„Genialna przyjaciółka” Elena Ferrante. Recenzja zjawiskowej książki (i całej serii)

„Genialna przyjaciółka” Eleny Ferrante to tytuł, o którym bardzo dużo się mówi. Książka wzbudza wiele emocji – i to skrajnych. Jednych zachwyca, drugich usypia. Dla wielu jest wyjątkowa i genialna, dla innych – przereklamowana, infantylna i zwyczajnie nudna. Wzbudza emocje, bo sama jest emocją.

„Genialna przyjaciółka”, z którą spędziłam niedzielę, od rana do wieczora, to pierwsza z czterech części tzw. serii neapolitańskiej, na która składają się:

  • „Genialna przyjaciółka”,
  • „Historia nowego nazwiska”,
  • „Historia ucieczki”,
  • „Historia zaginionej dziewczynki”.

Przyznaję, że trochę się tego spotkania bałam. Pokładałam w nim wielkie nadzieje, ale wiadomo, jak to jest z książkami „na topie”, za którymi stoją miliony zachwyconych czytelników, ale i pieniędzy włożonych w PR, reklamę i marketing. Na szczęście okazało się, że dla mnie i „Genialna przyjaciółka”, i Elena Ferrante są genialne. Ogromnie się cieszę, że przed mną jeszcze tyle dobrego.

„Neapolitańska” seria powieściowa opowiada o losach i przyjaźni dwóch nietuzinkowych dziewczyn dorastających w Neapolu lat 50. XX w., które wbrew wszystkim i wszystkiemu próbują pisać swoje scenariusze i kreować własne życie w silnie zmaskulinizowanej i pełnej przemocy kulturze.

To niezwykła opowieść o przyjaźni i dążeniu do wyrwania się z rzeczywistości zdominowanej przez biedę, ciemnotę i przemoc.

A sama „Genialna przyjaciółka”? Sześćdziesięcioletnia Elena Greco dowiaduje się, że Lila, jej przyjaciółka z czasów dzieciństwa, zniknęła bez śladu. Elena przypuszcza, że przyjaciółka wprowadziła w życie swoje odwieczne pragnienie zniknięcia ze świata, w którym żyła, usunąwszy przedtem wszelkie ślady swego istnienia. Chcąc znaleźć wytłumaczenie dla tego gestu, Elena postanawia opowiedzieć niezwykłą historię ich przyjaźni. I tu rozpoczyna się podróż w przeszłość, która przeniesie czytelnika w lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, na przedmieścia Neapolu.

Ta książka jest niezwykła – sugestywna, zmysłowa i wciągająca. Niespieszna, subtelna, ale również dosadna i brutalna. Wdzięczna, ale i boleśnie autentyczna. Dużo w niej żywych emocji, pasji i dzikości. Wiecie jaka jest? Bardzo włoska.

Czytając ją chłonie się atmosferę, wchodzi w historię, przymierza sytuacje, zajmuje stanowisko. Ją się czuje, narracja jako taka schodzi na drugi plan – opowieść żyje. Wydaje mi się, że to sprawka konstrukcji, autorskiej optyki, ale i proporcji. Można powiedzieć, że w książce nie dzieje się zbyt wiele. Ona się malowniczo snuje. Słabo tu z rytmem i dynamiką, brak szalonych zwrotów akcji i widowiskowych zdarzeń, które wywracałyby fabułę do góry nogami. Można odnieść wrażenie, że wypełnia ją monotonia, opowieści o wszystkim i o niczym. I to jest świetne – to właśnie buduje klimat powieści, stanowi o jej wartości i sprawia, że jest wyjątkowa.

Dla mnie „Genialna przyjaciółka” to bardzo smakowita książka – z jednej strony uniwersalna opowieść o życiu, z drugiej kulturoznawczy rarytas (uwielbiam włoskie klimaty). Docenią ci, którzy lubią subtelne pióro i klimatyczne opowieści obyczajowe. Nie spodoba się miłośnikom wartkiej akcji, rzeczowej prozy, lekkich powieści czy męskiego pióra.

Pierwsza część serii, „Genialna przyjaciółka” została uznana za jedną z 20 najlepszych książek XXI wieku według BBC, a cykl neapolitański był nominowany do Premio Strega – najbardziej prestiżowej nagrody literackiej we Włoszech. W 2016 roku tygodnik „Time” umieścił Ferrante na liście 100 najbardziej wpływowych osób na świecie.

„The Guardian” nazwał Ferrante „światową sensacją literacką, której nikt nie zna”

Przy tej okazji warto wspomnieć, że nikt nie wie, kto kryje się pod pseudonimem Elena Ferrante. Prawdziwa tożsamość pisarki pozostaje nieznana (od czasu wydania debiutanckiej książki w 1992 roku), pomimo okrzyknięcia jej (a może jego?) „najważniejszą powieściopisarką swojego pokolenia”. To niesamowite, prawda?

Dwie powieści doczekały się filmowych adaptacji: „ L’amore molesto” (reż. Mario Martone) oraz „Czas porzucenia” (reż. Roberto Faenza).

Update. Przeczytałam całą serię

Przeczytałam wszystkie książki serii („Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki”, a także „Historia zaginionej dziewczynki”). Im dalej brnęłam, tym bardziej mnie ta opowieść wciągała, przerażała i dotykała. To było niesamowite przeżycie! Na półce czekał świeży Nesbo i najnowsza Bonda, a ja nie mogłam się oderwać od neapolitańskiego story.

Wiem już, dlaczego nikt nie wie, kto jest autorką tej fascynującej serii. Też, na miejscu pisarki, trzymałabym od tego wszystkiego z daleka, by uniknąć ocen, szufladkowania, etykietowania, pokazywania paluchem a – i niechybnie – wiadra pomyj na głowie. Bo cała seria jest szalenie otwarta i intymna, szczera i odważna. Dużo w niej brutalnej prawdy – tak dotyczącej ludzkiej natury, jak i mentalności Włochów (w którą im głębiej wchodzę, tym mniej rozumiem i czuję). Jestem przekonana, że książki są oparte na autentycznych przeżyciach, prawdziwych emocjach, żywych przemyśleniach i faktach. Je się czyta jak pamiętnik czy biografię.

Tak czy inaczej te książki są cudowne – cudownie bolesne, cudownie niewygodne, cudownie przeintelektualizowane, cudownie inspirujące, cudownie brutalne i cudownie smętne. Bardzo, bardzo ubolewam, że ta przygoda już za mną. To było wielkie, wielopoziomowe przeżycie. Eleno Ferrante – dziękuję!

Monika Zalewska-Biełło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW