„Czarownica” Camilla Läckberg – recenzja

Jestem wielka wielbicielką Camilli Läckberg od niemal jej pierwszej książki, dlatego moja recenzja będzie zwyczajną laurką. Nie może być inaczej, ponieważ jeśli chodzi o tę panią, to mnie zachwyca – jak zwięźle, ale i obrazowo pisze, jak zmyślnie konstruuje powieści, ale i jak widzi oraz opisuje świat. Talent!

Proporcje jej powieści są genialne, konwencja niesamowita, a klimat wyjątkowy – tak, we fjälbackiej sadze pasuje mi wszystko. Nie wiem, jak te książki odbierają osoby, które lubią powieści sensacyjne, ale nie pałają sympatią do wątków obyczajowych, które tu są wnikliwie rozpracowane i silnie absorbujące. Mnie owo tło społeczne – tak współczesne, jak i wynikające z boskich läckbergowskich retrospekcji, bardzo kręci. Dlatego w tej twórczości pasuje mi wszystko.

Dla mnie Camilla Läckberg to mistrzyni gatunku i królowa silnie kryminalnej powieści społeczno-obyczajowej. Jej styl i klimat książek są nie-pow-ta-rzal-ne.

Jest jedna rzecz, która mnie w pisaniu Läckberg boli. To to, że ofiarami jej historii są często dzieci (co jest dla mnie ciężkie do przetrawienia). Ale ona w ogóle w swoim pisaniu jest ostra i bezkompromisowa, dlatego każda jej książka, a ta zwłaszcza, jest boleśnie aktualna i bardzo mocna. „Czarownica” momentami aż zacina, bo Läckberg jeńców nie bierze. Zdecydowanie idzie na całość, często niesubtelnie dawkując szczegóły i porażając totalnymi konsekwencjami. Ale takie jest życie, czy sobie to uświadamiamy, czy nie, a często za tym stoją nie tyle nieszczęśliwe wypadki i złośliwe chichoty losu, co dno moralne i premedytacja. Zresztą hm… to my kreujemy rzeczywistość, tworząc „nowe” (choćby wychowując dzieci) i odnosząc się do tego, co zastane.

„Czarownica” to nie tylko morderstwo małej Nei i bezsensowna śmierć innej 4-latki sprzed 30 lat. To również nawiązanie do szaleństwa XVII w. Ówczesne postrzeganie człowieka, pozycji kobiety, a w szczególności moralności i religii to była dla mnie masakra, choć zasadniczo przecież nie powinnam być zaskoczona. Nie mniej uwagi pisarka poświęciła plagom XXI w., stąd mamy bullying, czyli mobbing wśród nastolatków, a także nacjonalizm, rasizm i wszechobecną nienawiść do uchodźców. Genialne jest to patrzenie na zjawiska, a wręcz ich doświadczanie, poprzez przyjmowanie optyki obydwu stron: kata i ofiary. Podobały mi się próby złagodzenia wrażenia, że jako gatunek jesteśmy podli i źli, poprzez pokazywanie ciepłych kadrów z życia fajnych, zwyczajnych ludzi. To faktycznie równoważyło te dojmujące wrażenia. Tak czy inaczej dla mnie „Czarownica” to był kocioł – wydarzeń, ale także emocji i refleksji.

Co ciekawe wiele myśli, którymi dzieliła się Läckberg na kartach powieści ma wymiar uniwersalny. O małych dzieciach i nastolatkach, o macierzyństwie, rodzinie, religii i nacjonalizmie, o relacjach między dwojgiem ludzi czy stosunkiem społeczeństwa do uchodźców często myślę podobnie, mam podobne obserwacje. I założę się, że nie tylko ja..

„Czarownica” jest fantastyczna. Choć wydawać by się mogło, że Läckberg, pisząc 10. tom serii, jest nudna i idzie na łatwiznę, bo podaje nam odgrzewanego – i to wielokrotnie – kotleta, powielając oklepany schemat i dobrze znaną konwencję, serwując znajome okoliczności przyrody i bohaterów, którzy niekoniecznie potrafiliby zaskoczyć… Nic podobnego! Wyczuwalna przez niektórych przewidywalność czy kalka konstrukcji nie razi i nie boli. Książkę czyta się szybko, przyjemnie (choć czasem naprawdę materia boli) i nie sposób się od niej oderwać. Dla mnie owe zarzuty są walorami – to składowe unikatowego stylu Läckberg. Mało tego! Mam nadzieję, że samej Camilli konwencja się nie przeje i jeszcze długo będzie miała ochotę i wenę, by na kartach swoich powieści ożywiać Erikę z Patrikiem i całą bandą, a przy okazji wynajdować jakieś trupy we fjälbackiej szafie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW