„Kobieta w oknie” A.J. Finn – recenzja książki, przez którą zapomniałam, że mam chorobę lokomocyjną

„Kobieta w oknie” A.J. Finn, jedna z najbardziej medialnych książek roku, to udany, wciągający thriller psychologiczny, a jednocześnie szybka, przyjemna lektura, która nie obraża, choć szczególnym wyzwaniem intelektualnym nie jest. Przeczytałam ją z przyjemnością, na jednym wdechu, zapominając, że mam chorobę lokomocyjną.

Czy zawsze można wierzyć własnym oczom? Anna Fox straciła wszystko: szczęśliwą rodzinę, pracę oraz zdrowie. Od miesięcy nie postawiła stopy za progiem domu. Całe dnie spędza w Internecie, przed telewizorem lub szpiegując sąsiadów za pomocą aparatu fotograficznego.

Pozbawiona własnego życia coraz bardziej zaczyna przeżywać cudze… Najwięcej uwagi poświęca Russellom, rodzinie nowej w tej okolicy i tak podobnej do tej, którą jeszcze niedawno sama miała.

Jednak pewnej nocy widzi coś, czego nie powinna oglądać. Jej świat się rozpada, a na jaw wychodzą szokujące sekrety. Co jest prawdą, a co zmyśleniem? Kto jest w niebezpieczeństwie, a kto panuje nad sytuacją?

Wiedząc to, co powyżej, książkę czytałam z ostrożnością. Nie przywiązywałam się do żadnego rozwiązania, byłam przygotowana na przewrotne zakończenie, zaskakujące zwroty akcji i wpuszczanie w maliny. Czekałam, aż „Kobieta w oknie” trafi mnie w warstwie sensacyjnej, tymczasem o wiele bardziej trzepnęła mnie w wymiarze psychologicznym. Ściślej mówiąc chodzi mi o ten fragment, w którym… No przecież żartowałam! Nie będę spojlerować, ale książka faktycznie na moment wbiła mnie w nieprzyjemnie pachnący fotel dalekobieżnego autobusu na trasie Warszawa-Olsztyn.

„Kobieta w oknie” jest niczego sobie, zarówno fabularnie, jak i konstrukcyjnie. Tajemnice, niedopowiedzenia, sprzeczności, gry pozorów. To będzie świetny film – bo oczywiste, że niebawem powstanie jej filmowa adaptacja. Zdecydowanie ma potencjał – nie dość, że jest w niej wszystko, co potrzeba, by mieć nad czym myśleć i co przeżywać, to w wąskich ramkach scenograficznych, niczym w kociołku, wszystko się miesza, zazębia, napiera. Jest życie!

Pomimo tego, że w książce naprawdę się dzieje, ta jest niezwykle uporządkowana i przejrzysta. Podobała mi się jej świeżość, błyskotliwość i nowatorska narracja. Może to za sprawą krótkich rozdziałów i osobistych wstawek?

Jedynie nieco nużyły mnie natarczywe nawiązania do starych filmów – w ilościach hurtowych. Lubię kino, ale widać nie aż tak bardzo. Być może inni docenią te smaczki, natłok kinematograficznych dygresji, retro kadrów, kumulację dialogów i czarno-białych odsłon. Ja niekoniecznie; wybijało mnie to z rytmu, nie stanowiło komfortowego tła.

Niemniej książkę przeczytałam turbo szybko, na jednym wdechu, zapominając, że źle znoszę jazdę autobusem i jednak czytać w podróży nie powinnam. To świadczy o niej naprawdę dobrze. Dlatego ją polecam.

Monika Zalewska-Biełło

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW