Martensy. Opowieść o glanach i dużo zdjęć

Kiedy byłam studentką nie było mnie stać na Martensy, a bardzo o nich marzyłam. Pamiętam jak chodziłam do jedynego sklepu, w którym je sprzedawano, no i patrzyłam na nie, patrzyłam i patrzyłam. Kosztowały tyle, ile wynosił mój skromny miesięczny budżet. Zresztą i dziś ich cena potrafi zwalić z nóg.

ta

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

Chodziłam wówczas w zwykłych, stylizowanych, ale trzeba przyznać, całkiem zgrabnych i przyzwoitych (oczywiście, że czarnych) glanach. Do tego najchętniej wrzucałam białe skarpety i czarną, długą, wąską sukienkę. Najpierw, kiedy to sobie przypomniałam, westchnęłam „o litości!”, ale doczytałam, że od stylizacji w tym tonie nie stronił sam Marc Jacobs i istnieją na to dowody. Cha!

12

1

Raz, kiedy tak zadawałam szyku na deptaku w rodzinnym miasteczku, ojciec mojego kolegi Krzyśka, pan Sowa, syknął z niesmakiem: „Boże, jak ta dzisiejsza młodzież się ubiera! Zobacz jak ta dziewczyna wygląda”. Jego żona zaś, pani Sowa, dodała: „I na dodatek te nogi takie chude, jakby kijki w wiadra powtykał…”.Hm…

No faktycznie, to było jakieś 20 lat i 20 kilogramów temu, niemniej państwo Sowa nie są w moim odczuciu usprawiedliwieni. Nie mieli prawa tak mówić. Nawet nie chodzi o to, że to było zwyczajnie niegrzeczne. Po prostu uważam, że tak, jak w glanach-Martensach wypada paradować listonoszowi, Madonnie i papieżowi, tak jak można w nich wyjść do pracy, na scenę czy na ulicę, tak i pasują do nich i sukienki, i spodnie, i chude nogi, a i nawet krzywe też. Bo Martensy vel glany sztampę mają w nosie, i tyle.

1

ta

Uwielbiałam te moje a la Martensy. Nawet kiedy podróżowałam – w lipcu! – autostopem do Hiszpanii, towarzyszyły mi, radośnie dyndając, bo były przewieszone na plecaku ze stelażem. Osobliwy to był widok. Dodam, że kiedy wracałam do Polski, byłam obciążona dodatkowo, bo z drugiej strony plecaka wisiały rolki, które kupiłam za jakieś śmieszne pieniądze w Caprabo gdzieś pod Barceloną (to były lata 90. – kiedy weszłam do sklepu dostałam oczopląsu). Ojeju, widzę, że zawsze byłam oryginałem.

New_York_Fashion_Week-Fall_Winter_2015-Street_Style-NYFW-Model_Tommy_hilfiger-Pinstripe_Trousers-Dr_Martens-

Mam jeszcze jedno martensowe wspomnienie. Mrągowo, także końcówka lat 90. ubiegłego wieku, rzecz jasna. Siedziałam na krawężniku, kiedy minęła mnie kobieta, na oko mniej więcej czterdziestoletnia. Miała w sobie taką jakąś pewność siebie, energię i zadowolenie (nie radość, a właśnie zadowolenie). I chyba wiele rzeczy w nosie – przynajmniej takie sprawiała wrażenie.

Była ubrana na czarno – to były zwykłe spodnie i t-shirt, nic wyszukanego. Na nogach miała czarne Martensy. Nie była żadnym punkiem, odzieżową buntowniczką czy fanką country. Po prostu wyskoczyła do sklepu. Zrobiła na mnie gigantyczne wrażenie. Tą niecodzienną zwyczajnością zwracała nie tylko moją uwagę. Wyróżniała się, bo nie wpisywała się w scenerię, a i dziewczynki w jej wieku nosiły raczej garsonki, sukienki w łączkę, bluzki z gipiurą, może rybaczki i grzeczne laczki. Nie obowiązywał jej ten normal-trend. Pomyślałam wtedy, że ja za 20 lat chcę być właśnie taka – i już nawet nie o te Martensy mi chodziło, a o bycie sobą w wersji wyzwolonej. Chyba mi się udało (choć Martensy mam białe).

