim zajdę w ciążę”, czyli wyszłam za mąż, kupiliśmy mieszkanie, zdobyłam doświadczenie zawodowe po studiach). Miałam też wszystko poukładane w głowie. To był ten czas – bardzo chciałam zostać mamą i poświęcić się macierzyństwu.

Czy do macierzyństwa można się przygotować? Teoretycznie – i to dosłownie. W trakcie ciąży dużo czytałam – poradników, forum dla przyszłych mam, spotykałam się z położną. Teoretycznie byłam więc gotowa. Dużo też myślałam o tym, jak będzie, gdy nasza rodzina się powiększy. Moja ciąża była świadoma, planowana. Bardzo chciałam mieć dziecko. Wydawało mi się, że wiem, jakie mniej więcej zmiany mnie czekają po urodzeniu się maluszka. Jak się okazało, faktycznie wiem mniej niż więcej. Bo macierzyństwo to proces, a kobieta dojrzewa do bycia matką z każdym dniem, im bardziej staje się pewna siebie, tego co robi.

Po porodzie byłam totalnie zagubiona, niczym dziecko we mgle. Czułam się taka nieporadna. Nie zapomnę nocy po porodzie. Przebudziłam się, spojrzałam na łóżeczko stojące obok łóżka, w którym spała moja córeczka i wtedy dotarło do mnie – jestem mamą. To moje dziecko, jestem za nie odpowiedzialna. Opanował mnie… strach przed wszystkim! Przed zmianą pieluchy, wzięciem małej na ręce. A przecież miałam wiedzę, wiedziałam co i jak robić –  czytałam o tym, chodziłam do szkoły rodzenia. Z perspektywy czasu jest mi siebie trochę szkoda. Tego, że byłam aż tak zagubiona i nie wierzyłam w siebie i swój instynkt.

Swoją córkę pokochałam już w momencie zobaczenia dwóch kresek na teście, ale uczucie wielkiej, matczynej miłości i tego, że dla niej zrobię wszystko, przychodziło stopniowo, wraz z powrotem do sił i opadaniem poziomu hormonów. Myślę, że potrzeba czasu na oswojenie się z nową życiową rolą. Wciąż mam wątpliwości, czy wszystko robię wystarczającą dobrze, bo czuję, że mogłabym dać z siebie jeszcze więcej. Ale… Macierzyństwo jest piękne i mimo kilku niedogodności i faktu wywrócenia życia do góry nogami jestem spełniona i szczęśliwa.

we

Magda, mama rocznego Kacpra

Czy ja byłam gotowa na dziecko? To trudne pytanie, ponieważ właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, to pierwszą myślą, jaka mi przyszła do głowy, było: Jak ja sobie poradzę! Potem było przerażenie, że nie poradzę sobie na pewno. Więc czy byłam gotowa? Chyba nie. Co więcej uważam, że nigdy nie byłabym gotowa na dziecko, bo to ogromne wyzwanie, ogrom obowiązków i wielka odpowiedzialność. Bo to morze miłości – bałam się, że nie będę jej tyle w sobie miała.

Czy można się przygotować do roli mamy? Jasne, że można, ale to nie wystarczy. Bo zawsze pojawi cię coś, co zaskoczy. A to zachowanie dziecka, na które nie mam pojęcia, jak zareagować. Żadna matka nie jest przygotowana na lawinę takich wyzwań, jak: wymioty, gorączka, obita główka przy pierwszych kroczkach, podbite oko, gdy już ten Skarb sam chodzi (aktualna sprawa), ząbkowanie (masakra jakaś). Ale dzięki dziecku codziennie uczę się czegoś nowego: przede wszystkim cierpliwości, jestem też coraz bardziej kreatywna, coraz lepiej sobie radzę z organizacją. Wiadomo, że jeszcze sporo nauki i wyzwań przede mną, ale kiedy pojawi się drugie dziecko na pewno będę mogła powiedzieć, że jestem przygotowana – także na miłość bezgraniczną.

we

Ania, mama 1,5 rocznej Igi

Czy byłam gotowa na dziecko? Wydaje mi się, że jak najbardziej, bo i niczego bardziej nie pragnęłam. Jednak uważam, że do macierzyństwa nie można się przygotować w 100 %, bo każde dziecko jest inne. Jedno wymaga więcej opieki i uwagi, a drugie mniej.

Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Od młodych lat zajmowałam się dziećmi – pracowałam jako niania, wychowywałam dzieci z bliskiej rodziny, a dwa lata przed porodem opiekowałam się maleństwem od narodzin do roku. Wydawało mi się, że wiem wszystko i ze swoim dzieckiem pójdzie mi gładko i prosto. A jednak nie… Moja gwiazda okazała się dość wymagająca – najpierw kolka, później bolesne ząbkowanie, które trwa po dziś dzień. Mama śmieje się, że za dużo mówiłam i że za bardzo byłam pewna tego, że świetnie sobie poradzę. Czasami opadałam z sił i rozkładałam ręce, ale pomimo tego, że bywają ciężkie momenty, gorsze dni i nieprzespane noce, to i tak kocham moją córkę najmocniej na świecie. Dla niej wszystko! Ta miłość, która nas łączy, jest bezwarunkowa i absolutnie najpiękniejsza.

Paula, mama 6-miesięcznej Julki

Czy byłam gotowa na macierzyństwo? Nie i chyba nigdy bym nie była. Zawsze było coś ważniejszego, nieodpowiedni moment, bo to nowa praca, nowe mieszkanie, a to jeszcze by się pozwiedzało świat. Zawsze coś. Zawsze było więcej przeciw niż za. Nie wiem czy jest coś takiego jak odpowiedni czas na dziecko i gotowość na taką zmianę. Na pewno są kobiety, które od zawsze marzyły o dzieciach i się przygotowują do tego. Czytają, przyglądają się innym matkom, marzą i snują plany. Ja się nie przygotowywałam i chyba tak jest lepiej. Nie nastawiałam się na coś konkretnego, nie idealizowałam macierzyństwa i dzieci, dzięki temu może się nie zawiodłam, nie rozczarowałam, że inaczej coś sobie wymarzyłam, a jest co innego.

zdjęcie tytułowe – źródło

red. by me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.