Pierwsze dni po porodzie – okiem mamy

Wydawać by się mogło, że po 9-miesięcznych oczekiwaniach na dziecko i trudach porodu moment, kiedy na świecie pojawia się maluch, nie dość, że rekompensuje wszystko, to i rozpoczyna bajkowy rozdział w życiu. Odtąd słychać wyłącznie słodkie guganie, radosny śmiech i ciumkanie małego pyszczka, słodko przytulonego do piersi mamy. Kobieta jest spełniona, spokojna i szczęśliwa. Wraz z pojawieniem się na świecie jej dziecka spłynęła na nią łaska wszechwiedzy, więc nic w zakresie opieki nad noworodkiem jej niestraszne. A tata? Tata nieustająco przytula i mamę, i dziecko, i fajnie razem wyglądają na zdjęciach.

2

Ta wersja lukrowanej rzeczywistości jest tak słodka, co nieprawdziwa. Bo owszem – jest pięknie, ale te ciepłe uczucia są wymiksowane z innymi, niespecjalnie komfortowymi. Strach, niepewność, obawy. Do tego okazuje się, że nie jesteśmy tak fantastycznie przygotowane na każdą macierzyńską okoliczność, a instrukcja obsługi dziecka staje się najbardziej pożądaną rzeczą na świecie. Bywa, że w życiowym scenariuszu pojawiają się mrożące krew w żyłach zwroty akcji. Jak ważne jest wtedy wsparcie!

Pamiętacie pierwsze chwile po porodzie? Ja pamiętam doskonale. Byłam szczęśliwa, świetnie przygotowana i gotowa na tę doniosłą życiową rolę, ale i tak dałam się zaskoczyć (i pokonać!) wielu sytuacjom i emocjom. Dziś wiem, że to normalne. Że to nie jest tak, że matkami się rodzimy. Potrzebujemy czasu, by się w macierzyństwie odnaleźć, dotrzeć z dzieckiem i zaufać sobie.

Dobra wiadomość jest taka, że każda z nas tak ma i to jest w sumie budujące. Dlatego koniecznie przeczytajcie jak pierwsze chwile po porodzie wspominają: Paula, Karolina, Hania, Magda i Weronika. Dziękuję dziewczyny za szczerość!

1

Pierwsze dni po porodzie okiem mamy

Paula, mama 6-miesięcznej Julki

Przez pierwsze dni po porodzie dominującym uczuciem, które mi towarzyszyło, był głównie strach. Strach, że nie dam rady, że się nie nadaję, że coś się kończy. Że coś tracę. Miłość przyszła później. Wielkie, wcześniej nieznane uczucie, które rośnie z dnia na dzień:).

Pierwsze dni to prawdziwy rollercoaster. Nie wiesz czy się obudziłaś, czy jeszcze śpisz, nie wiesz jaki jest dzień tygodnia. Teraz, z perspektywy czasu wydaje mi się, że jedyne, co robiłam, to siedziałam na kanapie z cyckiem na wierzchu:). Szczerze? Gdyby nie mąż, to nie wiem, jakbym to ogarnęła.

2

Karolina, mama 6-miesiecznej Amelii

Po porodzie byłam totalnie zagubiona, obolała i skołowana. Niby wszystko wiedziałam, a nie wiedziałam nic. Niby byłam przygotowana na zmiany, a odpowiedzialność autentycznie ścięła mnie z nóg. Chciało mi się płakać – i ze szczęścia, i z przerażenia. Dziś wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne, ale wtedy…

Początki były bardzo trudne, zwłaszcza te w szpitalu. Słabe wsparcie (znieczulica totalna!) ze strony personelu oraz sala kilkuosobowa mi nie sprzyjały – byłam jeszcze bardziej spięta. Miałam wrażenie, że nic mi się nie udaje, że nic nie umiem. Nieporadnie zmieniałam pieluchę, a karmienie piersią… To wydawało mi się tak skomplikowane jak fizyka kwantowa. Wydawało mi się, że intuicyjnie będę czuła, co powinnam robić, a zupełnie nie rozumiałam swojego dziecka. Czułam się… do niczego. Byłam surowa dla siebie – miałam przecież styczność z dziećmi siostry i brata, a teraz jak to? Nie wiem jak się zająć własnym dzieckiem? Na szczęście miałam wsparcie ze strony męża i siostry. Ale i tak lekko nie było.

Odżyłam w domu, wreszcie u siebie. Poczułam się pewniej i z każdym dniem było coraz lepiej. Wreszcie zaczynałam czuć, że jestem mamą. Wszystko robiłam w swoim, nie szpitalnym tempie. Mogłam się wsłuchać w siebie i Amelię – nie czując na plecach oddechu, a na sobie oceniającego wzroku trzech innych mam, salowych, no i oczywiście tłumów odwiedzających. I wszystko zaczęło się układać.

1

Magda, mama rocznego Kacpra

O ile poród wspominam całkiem dobrze, nie jest to dla mnie trauma, która wywołuje dreszcze, o tyle chwile po porodzie… Te uczucia… Tak! Uczucia po porodzie to delikatna sprawa, to coś mega dziwnego… To taka mieszanka radości, niepokoju, obaw, miłości, szczęścia i strachu.

W moim przypadku najpierw najsilniejszy był wszystkim strach. Strach o życie syna. Mój brat zmarł, gdy miał 3 dni – miał bardzo poważną wadę serduszka. Gdy urodziłam Kacpra, a lekarze powiedzieli, że mi go zabierają, bo coś się dzieje, w mojej głowie pojawiła się pustka. Totalna pustka.

