Hejt to nie pryszcz. O hejcie i mobbingu wśród dzieci. Nie tylko w sieci.

Jestem bardzo wyczulona na perfidię w wykonaniu dzieci – hejt, mobbing i bullying (mobbing szkolny), dlatego zawsze, kiedy spotykam się z tym zjawiskiem, nie mogę zrozumieć… Nie, nie chodzi nawet o hejtera. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak wielu dorosłych – rodziców i pedagogów – wciąż bagatelizuje temat (choć są i tacy, którzy kwestię traktują z należytą powagą).

Hejt, mobbing i bullying (mobbing szkolny), jak by zjawiska nie nazwał, to przejaw przemocy psychologicznej. Pozwólcie zatem, że będę traktować je zamiennie.

Nie widzieć jest wygodnie, ale i mam wrażenie, że niektórym nie wystarcza wyobraźni (często ich poglądy są naiwne bądź skamieniałe – ich głowy siedzą albo w poprzedniej epoce, albo w innym kosmosie). Wyczuwam tok myślowy: Ale że co? Wredna koleżanka? Złośliwy komentarz? Obgadywanie? Wielkie mi halo! Bez przesady!

Niestety zamiatanie sprawy pod dywan i utykanie trupów w szafie to metoda, która w tym wypadku się wybitnie nie sprawdza. Powiem tyle: „nie przesadzaj”, „jesteś przewrażliwiona”, „olej”– nie rozwiązuje problemu. A wręcz przeciwnie – robi wiele złego. Bo tu nie chodzi o jeden komentarz, jeden krzywy uśmiech czy jedną złośliwość. Nie chodzi o nadwrażliwość czy przewrażliwienie.

O ile jeden złośliwy komentarz może hejtu nie czyni, to złośliwość wypowiadana przy każdej okazji już tak, prawda? Hejt wpływa na rzeczywistość, bo staje się jej komponentem.

Hejt istnieje i ma się dobrze

Hejt na dobre wpisał się w naszą rzeczywistość – nie tylko wirtualną. Młodzież nie ma problemu z przyznaniem się do tego, że hejtuje, bo cóż – uznaje, że to normalne, a i dlatego, że często myli wyrażanie własnego zdania z obrażaniem innych. A własne zdanie, jak wiadomo, trzeba mieć.

Każdy, kto ma swoje zdanie, ma prawo do jego wyrażania, ale i obowiązek szanowania tak innych, jak i ich opinii. Nagonka, wyzywanie, wyśmiewanie, obrażanie daleko wykracza poza ten schemat.

Przemoc psychologiczna ma swoje konsekwencje

Hejt jest mową nienawiści, która ma na celu zniszczenie ofiary. Gra na emocjach i je wykorzystuje, dlatego wpływa nie tylko na samopoczucie, ale i na samoocenę. Przecież młodzi ludzie budują swoją tożsamość i poczucie własnej wartości także – a może nade wszystko – właśnie w oparciu o opinie innych.

Hejt wywołuje ponure emocje, poniewiera i okrutnie dołuje, uczy życia w napięciu, lęku i stresie. Jeśli przybiera formę nękania, wymyka się spod kontroli, a dziecko nie ma wsparcia, sytuacja może mieć poważne konsekwencje. Bywa, że „13 powodów” jest nie tylko książką i serialem, ale i całkiem realnym scenariuszem.

Hejt jest żywiołem – żywi się nienawiścią. Można go porównać do ognia czy fali. Jednak dla mnie najbardziej obrazowa w tym kontekście jest kula śnieżna – ta, pędząc, staje się coraz większa, coraz szybsza, coraz bardziej niebezpieczna. Trudno ją powstrzymać. Tak samo jest z hejtem.

Dlaczego młodzi hejtują?

Zdarza się, że dzieci i młodzi ludzie (ale i dorośli) hejtują, pozwalając sobie na upokarzanie innych ot tak sobie – z nudów, dla beki czy dla hecy.

Wyrażam swoją opinię, jestem anonimowa, chcieć to móc.

Najczęściej jednak robią to z niskich, podłych pobudek: są zawistni, nie radzą sobie z własnymi słabościami, mają niską samoocenę lub wręcz przeciwnie – są sfrustrowani, bo potencjał i możliwości nie nadążają za aspiracjami. Może ktoś jest lepszy/fajniejszy/boskosięubiera. A może czyjaś słabość wyzwala moc i agresję, podkręca do działania? Hejterzy często się dowartościowują i budują kosztem swoich ofiar. Nie mogąc dodać sobie, ujmują innym.

Ofiarą mobbingu może paść każdy

Ofiarą hejtu może paść absolutnie każdy. Słabeusz i gwiazda socjometryczna. Gruby i chudy. Leser i prymus. Brzydula i piękność. Smutas i śmieszek. Nie ma zmiłuj. Różnie tylko na hejt reagujemy. Niektórzy negatywną energię będą chłonąć jak gąbka, inni obudują się pancerzem. Ale tu też nie ma reguł.

Można dziecko wyposażać w mechanizmy obronne, budować pewność siebie i odporność na stres, ale myśleć, że hejt go nie obejdzie i spłynie jak po kaczce – to naiwność. Bo racjonalne myślenie czy działania to jedno, a psychika i emocje to drugie. Poza tym będąc zaszczutą ofiarą nagonki i chorego zainteresowania, łatwo się pogubić.

Czasem głupi żart, wredny komentarz, zwyczajne obgadywanie, podła intryga, zabawna ksywka, napis wyskrobany na ławce potrafią nieźle skopać. Sądzę, że na własnej skórze przekonał się o tym niemal każdy z nas. A jeśli zdarza się to często, codziennie, przy każdej nadarzającej się okazji? Ile byłabyś w stanie unieść?

Jak pomóc dziecku, które padło ofiarą mobbingu?

Dziecko, które padło ofiarą mobbingu, potrzebuje przede wszystkim wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych. Co robić?

Traktujmy problem poważnie, nie zbywajmy dziecka słowami: „nie przejmuj się”, „nie przesadzaj”, „jesteś przewrażliwiona”, „daj spokój”, „tak po prostu jest”, „tacy są ludzie”, „olej”, „nie wymyślaj”, „nie wyolbrzymiaj”. Pokażmy, że rozumiemy jego uczucia i emocje. Że nie jest samo.

Pomóżmy mu także zrozumieć pobudki, jakimi kieruje się hejter (to często KLUCZOWE – kto tak naprawdę jest słabszy? Kto jest ofiarą?).

I co najważniejsze – dajmy jasny przekaz, że dziecko nie ponosi winy za agresywne zachowania innych i ma prawo być takie, jaki chce (dopóki nikogo nie krzywdzi).

Moja uwaga w prezencie

Dziecko nie tylko może być takie, jaki chce (dopóki nikogo nie krzywdzi), ale i ma prawo w swojej przestrzeni czuć się komfortowo. Dlatego traktujmy swoje dzieci ze zrozumieniem. Jeśli córka czy syn czują się prześladowani, nękani, gnębieni, wykluczani – tu nie ma  miejsca na „przesadzasz”, „wymyślasz” czy „wyolbrzymiasz”!

Dziecko owszem, może i przerysowywać problem, bo jest czujne i się zwyczajnie boi (a strach ma wielkie oczy), ale nie możemy mu wmawiać, że wymyśla, że problem nie istnieje. Ono tak właśnie czuje, a my po prostu możemy pewnych rzeczy nie dostrzegać lub o nich nie wiedzieć – cóż, czasem trudno o daty, fakty, dowody. Odczucia to jedno, ale istnieją przecież takie przebiegłe koleżanki i sprytni koledzy, które będą wbijały szpile w sposób diabelsko wyrafinowany bądź będą dokuczały tak, by dorośli nie zauważyli (choć prawda jest taka, że wielu dorosłych chętnie daje sobie mydlić oczy).

Powiem tak: otwarcie wredna koleżanka, przy koleżance przebiegłej i perfidnej, to małe miki. Serio.

Wierzcie swoim dzieciom. Próbujcie je zrozumieć.

hejt, mobbing i bullying (mobbing szkolny) to zjawiska głównie subiektywne, choć i niekoniecznie, a jego skutkiem jest obiektywnie zauważalna psychiczna destabilizacja ofiary, poczucie krzywdy i absurdu oraz przeżywanie silnego stresu psychologicznego. Nękanie jest procesem, dlatego w miarę eskalacji prześladowań lub upływu czasu, maleje u ofiary poczucie własnej wartości oraz kompetencji społecznych wraz ze wzrostem poczucia bezradności.

Co zrobić, gdy dziecko padło ofiarą hejtu?

Hejt to nie pryszcz, a perfidia przybiera różne oblicza. Życie w zaszczuciu, w oczekiwaniu na raz, który może paść, jest trudne i spala. Dlatego trzeba z tym coś zrobić.

Hejtu czy mobbingu nie wolno ignorować.To nie jest droga do świętego spokoju.

Hejtu czy mobbingu nie wolno ignorować. Na agresję, tak w życiu realnym, jak i w internecie, trzeba reagować. Warto jednak robić to mądrze, by nie dolewać oliwy do ognia i nie podkręcać sytuacji. Najgorsze to nie reagować albo zareagować zbyt ostro.

Jeśli rzecz się dzieje w sieci, należy hejterowi odciąć możliwość reagowania i komentowania (zablokować lub zgłosić sytuację administratorom). Jeżeli to nie pomoże, warto dać ostrzeżenie – tak dziecko, jak i rodzic. Dziecko może napisać: „Nie podoba mi się to, co piszesz” czy „Przestań mnie obrażać”. Rodzic, po przedstawieniu się, powinien napisać ostrzeżenie „Jeśli nie przestaniesz dokuczać mojemu dziecku, sprawa zostanie zgłoszona na policję. To, co robisz, to cyberprzemoc”. Jeśli dziecko jest nadal nękane, zbierajmy dowody, by zgłosić sprawę na policję.

Czego nie robić? Nie lajkować i nie udostępniać obraźliwych komentarzy, a także nie odpowiadać hejtem na hejt.

Jeśli agresorem jest kolega/koleżanka z klasy, ze szkoły czy z podwórka, o pomoc można poprosić wychowawcę lub próbować rozmawiać z rodzicami agresora. Z moich obserwacji jednak wynika, że nie zawsze jest to dobra droga, choć próbować trzeba. Wychowawcy często bagatelizują problem lub postępują nieudolnie. Z kolei rodzice często, zanim jeszcze zostaną wdrożeni w szczegóły, reagują emocjonalnie i rozmowa kończy się awanturą.

Dobrym rozwiązaniem wydaje się być psycholog lub pedagog szkolny. Bywa jednak, że i oni są bezsilni. Dlatego jeśli niepokojące sytuacje mają charakter permanentny, zgłoś sprawę w komendzie policji. Nic tak nie tonuje emocji, nie weryfikuje zamiarów i nie zmienia optyki, zarówno u dzieci, jak i ich rodziców, jak wizyta umundurowanego funkcjonariusza.

Monika Zalewska-Biełło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW