Odwiedziny po porodzie. Kiedy z wizytą do noworodka i mamy?

Pojawienie się malucha na świecie to z pewnością wielkie wydarzenie – i to nie tylko dla rodziców. Podekscytowanie, radość i ciekawość czują także bliscy – rodzina, przyjaciele, znajomi, a czasem także sąsiedzi oraz krewni i znajomi Królika. To naturalne.

Kiedy na świecie pojawiła się Amelka, radości nie było końca (w sumie trwa do dziś:)). Oszaleliśmy i my – dumna mama i nie mniej dumny tata – i babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie, a także rodzeństwo – cioteczne i stryjeczne. Rozdzwoniły się telefony, a do czerwoności doprowadzały je SMS-y i MMS-y, które nieustannie śmigały po naszych łączach. To było świetne, czuć tę okołoamelkową jedność.

A później przyszedł czas odwiedzin

Jeśli chodzi o odwiedziny po porodzie, to muszę się Wam przyznać, że nie wiedziałam, co myśleć. Nikogo nie chciałam urazić, ale… No właśnie. Jak to jest z tymi odwiedzinami po porodzie? Kiedy jest najlepszy moment? Powinno się czekać na jakiś sygnał czy zaproszenie czy też samemu się zapowiedzieć? Okazuje się, że zdania są podzielone i że w tej kwestii nie obowiązują jakieś sztywne zasady i szeroko rozumiany bon-ton. A jak to było u Was? Co myślicie?

Znam różne historie, a i opowiem Wam własną. Zacznijmy jednak od Agaty.

Agata: Na sali poporodowej leżałyśmy na sali we trzy. U mojej sąsiadki z prawej, w żyłach której płynęła – na bank! – błękitna krew, nieustannie przesiadywali mąż i mama. Tak dla towarzystwa, jak i po to, by obsługiwać noworodka, bo jego mama musiała odpocząć po trudach porodu (zupełnie jakby ją bolało bardziej niż kogokolwiek innego na świecie). Fajnie, że chociaż ona mogła, bo my już niekoniecznie.

Bywało też, że na sali przebywały wręcz tłumy rozentuzjazmowanych, głośnych, nie zwracających na nic i na nikogo gości. Może jestem przewrażliwiona, ale ten moment, kiedy przy publiczności próbujesz się przełożyć z boku na bok, a nie wiesz, czy podkład na materacu jeszcze jest śnieżnobiały, albo gdy chcesz nakarmić dziecko, choć niekoniecznie ci to wychodzi, albo gdy dziecko płacze, a ty chcesz wyć razem z nim, bo nie wiesz o co chodzi… Nie było mowy o komforcie, swobodzie, o godności wręcz. Byłam tak spięta, że aż mnie wszystko bolało.

Pomyślałam wtedy, że wszyscy, którzy planują odwiedziny na sali poporodowej, powinni pomyśleć. Jeśli czujesz, że musisz przyjść, to wpadnij na chwilę – pomóż mamie, pociesz się widokiem noworodka, ale niech to nie boli innych i niech nie trwa wieczność. To jest szpital.

we

Odwiedziny w szpitalu

A jak było u nas? W szpitalu, oprócz męża, była u nas tylko moja siostra (przy okazji miałam szybki kurs jak zmienić pieluchę). Ich odwiedziny bardzo mnie cieszyły, ponieważ nasze relacje i więzi są fantastyczne i wyjątkowe, dalekie od chłodnych standardów. Wierzcie mi jednak, że nie każda wizyta wywołałaby we mnie taki entuzjazm. Nie wiem, czy podpiszą się pod tym inne mamy, ale moja prawda jest taka, że kobieta po porodzie potrzebuje ciszy, by móc dojść do siebie. Jesteśmy przecież wymiętolone, zapuchnięte, niewyspane, obolałe – nie w głowie nam podejmowanie gości.

Jeśli chodzi o szpital, to uważam, że mąż i najbliższa rodzina wystarczy. A inni? Jeszcze będzie czas i bardziej sprzyjające okoliczności, by powitać na świecie malucha i pogratulować rodzicom. Do kiepskiej formy mamy (umówmy się – poród to nie wczasy) dochodzi fakt, że najczęściej sale nie są jednoosobowe, co samo w sobie nie jest komfortowe. A jeśli jeszcze dołożyć do tego gości… To jest dla wszystkich totalnie niefajne. Uważam, że najlepiej dać mamie i maluszkowi czas i spokój – i odwiedzić ich w domu.

Odwiedziny w domu

Opowieść Ewy też jest niezła:

Ewa: Kiedy przyjechałam ze szpitala z córką, a w domu czekała na nas teściowa, a i szwagierka ze szwagrem i nastoletnim synem. Dodam, że nasze relacje są raczej chłodne i nikt ich nie zapraszał. Po prostu byli ciekawi. To był horror, bo ciągle nade mną stali jak słupy soli. Karmiłam przy nich (na stres, czy dam radę karmić w ogóle, nałożył się stres, że ktoś patrzy na moje gołe cycki), a kiedy moje dziecko płakało, to bałam się wstać, bo miałam na sobie zaledwie koszulę i siateczkowe majtki z wielką podpaską. Zasadniczo też nie mogłam siedzieć, leżeć, stać i w ogóle cokolwiek, tak mnie wszystko bolało. Walczyłam więc ze swoimi ułomnościami i niedogodnościami, łzy mi się cisnęły do oczu – a nad głową goście! Skołowana jakaś byłam, bo nie powiedziałam im wtedy „Wynocha!”, a trzeba było. Aha, oni też oczekiwali, że zrobię im obiad!

O ile jedni czekają na zaproszenie, inni sami pytają, czy mogą przyjść. Co ja o tym myślę? Myślę, że tu znów kluczowa jest kwestia bliskości. Nie miałabym serca nie zaprosić naszych zniecierpliwionych najbliższych, ale jeśli chodzi o znajomych, koleżanki i kolegów czy dalsze ciocie i wujków, to jestem zgodna z moją koleżanką, która jeszcze przed porodem powiedziała tak: „Nie będę was od razu odwiedzać. Uważam, że te 6 tygodni połogu istnieje PO COŚ. Między innymi po to, żeby dojść do siebie, oswoić się z maluchem i z nowym harmonogramem dnia. To jest czas dla Was, dla Waszej trójki. Ja przecież zdążę Was odwiedzić”.

Myślę, że to rozsądne. Nie sądzę, żeby te kilka pierwszych tygodni po porodzie, kiedy wariują hormony, a wszystko stoi na głowie, były dobrym momentem na odwiedziny. Nie pamiętam, jak to było u nas, ale nasi znajomi zachowali się bardzo taktownie w tej kwestii. To znaczy ci, którzy byli.

Podsumowując

Jeśli chodzi o odwiedziny mamy i malucha przez znajomych, nie spieszmy się z tym. Wykażmy się zrozumieniem sytuacji, empatią i wyobraźnią. Rodzice najczęściej przeżywają mały Armagedon, ich życie przeszło właśnie rewolucję – nawet mieszkanie wygląda jak nora po przejściach. Najpewniej są zabiegani (próbują znaleźć jakąś regułę w tym chaosie), zestresowani (napięci jak szeregowy na pierwszej warcie) i nie mają głowy do konwersacji i przyjmowania gości (a trzeba też się ogarnąć i móc się jakoś zachować, co w tej sytuacji może być trudne).

Zdecydowanie lepiej odwiedzić malucha później niż wcześniej. Nie bójmy się jednak wyjść z inicjatywą i zapytać „Kiedy mogłabym/mógłbym Was odwiedzić” – to ułatwia sprawę. Nie zaskakujmy jednak odatowaną, zobowiązującą propozycją wizyty. Bo to jest koszmar.

A tak na marginesie – TU znajdziecie podpowiedzi, co możecie przynieść w prezencie dla świeżo upieczonej mamy, jeśli macie ochotę. A co dla noworodka? Lista genialnych pomysłów w przygotowaniu.

Gratis

Wczoraj na stronie douli znalazłam świetną ściągę:

grafika

Mama Ameli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW