„Dom z papieru” – serial, który naprawdę wciąga. Recenzja

„Ośmioro przestępców barykaduje się z zakładnikami w hiszpańskiej mennicy. W międzyczasie geniusz wśród złodziei manipuluje policją, by zrealizować swój plan” – jak to może być fajne, pomyślałam, kiedy znajomi polecili nam obejrzeć „Dom z papieru”. Byłam sceptyczna. Wydawało mi się, 22 odcinki spędzone w jednym miejscu, tj. w mennicy państwowej, będą albo nudne, albo wręcz przeciwnie (bałam się, że porywacze będą pastwić się nad zakładnikami, a takich seansów unikam).

Moje obawy się nie sprawdziły. Ten serial jest po prostu świetny! To doskonała, świetnie opowiedziana historia. Nic dziwnego, że projekt okrzyknięto najgłośniejszą europejską produkcją ostatnich miesięcy (serial zebrał 90 % pozytywnych ocen użytkowników serwisu rottentomatoes), wciągnięci w niego widzowie przychodzą niedospani do pracy, a Netflix zdecydował się na produkcję 3. sezonu (w 2019 roku). My w mennicy spędziliśmy kilka upalnych wieczorów.

Serial spodoba się osobom, które nie są śmiertelnie poważne i nie mają w planach skopiowania zamachu, czyli nie bolą ich czasem absurdalne, naciągane czy nielogiczne rozwiązania. Te wątki rodem z SF kilka razy mocno widać i czuć, ale – co dziwne – nawet osoby, które są uczulone na fabularne dziury i króliki z kapelusza wciąż siedziały przed ekranem i ze zdziwieniem stwierdzały, że to się naprawdę świetnie ogląda. Osobiście mnie to nie bolało – ostatecznie filmy z Jamesem Bondem też nie były oparte na faktach.

Jeśli powyższe to zarzut, to wiem o jeszcze jednym. Otóż znalazło się w tym serialu kilka dłużyzn – i to często o romantycznych charakterze, ale było to bardzo… fajne! (choć wiem, że wiele osób chciałoby je przewinąć).

Podobała mi się dynamika, zwrotność i nieprzewidywalny charakter serialu oraz to, że nami bezkarnie manipulowano. Nie zastosowano też klasycznego podziału na dobrych i złych – tym razem na przykład bardzo kibicowałam porywaczom. Nie ma chyba też postaci, która nie budziłaby ambiwalentnych uczuć (Berlin! – Pedro Alonso). Każda jest ciekawym, choć trudnym do zaszufladkowania przypadkiem. Podobali mi się… wszyscy pierwszoplanowi bohaterowie. Rio – Miguel Herrán, Moskwa – Paco Tous, Jaime Lorente jako Denver, Álvaro Morte jako Profesor – rewelacja. W każdym razie wielkie brawa za rozpisane postaci, ale i relacje miedzy nimi. Wątek obyczajowy był nie mniej intrygujący, co sam napad.

Bardzo, bardzo podobali mi się aktorzy, ale aktorki… Tokio (Úrsula Corberó), Nairobi (Alba Flores), Monica (Esther Acebo), Raquel (Itziar Ituño), Allison (María Pedraza), a nawet Ariadna – podobały mi się wręcz szalenie. Już wiem, dlaczego mam słabość do hiszpańskich seriali. Chodzi nie tylko o język i uroczą wymowę, ale i o charakter kobiet. Są bezkompromisowe, odważne, z ikrą, charakterem i ognistym temperamentem. Najczęściej.

„Dom z papieru” jest dynamiczny po skrajne ciśnienie krwi, komiczny (śmialiśmy się w kilku momentach w głos), uroczy (Monica i Denver, Tokio i Rio) i niedorzeczny (oj tam, oj tam), ale jednocześnie nowatorski, świeży, błyskotliwy, intrygujący. Dzięki temu, że bywa nieobliczalny, wciąż zaskakuje i trzyma w napięciu. No i czasem naprawdę trudno się nie dać w puścić w maliny. Nic nie jest pewne, za to wszystko możliwe. Z kolei finał… Właśnie takim chciałam go zobaczyć, dziękuję!, choć czuję lekki niedosyt.

Ktoś powiedział, że „Dom z papieru” (ang. „Money Heist”, hiszp. „La casa de papel”) to współczesna wariacja na temat Robin Hooda, silnie inspirowana twórczością Quentina Tarantino. To ocena w punkt.

Dużym plusem serialu jest rozmach i dbałość o detale scenografii i kostiumów. Czerwone kombinezony i maski a la Salvador Dali stały się symbolem serialu. Podobała mi się też muzyka, a szczególnie marsz „Ciao Bella” – realizatorzy wiedzieli, kiedy i jak go użyć. Co za klimat.

„Niektóre seriale po prostu chwytają cię za gardło, przykuwają do telewizora i nagle orientujesz się, że od kilku dni nic nie jadłeś ani się nie myłeś. To jeden z tych seriali…” – Chris Ogden.

„Dom z papieru” nie jest ambitnym thrillerem psychologicznym czy rasową sensacją dla sztywniaków. To po prostu świetny, porywający, dobrze napisany i świetnie zagrany serial, który z ręką na sercu polecam.

Monika Zalewska-Biełło

Serial do obejrzenia na www.netflix.com

zdjęcia: materiały prasowe

2 thoughts on “„Dom z papieru” – serial, który naprawdę wciąga. Recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.