„Pasażerowie” – kosmiczny harlekin. Recenzja

Reżyseria: Morten Tyldum
Obsada: Jennifer Lawrence, Chris Pratt, Michael Sheen, Laurence Fishburne, Andy Garcia

UWIktkqTURBXy9hNDA2MmZkYzAzNTc5NjkxNGJhNTA1Yjc3MjhhMGQ2Yi5qcGVnkpUDJgDNBzzNCtqTBczfzQFN

Podczas międzyplanetarnej podróży kosmicznej do nowego domu, na nową planetę, dwoje pasażerów – wskutek niezrozumiałych, tajemniczych okoliczności – budzi się ze snu dziewięćdziesiąt lat za wcześnie. Jim (Chris Pratt) i Aurora (Jennifer Lawrence) zakochują się w sobie. Szybko odkrywają, że statek kosmiczny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a życie pasażerów zależy tylko od nich… Powoli dowiadują się także, dlaczego ich wybudzenie nie było przypadkowe. źródło

lead

Nie jestem fanką filmów science fiction, a na “Pasażerów” poszłam z uwagi na Jennifer Lawrence, którą po prostu szalenie lubię. Czy mi się podobało? Dziś jakby bardziej niż podczas seansu.

q

W filmie „Pasażerowie” kosmiczne było wszystko – od pejzaży, przez wnętrza statku, po dramaty, poczucie osamotnienia, bezradności, a także lekkiej klaustrofobii. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie to fantastyczna scenografia. Ta przestrzeń! Efekty – pewnie też niczego sobie, ale nie mogłam ich w pełni docenić, ponieważ nie był to seans 3D (a ten film aż się o niego prosi). Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? Scena z wodą pozbawioną grawitacji, no i wściekła Aurora. Genialne! (Generalnie aktorzy byli bardzo przejmujący i przekonywujący, a ich role – fajnie zagrane. Patrzyło się na nich z prawdziwą przyjemnością.).

q1

Przyznaję, że seans nieco mi się dłużył. Końcówka miała już tempo, ale początki – no nie była to kosmiczna prędkość. Niby rozumiem, czemu to służyło, przecież wszyscy musieliśmy spróbować odnaleźć się w położeniu kosmicznego Robinsona Cruzoe, uwięzionego na kosmicznym Titanicu, przeżywającego kosmiczne dylematy moralne i kosmiczny ból istnienia. Ale to w sumie było fajne.

W filmie znalazło się kilka fajnych myśli – o poszukiwaniu sensu i celu w życiu, o docenianiu tego, co tu i teraz, o tym, co naprawdę ważne i ważniejsze. Jak ktoś chce, znajdzie głębię i będzie miał o czym myśleć. Jeśli ktoś chce obejrzeć film dla ładnego, dobrze skorojonego obrazka czy – tak jak ja – dla któregoś z aktorów – też będzie zadowolony. Zawiedzeni będą na pewno ci, którzy spodziewają się dynamicznego kina akcji. Bo umówmy się – „Pasażerowie” to bardziej kosmiczny harlekin niż thriller czy sensacja. Niemniej – czy warto? No pewnie! I koniecznie w 3D (jutro, dla równowagi, obejrzę „Patersona” (reż: Jim Jarmusch), zaś pojutrze „Tancerkę” (reż: Stéphanie Di Giusto).

q2
Pratt i Lawrence są magnetyczni w rolach kosmicznych kochanków. Miłosna historia tych dwojga daleka jest od słodyczy cukru, pokazując nam ciemniejsze strony ludzkich potrzeb i pragnień. W filmie wyczuwa się – na różnych poziomach – aluzje lub nawiązania do „Titanica”. Początkowa historia miłosna ustępuje nieco miejsca zbliżającej się nieuchronnie katastrofie. „Pasażerowie” są więc zaskakująco tradycyjnym filmem, co z pewnością działa na jego korzyść. To zdecydowanie podróż, w którą warto wyruszyć. źródło

q4

Monika Zalewska-Biełło

Zdjęcia: materiały prasowe

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.