Słowa lekarki, że Kacper dostaje tlen, że próbują go unormować, że mierzy tle i tyle, waży tyle i tyle to wpadały, to wypadały. Zmęczenie i hormony wzięły górę. Dopiero po kilku godzinach, gdy się przespałam, zaczęło docierać do mnie, co się dzieje. Pojawił się strach. To trwało wieczność, zanim wstałam i poszłam go zobaczyć. Gdy zobaczyłam tę kruszynkę pod lampami, z jakimiś rurkami, aparatami… Zalałam się łzami, zakręciło mi się w głowie i znów musiałam leżeć. I tak kilka razy. Chodziłam, patrzyłam, mówiłam, ze kocham i obiecywałam, że wszystko będzie dobrze. A gdy nie byłam przy nim, to myślałam. Nie dopuszczałam myśli, że może nam się nie udać, że będzie źle. Myślałam o tym, kiedy mi go w końcu przyniosą, czy będę potrafiła się nim zaopiekować, czy zmienię pieluszkę, czy go nakarmię? I nagle jest! Weszła położna z moim małym szczęściem. I już wiem, że ko kocham, że zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy, żeby był zdrowy! I nagle okazuje się, że wiem, jak mam go wziąć na ręce, jak przytulić i jak mówić. Kurczę, jestem mamą, mam moc! To były najcudowniejsze chwile w moim życiu.

Pierwsze dwa tygodnie w domu to była adaptacja do nowej sytuacji i mąż, Szymon, i rodzina baaardzo mi pomagali. Właściwie to bez nich nie wiem, czy bym dała radę, zwłaszcza jeśli chodzi o obowiązki domowe, gotowanie itp. Jak zostałam sam na sam z Małym człowiekiem to przyznam, że najpierw ogarnęła mnie panika. Ale z czasem, gdy wszystko zorganizowałam, dzień stawał się coraz przyjemniejszy. Teraz, gdy Kacper ma ponad rok, mamy swój rytm i tryb. Wiem, kiedy śpi, kiedy je, mogę planować. Potrafię w czasie drzemki zrobić więcej niż kiedyś przez cały dzień! Przy dobrej organizacji daję rade, choć trzeba przyznać, że czasami brakuje mi sił, a na fotelu straszy jeszcze sterta małych ubrań do prasowania. Fajne jest to, że ta siła jednak nie wiadomo skąd, ale przychodzi. Bo kto da radę, jeśli nie matka? Najbardziej boje się teraz powrotu do pracy. To będzie bardzo duże wyzwanie – tak emocjonalne, jak i logistyczne.

2

Hania, mama 5-miesięcznego Franka

Kiedy myślę o pierwszych dniach po o porodzie to stwierdzam, że pamiętam niewiele. Naprawdę. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie 11-godzinnym porodem, który skończył się cesarskim cięciem. Jednak gdy lekarze dali mi moje dziecko do rąk, to pamiętam, jak płakałam ze szczęścia, że w końcu nadeszła ta chwila i tulę swojego synka w ramionach.

Pierwsze dwa tygodnie po porodzie był ze mną mąż w domu. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby go wtedy przy mnie nie być. Wykończona porodem, zmagając się z bólem fizycznym to głównie on zajmował się Frankiem. Przebierał, lulał i wykonywał wszystkie obowiązki domowe. Ja tylko karmiłam w bólach swojego synka. Po dwóch tygodniach był obrót o 180 stopni i dla nas wyszło słońce. Mąż wrócił do pracy, a ja zregenerowana ogarniałam synka, dom i okazało się, że nie jest to wcale takie trudne przy dobrej organizacji.

new

Weronika, mama rocznej Helenki

Poród to był koszmar, ale zaciskałam zęby, bo wiedziałam, że na końcu tej drogi przez mękę czeka na mnie cud – moje dziecko. Kiedy lekarze położyli mi córeczkę na piersi, byłam szczęśliwa, ale i przerażona. Ona była taka mała! Nie zastanawiałam się jednak jak to będzie, nie przerosła mnie odpowiedzialność. Nie wtedy.

Naprawdę byłam nastawiona optymistycznie, ale i tak musiałam się zmierzyć z rzeczywistością. Myślałam sobie, że miliony kobiet na świecie radziły sobie i radzą z byciem mamą, poradzę sobie i ja. Wierzyłam w swój instynkt, ale i tak nie raz wyłam ze strachu, z bezsilności. Bo Helenkę bolał brzuszek i płakała. Bo nie mogła zrobić kupy i płakała. Bo miałam nawał pokarmu (nie wiedziałam o tym), a ona nie mogła się przyssać – płakałyśmy obydwie. Bo nie umiałam obciąć jej tych małych paznokietków…. Sytuacji było milion, a ja byłam coraz mniej dzielna i coraz bardziej podupadałam na zdrowiu psychicznym. Czułam się do niczego, przestałam w siebie wierzyć.

Pomyślałam, że nie umiem być dobrą mamą. Wspierał mnie partner i teściowa. Mówili, że jestem super i że Helenka nie mogłaby mieć lepszej mamy. Kulawo mi to wszystko wychodziło, wiedziałam, ale oni mnie budowali. Po kilku tygodniach nasze życie się ustabilizowało i choć daleko mi do perfekcji, dajemy radę. I wiecie co? Choć w mojej pamięci cud narodzin to jedna wielka różowa bańka szczęścia, nie chciałabym wrócić do przeszłości. Bo chwile po porodzie to był naprawdę totalny Sajgon.

Zdjęcie tytułowe – źródło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.