Ferie i narty w polskich górach – ile kosztują i dlaczego warto

Rodzinny wyjazd na narty, także w polskie góry, to nie jest subtelny wydatek – zwłaszcza jeśli wszyscy faktycznie korzystają z dobrodziejstwa stoków narciarskich. Prawda jest taka, że aktywny tydzień to równowartość kilku tysięcy złotych – w zależności od potrzeb, możliwości, zasobów i priorytetów. Czy warto?

1

Jedno jest pewne – jeśli lubisz spędzać czas z rodziną, bliskie są ci sporty zimowe (lub spacery zimową porą jeśli inni jeżdżą na nartach, a ty nie), doceniasz piękno okoliczności przyrody i tak niewymierne kwestie jak klimat, wrażenia i wspomnienia, no i umiesz tym źródłem ładować swoje baterie, to jeśli tylko masz okazję, w góry jechać po prostu musisz.

2

Szczęśliwi ci, którzy na wyjazd z rodziną mogą sobie pozwolić bez mrugnięcia okiem, a i ci, którzy nie stoją przed dylematem, na co przeznaczyć rezerwy budżetowe: szkoła językowa/remont mieszkania/kino domowe czy ferie w górach, bo ich priorytety są jasne. Wydaje się, że 500+ w wielu sytuacjach rozwiązało finansowe kwestie i dylematy, ale i tak wiele osób zastanawia się, ile kosztują ferie w górach, no i czy warto.

Wyjazd na narty – ile kosztuje

Wyjazd na narty z dziećmi to spory wydatek nie tylko finansowy, ale i… energetyczny. Pal licho podróż, która w naszym wypadku trwa co najmniej 9 godzin. Ale znacie to? Dzieci ubrane w trzy warstwy odzieży, kaski i buty, nagle przypominają sobie, że chcą siku/kupę bądź nagle – kiedy zabawa wydaje się trwać w najlepsze – okazuje się, że narty są za ciężkie, buty niewygodne, kominiarka dusi, chce się jeść i pić, a palce u stóp i rąk z zimna palą żywym ogniem? My znamy, co roku siwiejemy, po czym – w kolejnym sezonie – znów włazimy w paszczę lwa.

3

Planując wyjazd na narty w polskich górach trzeba uwzględnić koszty:

  • dojazd – to, wiadomo, sprawa odległości i innych niezmiennych. Planując wyjazd możesz skorzystać z dostępnych z sieci kalkulatorów. Ja lubię ten.

 

  • noclegi – za 6 noclegów bez wyżywienia, w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej, zapłaciliśmy 960 zł (160 zł za dobę). To chyba minimum. Odpowiada nam ta miejscówka bardzo, bo jest totalnie nasza. Jeździmy tam od lat, a cena od lat jest niezmienna. Być może można znaleźć coś taniej, a na pewno drożej. Zależy, kto czego potrzebuje i szuka – internet w tej kwestii ma wiele do zaoferowania. Możesz znaleźć pokój w pensjonacie, prywatnym domu, a także w hotelu – z wyżywieniem i bez, w standardzie i luksusie.

 

  • wyżywienie – ponieważ najlepiej u nas sprawdza się opcja śniadań i kolacji we własnym zakresie i obiadów w karczmach na stokach, na ten cel przeznaczyliśmy +/- 1 000 zł. Nie wiem jednak, ile wydaliśmy faktycznie.

 

  • karnety narciarskie – my kupiliśmy karnety narciarskie TatrySki. Cztery karnety 5-dniowe (w tym 2 juniorskie) kosztowały dokładnie 1500 zł. W ramach jednej plastikowej karty można korzystać z 9 wyciągów w okolicach Zakopanego (i korzystaliśmy). To chyba najbardziej bolesny i kontrowersyjny wydatek – zwłaszcza jeśli nie planujecie jeździć, bo jesteście przywiązani do jednego stoku. Szkoda, że nie ma już opcji wykupienia skipassów wyłącznie na jeden. Na szczęście są warianty dla racjonalistów – np. karnety godzinne czy „na wjazdy”. My jednak postawiliśmy na komfort – nie główkowanie przy bramkach i nie zerkanie nerwowo na zegarek. Kupujemy karnety na cały turnus.Zero reglamentacji.

 

  • wypożyczenie sprzętu – w wypożyczalni sieci Chili Sport w Czarnej Górze zapłaciliśmy za 5 dni 500 zł (pan zaproponował nam bardzo dobrą cenę, zresztą kolejny już raz). Z cennika – 560 zł.

 

  • ubezpieczenie „narciarskie” – nasze, w wersji medium, obejmowało koszty leczenia, NW, OC, ubezpieczenie sprzętu sportowego i OC sportowe – kosztowało 76 zł (4 osoby, 5 dni na stoku). Zakres i kwoty ubezpieczenia znajdziecie poniżej. Pozycja obowiązkowa. My na wyjazdy zawsze ubezpieczamy się w tym właśnie miejscu (można je wytropić, posiłkując się google lub pisząc do nas na priv).

  • szkółka narciarska lub przedszkole, lekcja doszkalająca. Kiedy nasze dzieci były małe, też jeździliśmy na narty. Ponieważ i ja, i mąż jesteśmy „narciarskimi dzikami”, zjeżdżamy dużo i szybko, zawsze staraliśmy się po południu oddać nasze dzieci pod opiekę, by w tym czasie poużywać życia na stoku na własnych zasadach (od mniej więcej 10.00 do obiadu jeździliśmy razem, we czworo, w wersji „stado kaczek”).

Opcji jest kilka – przedszkole, najczęściej usytuowane nad karczmą na stoku (stacjonarne, w sensie bez używania nart – dzieci po prostu bawią się pod okiem osoby dorosłej), przedszkole narciarskie (tu dostępne są różne opcje – na godziny, ale i dni) czy szkółka. Teraz sporadycznie wykupujemy dzieciom jazdy doszkalające (ok. 90 zł za godz) – tak narciarskie, jak i snowboardowe.

  • sprzęt narciarski – my mamy swoje gogle, kaski, no i odzież. Resztę sprzętu – narty, deskę i buty wypożyczamy. Niemniej zapakowanie narciarskiej walizki może okazać się sporym wydatkiem. Warto o tym pomyśleć wcześniej.

3a

Jedno jest pewne. Choćby nie wiem jak skrupulatnie liczyć, nie ma co się łudzić – i tak budżet wykona salto, mocny poślizg, po czym rozbije się o złudzenia i finansowe zamiary. Trzeba się z tym zdecydowanie liczyć i – by się nie denerwować – po prostu zadbać o margines.

Sensowne wydaje się przyjąć zasadę dość dokładnego planowania, ale nie chodzenia z kalkulatorem – nie róbmy sobie urlopu księgowego. Warto mieć głowę na karku (jeśli nie możemy bądź nie chcemy sobie pozwolić na frywolność finansową), ale gdy wymknie spod kontroli, nie rwijmy włosów z głowy. Zdecydowanie trzeba dać sobie na luz.

4

Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby ferie przeżyć na smutasa – na zupkach chińskich i kanapkach, by odmawiać dziecku kupienia gorącej czekolady z bitą śmietaną („Przecież to zwykłe kakao, zrobię ci w domu!”), sobie grzańca po całym dniu na stoku (choć mały, gliniany kubeczek wypełniony grzanym winem kosztuje tyle, ile połowa wielkiej butli, którą przecież mogłabym kupić w sklepie niedaleko), słoiczka żurawiny, która tylko udaje wyrób ekologiczny czy drewnianych piszczałek, ciupag czy co tam się jeszcze w górach zbytecznego kupuje (powiem więcej – nasze dzieci dostają górskie kieszonkowe i wręcz muszą, niczym szewczyk z bajki o złotej kaczce, wydać je – kupić sobie pamiątkę). Ferie to ferie.

Wyjazd na narty – czy warto?

Wyjazd w góry to dla wielu, także dla nas, coś nieprawdopodobnego i absolutnie genialnego – profitów z niego wynikających nie sposób wymierzyć, czyli zamknąć w jakiejś kwocie, no i przecenić. Wiele razy przyszło mi na myśl, że taki wyjazd jest warty każdych pieniędzy i że choćbym się miała okredytować… Ale wiadomo, euforia, widoki i górskie powietrze robią swoje.

9

Prawda jednak jest taka, że choć tydzień w górach mija w ekspresowym tempie i zdecydowanie zbyt szybko się kończy, to i tak wiele w nas pozostaje – nie tylko wzmocnione rodzinne więzi czy osobiste mięśnie, podbudowana odporność czy psychika, ale także wspomnienia, wrażenia, doświadczenia, no i zdjęcia, które pozwalają przetrwać niejedną trudniejszą chwilę czy energetyczny dołek. Tego nie da się wycenić czy przecenić. No i nikt nam tego nie zabierze, choćby nie wiem co. O!

Jeśli więc ktoś zadałby nam pytanie, czy warto jechać na ferie w góry (bo i kasa, i się jednak z dzieciakami nieco umęczysz), choć przecież za to można by kupić fajny sprzęt do domu, szafę ciuchów lub odłożyć na zaś… nie bierzemy takich argumentów pod uwagę.

5

Wyjazd na narty – dlaczego warto?

Wyjazd na narty to nie tylko sport, choć wiadomo – deski to aktywność wiodąca. To także cudowne widoki – na dzień dobry i na dobranoc. Zaskakuje nimi i natura, i człowiek – uwielbiamy górskie miasteczka, ale i wioski, w których zatrzymał się czas.

8

To niesamowity, zachwycający i wręcz nieprawdopodobny klimat. Ponieważ mamy szczęście do pogody, zawsze mam wrażenie, że znaleźliśmy się w bajce. Góry zimą są boskie – to rarytas zwłaszcza dla sentymentalnych jednostek, do których się zaliczam.

6

Pobyt w górach, zwłaszcza dla ludzi z innych krain geograficznych, to okazja do poznania nowych smaków, zapachów, a także (to już bez względu na stałe miejsce zamieszkania) obserwacji… ludzi. Oj, zmierzyliśmy się z wieloma sytuacjami nie do przecenienia – zarówno ze światopoglądowego, jak i wychowawczego punktu widzenia. Ponieważ sporo czasu spędzamy razem i dużo rozmawiamy, mogliśmy poprzymierzać sobie różne sytuacje, a i je sobie omówić (o tym szerzej innym razem).

10

To wszystko – dzień za dniem, okoliczność za okolicznością, wrażenie za wrażeniem – zamyka się w pięknych wspomnieniach i tęsknotach, które każą wyczekiwać kolejnych ferii i kolejnego wyjazdu na narty. Dobrze, że po drodze zdarzą się wakacje, bo bez nich (i chorwackich klimatów) najbliższe 12 miesięcy mogłyby być nie do wytrzymania.

7

red. by me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.