Jaki film obejrzeć? Sprawdź moją listę. Zobacz, co już widziałam i co chcę zobaczyć

Mam jedno postanowienie, zupełnie nienoworoczne. Nie noworoczne. Chcę oglądać więcej filmów – jak najwięcej dobrych. To dlatego stworzyłam sobie podręczną listę filmów do obejrzenia. Mają potencjał, bo są albo ulubionymi kadrami moich znajomych, albo dziełami reżyserów, których filmy zapadły mi bardzo w pamięć, albo znalazłam ich tytuły na którejś z miliona tułających się po moim biurku karteczek „zapamiętywajek”. Jaki film obejrzeć? Czy warto? Sprawdź moją listę (jest dynamiczna).

Zobacz, co już obejrzałam

Dzikie róże – film mojego życia. Recenzja.

Requiem dla snu – dlaczego ten film zobaczyłam dopiero teraz? Arcydzieło! Moja recenzja.

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie moja recenzja

„Za jakie grzechy, dobry Boże” – przezabawna, ale i błyskotliwa komedia. Podobała mi się bardzo!

„Uśmiech Mony Lizy” – stare (lata 90.XX w.), dobre kino. Przemiły seans!

Płynące wieżowce – dobre, polskie, trudne kino w moich ulubionych klimatach. Moja recenzja.

„Plan B”moja recenzja

„The Place”moja recenzja

3 filmy Millenium („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, „Dziewczyna, która igrała z ogniem”, „Zamek z piasku, który runął”) – uwielbiam Millenium, Lisbeth Salander, a i Noomi Rapace, która wcieliła się w jej rolę w ekranizacji 3 książek S.Larssona (produkcja Yellow Bird). Te filmy są doskonałe – wszystkie 3 części. Nie wiem, jak żyłam, zanim je obejrzałam:).

„Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”moja recenzja

„Exterminator.Gotowi na wszystko” – moja recenzja

„Wszystko, co dobre” – więcej TU. Generalnie świetny film!

„O miłości i makaronach” – więcej TU. Doskonały film, włoskie klimaty.

„Z miłości” – moja recenzja TU.

„Kamper” – nie bardzo mi się ten film podobał. Niby łapię puentę, ale nie bardzo podpasowała mi konwencja. I nie mogę się w nim dopatrzeć komedii.

„Mother!” (reż. Darren Aronofsky) – ten film poraził mi mózg i wywrócił wnętrzności do góry nogami. A zapowiadał się naprawdę dobrze! W każdym razie jeszcze nie doszłam do siebie po tej „Biblii w pigułce”. Od 3/4 filmu, czyli od punktu kulminacyjnego, to było straszne przeżycie – kiczowate to było, niby symboliczne, a dosłowne po ból zębów. Poziom żenady mnie znokautował. Film do wyburczenia, a końcówka to horror klasy zet. Ta szalona realizacja wizji Aronofsky’ego nie spotkała się z moją wrażliwością. Szkoda.

„Złaknieni” – bardzo fajny film, doskonała obsada (bardzo lubię Adama Drivera i Albę Rohrwacher). Ma super klimat, pięknie się zaczyna, doskonale kontynuuje i strasznie kończy. POZYCJA OBOWIĄZKOWA DLA MATEK: radykalnych, totalnych, zafiksowanych, betonowych, najmądrzejszychnaświcie, które wyłączają mózg, bo ślepo wierzą w podręczniki, swoją wewnętrzną mądrość absolutną i światowe spiski. Daje do myślenia.

„Utonięcie” z Julią Stiles (zawsze jestem zaskoczona jej oryginalną urodą i głosem!), Avanem Jogia (którego oczy mówią „jestem zły”) i Joshem Charlesem (który w filmie polubił zaskakiwanie widzów i chyba samego siebie) jest dziwny. Można powiedzieć, że nieudany – mdły, jałowy, chłodny. Wydaje mi się, że za mało w nim życia, dynamiki, a przede wszystkim przesłanek, dzięki którym widz mógłby się zaangażować, no i zdecydować, po czyjej jest stronie. Przesypała mi się ta fabuła przez palce. Dopiero ostatnia scena, gruba krecha, sprawiła, że złapałam haczyk – zmobilizowałam zwoje mózgowe i zajęłam stanowisko w sprawie.

„Drzewo życia” – super obsada (Brad Pitt, Sean Penn i Jessica Chastain), wspaniały początek i… wytrzymałam pół godziny. Zupełnie nie łapię konwencji, a ten zlepek gadania i wizualizacji mnie zwyczajnie irytował. Przekombinowane to, nudne, złe. Jeśli to arcydzieło, to dla mnie widocznie za duże – przerosło mnie i pokonało.

Maria Skłodowska-Curie – bardzo chciałam zobaczyć ten film w kinie, ale się nie udało. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że zobaczyłam go na małym ekranie laptopa. Być może coś przegapiłam, coś mi umknęło, ale ekranizacja wydała mi się raczej nudna, smętna, choć nie pozbawiona uroku. Jakoś przesypał mi się jednak ten film, jak piaek miedzy palcami, i niewiele we mnie po tym seansie zostało. Co najwyżej jakieś mgliste wrażenie.

Osaczona„- „Shut In”, (2016), reż. Farren Blackburn.

„Dziecięca psycholożka musi uratować małego chłopca, który zaginął w tajemniczych okolicznościach podczas burzy śnieżnej”. Ten film najprawdopodobniej dowodzi, że się na kinie zupełnie nie znam, bowiem przy ocenie na filmweb 3/10 raczej nie powinnam się wychylać, że mi się podobał. A podobał mi się naprawdę. Doceniam okoliczności przyrody i dobre zdjęcia, fajny klimat, piękne wnętrza i grę aktorską: Naomi Watts jako Mary i Oliver Platt jako Dr Wilson i  Charlie Heaton w roli Stephena, który zrobił na mnie duże wrażenie. Uważam, że historia wcale nie jest wtórna, banalna i przewidywalna. Może dobrze, że nie mam zapędów, by brać udział w „Familiadzie”, ponieważ knuję co najmniej niestatystycznie, a moje myśli biegają jakimiś mało utartymi ścieżkami. Tak czy inaczej, jeśli chodzi o fabułę, takiego rozwoju wypadków nie przewidziałam. Wymyśliłam sobie zdecydowanie inny scenariusz, więc film trzymał mnie w napięciu, a i zaskoczył. Podskakiwałam, uciekałam wzrokiem i oglądałam film spod przymkniętych powiek, przez rzęsy, znaczy bałam się – było dobrze. Choć może trochę za dużo posmaku horroru jak dla mnie. Niemniej polecam.

„Body/Ciało” (2015) reżyseria: M. Szumowska, w rolach głównych: Janusz Gajos, Maja Ostaszewska, Justyna Suwała

Ten film czekał na mnie 3 lata. Wiedziałam, o czym jest, że „Cyniczny prokurator i jego cierpiąca na anoreksję córka próbują odnaleźć się po tragicznej śmierci najbliższej osoby”, ale jednak nie do końca. Podobał mi się bardzo – i klimat, i scenografia, i genialne aktorstwo – choć wolałabym bardziej podkręcony koniec. Ten finał nie zapewnił moim emocjom ujścia. Ale bez wątpienia film super. Polecam i – choć to kalber ciężki – na pewno do niego wrócę.

Mama (2015), reż. Julio Médem, w rolach głównych Penélope Cruz (absolutnie boska!), Teo Planell jako Dani (doskonała kreacja!), Luis Tosar jako Arturo i Asier Etxeandia jako Julián (niech pan nie udaje, że śpiewa na scenie, proszę).

To oczywiste, że do tytułu zwabiła mnie Penélope, którą mogłabym jeść łyżkami. Scenariusz wprawdzie mnie nieco postraszył, bo przecież „Gdy Magda dowiaduje się, że choruje na raka piersi, zmienia gruntownie swoje życie”, ale jednocześnie Showmax zapewniał: „Rak piersi? To nie wyrok! Zobaczcie, jak Magda radzi sobie z tą diagnozą. Nie dość, że nie traci dobrego humoru, to jeszcze zaraża nim wszystkich”. Więc obejrzałam – i to był błąd. Ten film mnie zmasakrował. Nie chodzi nawet o nieprawdopodobną fabułę czy kiczowate wstawki. Nie oglądajcie tego, jeśli jesteście mamami, synów zwłaszcza. No chyba, że jesteście masochistkami – bo rąbie w głowę strasznie, raz po raz.

Jackie” reż. P. Larraín, scen. N. Oppenheim, w rolach głównych Natalie Portman – tyle w temacie obsady wystarczy.

Na „Jackie” prawie poszłam do kina – Natalie Portman plus piękny plakat filmowy – wiadomo! Coś się jednak nie złożyło – i całe szczęście, bo ten świetnie zapowiadający się film, „relacja wydarzeń z życia Jackie bezpośrednio po zamachu i zabójstwie jej męża, prezydenta Johna F. Kennedy’ego w 1963 roku” zwyczajnie mi się nie podobał. To taka elegancka, stylowa, subtelna strata czasu – zupełnie nie trafiła do mnie jego konwencja, a Portman i piękna scenografia nie uratowały wrażenia. Nuda, nuda, nuda – o mało nie zasnęłam. Właściwie ożywiłam się tylko raz, kiedy Natalie tak się wczuła w stylowe wypowiedzenie słowa „time”, iż przestraszyłam się, że mnie połknie. Niewiele wiem o Jackie Kennedy, więc nie powiem, na ile wiernie Portman oddała jej osobowość, a na ile była po prostu zmanierowana i… komiczna. Zdecydowanie nie umiem tej ekranizacji docenić.

Zimna wojna” – moja recenzja.

Tully” – moja recenzja.

Szczęście świata” – moja recenzja.

Cicha noc” – bardzo dobry, przejmujący. Trudne kino, choć przystępne. Przerażające w swoim realizmie i magiczne w prostym przekazie. Film warty uwagi.

Trzynasta opowieść” – ekranizacja jednej z najlepszych, najbardziej klimatycznych i intrygujących książek, jakie czytałam (D.Setterfield, pod tym samym tytułem). Piękne, obłędne plenery, świetne kadry, skondensowana fabuła (szkoda, no ale rozumiem, że inaczej się nie dało) i przepiękne, oryginalne aktorki (choć jedna z głównych bohaterek, biografka Margaret, irytowała mnie samą swoją obecnością). Jeśli chodzi o dynamikę, to film jest nieco smętny (co ma swój urok), niemniej wielbiciele szybkiego montażu mogą być rozczarowani. Fajny film.

Między wierszami” – „Między wierszami” z Bradleyem Cooperem, przeuroczą Zoe Saldana, charyzmatycznym Jeremy Ironsem i intrygującą Olivią Wilde to film-matrioszka. Jest fajnie pomyślany i świetnie zmontowany. Nieustannie zaskakuje, bo jest historią w historii. Kiedy więc wydaje się, że właśnie osiągnęliśmy szczyt, jak królik z kapelusza wyskakuje kolejna opowieść. Ten film jest przed wszystkim piękny w wymiarze estetycznym – ujmuje obsadą, zdjęciami i kadrami. Ale jest niczego sobie w wymiarze moralnym – tu też jest pięknie. Niby to taka przyjemna opowieść na wieczór w fotelu (no niekoniecznie to dramat, który szarpie wnętrzności), to jednak coś tam ze sobą głębszego niesie. Jakąś prawdę uniwersalną, z skorzystać może każdy.

Intymność” – Po 17. latach od premiery w końcu ją obejrzałam. Zastanawiam się, z jakiego powodu ten film znalazł się na mojej liście. Z uwagi na swą frapującą fabułę (w każde środowe popołudnie Jaya odwiedza kobieta, z którą uprawia intensywny, prawie bezsłowny seks) czy dlatego, że główni bohaterowie do scen łóżkowych nie potrzebowali dublerów, bo odegrali je sami?

Nie wiem, bo nie pamiętam, ale ten seans dowodzi, że nie umiem się poznać na filmowym geniuszu. Być może nie byłam w stanie w niego wejść, ponieważ oglądałam film, kręcąc kilometry na rowerze stacjonarnym, no i nie umiałam docenić, ponieważ wszystkie sceny seksu – a było długo, dużo i niesmacznie – musiałam przewijać, ponieważ w pokoju były dzieci (nie chciałam, żeby to widziały)? Tego się nie dowiemy, bo drugi raz do tej wody nie wejdę.

Ten film jest efektem współpracy brytyjsko–francusko–niemiecko–hiszpańskiej – i to sporo o nim mówi. Bo właśnie taki był: brytyjsko–francusko–niemiecko–hiszpański. Powstał kocioł, w którym na wolnym, bardzo wolnym ogniu pitrasi się danie jednogarnkowe z resztek z całego tygodnia. Jest w nim tak wiele frontów estetycznych, tak wiele emocjonalnych nierówności, proporcji cisza-słowotok, stylistyk, płaszczyzn i spojrzeń, że można się nieco umęczyć i pogubić. „Intymność” na początku XX wieku, kiedy się narodziła, została doceniona i była nagradzana. A dziś? Czy wciąż zachwyca, szokuje i budzi podziw? Ja mam mieszane uczucia. Bo choć jest w nim coś intrygującego, to nie weszłam w tę historię tak, jak się spodziewałam i nie poczułam bólu bohaterów (co z tego, że płakali? Ja im ani nie wierzę, ani nie współczuję). Nie kupuję tego obrazu, choć pewnie coś w sobie ma.

