„Dobre miasto” Mariusz Zielke – recenzja książki, która niesamowicie angażuje

„Dobre miasto”, tak inne niż dotychczasowe książki Mariusza Zielke, to kolejna dobra pozycja w jego dorobku. Znalazłam w niej wszystko to, co lubię: nieco neurotyczną aurę, błyskotliwą intrygę, sugestywne pióro, mocne retrospekcje, mnogość perspektyw i – to jest to! – genialne proporcje pomiędzy wątkiem kryminalnym a społeczno-obyczajowym. Bingo!

Duszna atmosfera prowincjonalnego miasteczka, zamknięta, nieprzychylna społeczność oraz dojmujące przekonanie, że życie nie przyniesie nic lepszego – czy to wystarczy, aby zwyczajny człowiek stał się zabójcą?

Dobre Miasto jest jak każde inne: ma swoje ciemne zaułki i ponure tajemnice, o których nie chcą myśleć pochłonięci codziennymi problemami mieszkańcy. Kiedy zamordowana zostaje żona lokalnego biznesmena, uwielbiana przez wszystkich aktywistka, wzrasta niepokój, mnożą się plotki i rodzą nowe podejrzenia. Wkrótce ma rozpocząć się proces trzech mężczyzn podejrzanych o to brutalne morderstwo. Tymczasem Małgorzata, dziennikarka pochodząca z Dobrego Miasta, odkrywa, jak wiele niedomówień jest w tej na pozór prostej sprawie i jak bardzo nieprawdziwe twarze ukazują jej kolejni rozmówcy. Od tego, komu teraz zaufa, będzie zależało jej życie…

„Dobre miasto” wciąga od pierwszych stron, bo to książka wnikliwa, emocjonalna i sugestywna, momentami bardzo. Intryguje, ale absorbuje i angażuje. Wchodzi się w tę historię błyskawicznie. I trudno się od niej oderwać.

I ten klimat! To się naprawdę czuje!

Powieść wyraźnie dzieli się na dwie części. Pierwsza to spokój, retrospekcje, emocje i niesamowita, bo lekko neurotyczno-klaustrofobiczna aura. Choć akcja swoim tempem nie wywołuje zadyszki, a branie pod lupę bohaterów – a każdy był matrioszką – trochę trwa (książka liczy prawie 500 stron), nie ma mowy o przegadaniu, znużeniu czy nudzie.

Nie ma tu oszczędności słów – doskonale!

Świetne są osobiste wycieczki bohaterów, wspomnienia i dalekobieżne dygresje, które pozwalają wczuć się w fabułę, ale i prowadzą do myśli, że życie – nie tylko w „dobrych miastach” – to teatr. Wszyscy jesteśmy aktorami o wielu maskach.

Bardzo podobały mi się niespieszne inwestycje, polegające na budowaniu tła, kontekstów i napięcia.

Druga połowa to niezła karuzela i jazda bez trzymanki, podrzucanie tropów, weryfikowanie hipotez, zaglądanie za kulisy, ale i rasowe wpuszczanie czytelnika w maliny. To świetne! Można dać się zwieść i zmieniać fronty, ale ostatecznie, kiedy wszystkie karty zostają odkryte, rozsypane puzzle układają się w całość. Wszystko fajnie się zgrywa – i to jest satysfakcjonujące.

W „Dobrym mieście” podobało mi się wszystko. Ujęła mnie jego konwencja, pomysł na fabułę (klasa!), ale i sposób jej poprowadzenia, dzięki czemu powieść jest nie tylko atrakcyjna intelektualnie, ale czuć w niej świeżość, dynamikę i autentyczność (jednocześnie nie jest przekombinowana). Co podobało mi się szczególnie?

Opowiedziana historia (a może historie) jest ciekawa sama w sobie, ale niesamowicie fajne jest, że ujęto ją z kilku perspektyw. Te różne, czasem skrajnie odmienne spojrzenia na te same sytuacje robią nie tylko zamęt w głowie, ale i silne wrażenie. Dają do myślenia.

Świetna jest dwojaka narracja – „chłopacka”, gdzie język wydaje się bardziej potoczny, jak i „dziewczyńska”, gdzie styl staje się wygładzony, a język – bardziej literacki.

Cieszyły mnie też takie detale jak zawieszone zakończenia rozdziałów – nie raz i nie dwa miałam ochotę przerzucić kilka stron i zapuścić żurawia w kolejny epizod, by dowiedzieć się, co dalej.

Wrażenie, że siedzę w tej fabule po uszy.

„Dobre miasto” to dobra książka. Szybko się w niej odnalazłam i wyjątkowo dobrze czułam. Jestem pod wrażeniem – tym większym, że Mariusz Zielke szalenie zaskoczył mnie nie tylko materią, którą wziął na warsztat, ale także głębią i rozległością poruszanych wątków społeczno-obyczajowych. To wnikliwy i wrażliwy obserwator, a także wytrawny kolekcjoner opowieści. To lubię!

Dla mnie ta książka to stał w dziesiątkę, tytuł na miarę moich czytelniczych potrzeb i życiowego hobby. Niemniej ciekawa jestem, jak ją odbiorą inni fani autora, przyzwyczajeni do konwencji thrillera finansowego, a także osoby, które nie mają zacięcia socjologiczno-psychologicznego (w przeciwieństwie do mnie) i nie pochodzą z małych miast (więc nie mają go pod skórą).

„Dobre miasto” z pewnością przeczytam raz jeszcze – już nie po to, by dowiedzieć się, „kto zabił”, a dla tego, co w międzyczasie, w tle i na marginesie. Chciałabym też zobaczyć je na dużym ekranie. Bardzo!

Monika Zalewska-Biełło

„Dobre miasto” Mariusza Zielke ukaże się w księgarniach 17 października 2018 r. nakładem wydawnictwa Czarna Owca.

O autorze

Mariusz Zielke – dziennikarz i publicysta, laureat wielu nagród i wyróżnień (m.in. Grand Press 2005). Kiedy nagle stracił pracę w dużej gazecie, nie poddał się i wiele ryzykując, wciąż ujawniał największe afery gospodarcze i korupcyjne na niezależnej stronie internetowej.

W 2011 roku opublikował „Wyrok” – książkę, która wywołała skandal na polskim rynku finansowym. Powieść odniosła niebywały sukces. W 2013 roku ukazała „Formacja trójkąta”, a w 2015 roku kolejna znakomita powieść sensacyjna „Człowiek, który musiał umrzeć”. Inne tytuły to „Easylog”,”Sędzia”, „Nienawiść„, „Twardzielka” i „Dyktator”.

2 thoughts on “„Dobre miasto” Mariusz Zielke – recenzja książki, która niesamowicie angażuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW