„Lizzie Borden chwyta za siekierę” – recenzja szalonego serialu

„Lizzie Borden chwyta za siekierę” to jeden z dziwniejszych seriali, jaki oglądałam. Nieco groteskowy, ironiczny, z odważną muzyką. Jednocześnie serial był interesujący, intrygujący i miał fajny klimat. Świetna kostiumy, scenografia, fajne aktorstwo, wyraziści bohaterowie. Film mrozi ilością trupów (adekwatną do konwencji) i wieloma zaskakującymi rozwiązaniami i zwrotami akcji.

Nie jest to kino wybitne, które satysfakcjonowałoby widza wytrwanego i poszukującego rozrywki na serio, ale wyluzowanym widzom – z pewnością. Jest trochę strasznie, trochę śmiesznie. Fajnie!
„Lizzie Borden chwyta za siekierę” – to amerykański telewizyjny film kryminalny, oparty na historii morderstw z końca XIX wieku przypisywanych Lizzie Borden. Morderstwa były szeroko opisywane przez prasę. Chociaż Lizzie została uniewinniona, nikt inny nie został aresztowany ani osądzony w sprawie, ona sama zaś stała się znaną postacią w amerykańskim folklorze.

Wydarzenia, których była uczestniczką, utrwaliły się w amerykańskiej popkulturze i kryminologii. Dysputa o tożsamości zabójcy bądź zabójców nigdy definitywnie się nie zakończyła.
Rok 1892, Massachusetts. W upalny, letni dzień Lizzie (Christina Ricci) odkrywa w rodzinnym domu ciało brutalnie zamordowanego ojca Andrew (Stephen McHattie), a gosposia znajduje na piętrze ciało jej macochy Abby (Sara Botsford). Sprawą zabójstwa zajmuje się policja, która przesłuchuje kilku podejrzanych w mieście. Ich uwaga skupia się na najmłodszej córce Bordenów, nauczającej w szkółce niedzielnej. Gdy staje się ona główną podejrzaną, obrony Lizzie podejmuje się prawnik Andrew Jennings (Billy Campbell).

Obraz wyreżyserował Nick Gomez, w roli tytułowej wystąpiła Christina Ricci.

Monika Zalewska-Biełło

zdjęcia: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.