Może zadziało się tak dlatego, że fabuła i to, co z nich wynikało, zakopało się ogromem dojmujących wrażeń estetycznych? Nie chodzi nawet o to, że bohaterowie porażali swoją naturalnością. To było nawet fajne przypomnieć sobie, jak kiedyś wyglądali ludzie. Upocone twarze pozbawione ton scenicznego makijażu. Zęby, które jeszcze nie wiedzą o obowiązku pokrycia się licówkami i okolice intymne, które nie poznały dotyku maszynki czy nożyczek.

Jeśli ktoś by mnie zapytał, jaka jest „Intymność”, to zanim weszłabym w szczegóły powiedziałabym, że to film brzydki. Co bowiem zapamiętałam? Brzydkie wnętrza, brzydkie ciała, brzydkie głosy i brzydkie, naturalistyczne i pozbawione wdzięku sceny seksu (tak, ja wiem, ze tak miało być). On był brudny. A cała reszta pozostała gdzieś w tle.

Split” (2016) – „Mężczyzna o mnogiej osobowości porywa trzy nastolatki. Okazuje się, że jedna z jaźni zaczyna dominować nad innymi.”

„Split” to trzymający w napięciu, mroczny thriller, który – niestety – pod koniec filmu niebezpiecznie wchodzi w science fiction. Bardzo dobre kreacje aktrorskie, fajnie skonstruowana fabuła, niestety nie do końca ten film do mnie przemówił. Niby wiem, że jego klimat i konwencja wynikają z zamysły i stylu reżysera (M. Night Shyamalan), ale ja go nie kupuję. Ktoś powiedział, że na dłuższą metę forma filmu nieco zbyt wiernie naśladuje stan umysłu jego bohatera (zaburzenie dysocjacyjne tożsamości, potocznie zwane rozdwojeniem jaźni). I coś w tym jest. Z butów nie wyrywa, ale jest do obejrzenia. Publiczności się podoba, a i podobno fajnie się go rozkminia.

Miłość reż. S. Fabicki. Polski dramat z 2012 roku, z Julią Kijowską, Marcinem Dorocińskim i Adamem Woronowiczem w rolach głównych. Aż trudno mi uwierzyć, że ten film wyszedł spod ręki mężczyzny. Jest bardzo emocjonalny, choć oszczędny. Przejmujący, ciężki, mocny, nieco siermiężny, ale intrygujący nawet podczas pokazywania małżeństwa w zwyczajnych sytuacjach domowych. Nie jest to łatwe kino, a wręcz przeciwnie. Spodoba mi się tym, którzy lubią być przez kino przeczołgani. Wielki minus za straszny dźwięk. Ponieważ główna aktorka w ogóle mówi z manierą, a i wielu słów nie dopowiada, musiałam siedzieć z uchem przy głośniku. Nieładnie.

Dzikie historie” (2014) – „Pedro Almodovar przedstawia dziką komedię, w której sześciu na co dzień spokojnym ludziom nagle puszczą nerwy. Niedoceniany muzyk, biznesmen, panna młoda, milioner, kelnerka oraz specjalista od materiałów wybuchowych powiedzą „dość!” i pokażą wszystkim swoje dzikie oblicze”.

„Dzikie historie” są naprawdę… dzikie. Mogłabym je oglądać w nieskończoność. Ale nie jest to banalna komedyjka na piątkowe popołudnie! Jak przystało na czarną komedię „z jednej strony przeraża swoją dosłownością, z drugiej strony bawi przez cały seans”. Rewelacja!

Opowiedziane historie są nietuzinkowe, błyskotliwe, przewrotne, groteskowe, ale nie płytkie czy banalne. Są MEGA! Są fajne także dlatego, że tak naprawdę opowiadają o nas samych – to opowieść uniwersalna o „naszych ukrytych pod płaszczem przyzwoitości pragnieniach i żądzach oraz konsekwencjach ich zaspokojenia”. To dlatego ogladając film można się utożsamiać z emocjami i przeżyciami bohaterów. Kto nie ma czasem ochoty przestać się kontrolować? Kto czasem nie marzy, by dać upust furii i „rozwalić tę budę”?