To tyle o glanach. Pora na Martensy

lead1

Martensy powołał na świat niemiecki lekarz chirurg dr Klaus Märtens, który podczas narciarskich szaleństw w Alpach Bawarskich doznał kontuzji kostki. Opracował więc zmyślny model obuwia, który miał mu przynieść ulgę i zapobiegać wstrząsom stopy. Wykorzystał model wysokiego wojskowego buta. Użył miękkiej skóry, dodał wkładkę, która usztywnia kostkę oraz poduszkę powietrzną na pięcie (podeszwy były zrobione z gumy pochodzącej z odpadów po oponach samolotów Luftwaffe).

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

Buty były komfortowe i amortyzowały wstrząsy. Sprawdziły się na tyle, że pod koniec lat 40. XX wieku dr Märtens wraz z kolegą, Herbertem Funkiem, zajął się produkcją masową. W 1959 r. prawa do produkcji butów kupiła brytyjska firma R. Giggs Group Ltd. Na tym etapie dodano żółtą nić przy obszyciu podeszwy, a Martensy stały się marką.

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

1

1 kwietnia 1960 r. w fabryce Northamptonshire wypuszczono na rynek wysokie buty za kostkę sznurowane na osiem dziurek. Nazwa tego najbardziej znanego modelu wzięła się od daty jego debiutu na rynku – 1460. Źródło

Z blachą czy bez blachy?

Jeśli – planując zakup Martensów – wybrałaś już kolor i wysokości butów, no i (najpewniej) wyszło na to, że będzie to model czarny, 7- (1920) lub 8- dziurkowy (1460). Wówczas staniesz przed typowym dylematem: kupić model z blachą czy bez? Obydwa buty mają rzesze zwolenników. Ja wybrałam bez.

Modele bez blachy wydają się bardziej delikatne i mniej się w nich dzieje. grzeczniejsze. Te z blachą maja większy pazur, są zadziorne. No i wydają się też bardziej masywne.

we

tumblr_nlkh0ykChs1shus71o1_500

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

76c9bcb18b42d3276f711f52c330f568

Klasyczne modele Martensów noszą wszyscy (nie tylko członkowie subkultur od punków, przez skinów, po grunge) – są uniwersalne, ponadczasowe i stylowe. Sprawdzają się w każdej sytuacji. Co jakiś czas pojawiają się perełki, efekt współpracy znanych projektantów mody. Nie ma nudy – są modele sygnowane przez Yohjiego Yamamoto, Vivienne Westwood, projekty Jeana-Paula Gautiera czy Louise Body.

2

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

Patrzę na to zdjęcie i nie mogę się powstrzymać od komentarza: W tej stylizacji nie zapomnijcie o budziku:)))

6b5adef0fa781f1ade26cb2953640597

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

Patrząc na zdjęcia dzisiejszych top modelek jak Chloë Sevigny czy Agyness Deyn, które w ulubionych Martensach wyglądają jak punkowe księżniczki, trudno uwierzyć, że wygodne buty na gumowej podeszwie najpierw przypadły do gustu niemieckim gospodyniom domowym, bo tak jak pasują do dżinsów, T-shirtu i ramoneski, pasowały do podomki i turbanu na głowie. Na początku lat 50. aż 80 proc. produkcji rozchodziło się wśród kobiet po czterdziestce. Solidne buty kupowali też robotnicy. Źródło

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

article-2193913-14B1FCD2000005DC-38_468x709

ta

Dziś Martensy to nie tylko klasyczne „glany” 1460 i 1461, ale designerska tęcza. To także mokasyny, pantofe, sandały, w różnych wzorach i kolorach. Kolorowe, w kwiatki, cętki, cekinowe, z aplikacjami. Zachwycają, zadziwiają i… szokują. Są fajne, miło na nie popatrzeć, ale w praktyce życiowej pozwolę sobie jednak zostać przy klasycznych, glanowatych ósemkach.

Zdjęcia – żródło

Zdjęcie tytułowe – źródło

6 thoughts on “Martensy. Opowieść o glanach i dużo zdjęć

  1. Ukochane – szare w biały motyw roślinny i unowocześnione, bo długie, z suwakiem z boku – noszą ślady dziesięcioletniego bez mała używania. Coraz częściej myślę, żeby kupić sobie nowe, ale tym razem klasycznej długości i nosić ze skarpetami właśnie oraz dzianinową, szarą kiecką – za kolano, bo w takiej długości (jako starsza pani) czuję się najlepiej. Jako że nie lubię i nie noszę praktycznie w ogóle czarnych butów, to najchętniej takie w kolorowe kwiatki. Wygodniejsze od Martensów to są chyba tylko klapki latem.

  2. Z wielką przyjemnością przeczytałam test i obejrzałam zdjęcia.
    Poczułam się doskonale, bo skończyłam już bardzo dawno 50 lat a glany to moje ukochane buty. Niedawno usłyszałam, że może gdybym założyła normalne buty, to wreszcie wyglądałaby jak normalna kobieta. A ja tylko wtedy się tak czuję, w zgodzie ze sobą i radośnie, kiedy nawet do wieczorowej sukni zakładam lakierowane martensy półbuty z długa cholewka. Kupuje jedwabna wstążka jako sznurówki, przyklejam kilka błyszczących kropek i czuje się wspaniale. Ciesze się, że mój mąż to rozumie. Jeśli mam wydać pieniądze na buty, to będą to kolejne martensy. Żółte w kwiatki, jasne, ciemne, kolorowe, radosne, takie, które akurat odpowiadają mojemu nastrojowi. Tak mi się podoba, tak lubie i cieszę się, że mogłam przeczytać ten artykuł. I co z tego, że jestem już w wieku niewyobrażalnym? Kocham martensy.

    • Pani Elu, jest Pani niesamowita! Chciałabym kiedyś zobaczyć Panią w takiej wieczorowej kreacji, z jedwabnymi wstążkami w martensach! Musi Pani wyglądać czarodziejsko! Cudowne!

  3. Kocham martensy pierwsze kupiłam za ciężko zarobione pieniądze na praktykach.Było to w latach 90 tych kosztowały 270 zl prawdziwy majątek.Nie rozstawałam się z nimi.Mam pytanie do znawców tematu czy ktoś z was zna model 2834 ?

  4. Dzięki za opowieść o martensach! Trafiłam na nią dopiero teraz, przeglądając strony dotyczące tych wyjątkowych butów – nieprzypadkowo – bowiem przecież dzisiaj, 1.04.2020
    THE STAR IS BORN ! 60 lat ! Moich 20 !
    Z przyjemnością dołączę swoją opowieść, a ta zaczęła się pod koniec lat 90., od krótkiej wzmianki w którejś z gazet, o tym jak papież Jan Paweł II, przyglądając się ćwiczeniom Gwardii Szwajcarskiej, zachwicił się ich butami. Nosili czarne martensy. Właściciele firmy natychmiast zareagowali, i niebawem Ojciec Święty otrzymał w prezencie białe martensy. Szukałam ich, znalazłam na wystawie sklepu firmowego w Krakowie, ale … wtedy były inne wydatki. Moją pierwszą, ukochaną do dzisiaj białą parę 1460 otrzymałam rok póżniej, na urodziny. Przemierzałam w nich pewnie korytarze pośród niebieskich mundurów. Dawały mi poczucie wewnętrznej wolności. Dzisiaj jestem 10 par dalej, a dołączyły do tej kolekcji malutkie, czarne martensy colby w rozmiarze 20 EU, mojej wnuczki Karolinki. Czekałam na nią, i na chwilę, kiedy podaruję jej pierwsze martensy. Nadeszła ! Marzenia się spełniają !
    Martensy, to nie tylko styl życia, to także stan umysłu!
    Pozdrawiam wszystkich podobnie myślących?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.