Ten film jest pełen życia, emocji, pasji, furii, namiętności. Ma świetny klimat, super muzykę, świetną scenografię. No i fantastycznych aktorów. Najbardziej zapamiętam dwie historie i ich bohaterów: Sduet Leonardo Sbaraglia i César Bordón – wcielający się w postacie dwóch szalonych kierowców oraz rewelacyjna Erica Rivas – w roli sfrustrowanej panny młodej.

Złe mamuśki (2016) – nie przepadam za komediami, ale o tej słyszałam, że jest świetna. Przyznaję, że jest. Nieco banalna i przewidywalna, nieco przerysowana, przez co może groteskowa, ale ma moc. W zabawnej formie przekazuje mocne treści. Bardzo mi się to podobało. Śmiałam się w głos. „Trzy przepracowane i niedoceniane matki porzucają swoje obowiązki, by doświadczyć od dawna upragnionej wolności” – którąś z nich jest każda z nas. Przepisywałabym ten film na receptę wszystkim mamom. No i Mila Kunis – uwielbiam!

Przelotni kochankowie” – reż. P. Almodovar (2013) Trochę przegięta, bardzo gejowska komedia. „Podczas lotu z Madrytu do Meksyku samolot ulega usterce. Cała załoga robi wszystko, by umilić podróż pasażerom popadającym między sobą w różne konflikty”. W ruch idzie alkohol, narkotyki, seks, pojawia się nawet miuzikal, w myśl „w obliczu potencjalnej katastrofy to idealny czas na zabawę, przecież nikt nic nie ma już do stracenia”. Ten film jest tak dziwaczny, nierówny i lekki, że wywołuje zaskoczenie. Przypomina mi Almodovara takiego, jakim go poznałam, a od jakiego zdążyłam się już odzwyczaić. Niemniej bawiłam się dobrze. Ale pamiętajcie, że to nie zwyczajna, lekka komedia – to Almodovar.

Złe mamuśki. Jak przetrwać święta”, czyli „Złe mamuśki 2” – obejrzałam, pośmiałam się i szybko zapomnę. Fajna komedia, przewidywalna i banalna, ale to przecież nie grzech, jeśli spełnia swoje zadanie: relaksuje i bawi.

 

Jaki film chcę obejrzeć

„Geniusz”

„Niemiłość”

„McImperium”

„Ukryte działania”

„Bogowie ulicy”
„Bandyta”

„Tajemnica Brokeback Mountain”
„To skomplikowane”
„Mężczyzna imieniem Ove”
„Obdarowani”

„Tajny dziennik”
„I tak Cię kocham”
„Bliżej”
„Ogród Luizy”

„Baby driver”
„Nietykalni”
„Wstyd”
„Wielkie piękno”

„Miłość”
„Powiększenie”
„Ostatnie tango w Paryżu”
„Rzym”
„Idioci”
„Idealne matki”
„Śmietanka towarzyska”
„Na karuzeli życia”
„Demakijaż”

„Elena”
„Dzień kobiet”

„Zakochać się”
„Bezsenność”
„Prawnik z Lincolna”
„Misja”
„Magiczne lato”

„Jeszcze dalej niż Północ”
„Sekrety morza”
„Homo faber”
„Upadek”
„Życie za życie”

„Rzeka tajemnic”
„Marzyciel”
„W stronę morza”
„Słaby punkt”
„Gran Torino”

„Za wszelką cenę”
„Podejrzani”
„Co się wydarzyło w Madison County”
„Cinema Paradiso”
„Choć goni nas czas”

„21 gramów”
„Upoważnieni do szczęścia”
„Lektor”
„W pogoni za szczęściem”

„Stań przy mnie z Riverem Phoenixem”
„Florida Project”
„Jablka Adama”
„Bogowie ulicy”
„Sierpień w hrabstwie Osage”
„Closer” „Plac zabaw”

„Zwierzęta nocy ”

„Atak paniki”

„Toni Erdmann”
„Zwyczajna dziewczyna”

„Dwie kobiety”
„Na pokuszenie”
„Manifesto”
„Elle”

„Kobiety mojego życia”

„Happy end”
„Jeszcze nie koniec”

„Blue Valentine”

Oraz uzupełnić reżyserskie katalogi o te filmy, których nie widziałam: Anny Jadowskiej, François Ozona, Sebastiána Lelio, Pedro Almodovara

Monika Zalewska-Biełło

One thought on “Jaki film obejrzeć? Sprawdź moją listę. Zobacz, co już widziałam i co chcę zobaczyć

  1. Polecam włoski film „Zwariować ze szczęścia”. Wspaniałe zdjęcia, piękne krajobrazy, zabawny i wzruszający. Rewelacyjna rola siostry Carli Bruni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW