„Lux Vox” – recenzja filmu z Natalie Portman o posypywaniu ran brokatem

Kiedy oglądałam „Vox Lux”, film z jedną z moich ukochanych aktorek, Natalie Portman, miałam mieszane uczucia. Początkowo uwiodła mnie konwencja. Kilka razy podskoczyłam w fotelu. Oniemiałam. Zachwyciłam się długimi, przeciągniętymi, szerokimi kadrami, jakby zapomnianymi przez montażystów oraz jego artystyczną, awangardową konwencją. Pomyślałam, że to taki sinusoidalny film na odwrót (bardzo nierówny – przesycony treścią i pusty, wzniosły i trywialny, monumentalny i minimalistyczny, przegadany i dudniący milczeniem). Dałam się ponieść klimatowi i muzyce, by ostatecznie odkryć, że wraz z główną bohaterką znalazłam się w kręgach luksusowego piekła. Bywało cięzko i niewygodnie. Byłam jednak dzielna.

Końcówka filmu mnie zmasakrowała – tak estetycznie, jak i sensualnie, jeśli tak to można ująć. Zmiażdżył mnie atak bodźców – muzyki, choreografii, świateł, emocji. W pewnym (zdecydowanie niespodziewanym) momencie film się urwał i zapadła cisza. Dziesięć osób, bo tyle zostało na sali, po tym, jak dwie ją opuściły w czasie seansu, wciąż wgapiało się w ekran. Nie wiedzieliśmy, czy to już koniec, czy mamy się spodziewać czegoś jeszcze. To było dziwne. Taka historia bez końca.

Z kina wyszłam z ulgą – byłam umęczona. Pomyślałam, że ten film był straszny. Taki ciężki, niekomfortowy, nieprzemyślany. Pomieszanie z poplątaniem. Jego zmienność, dynamika i natężenie były dojmujące, neurotyczne. Teraz myślę, że nie mogło być inaczej, gdy na tapetę bierze się skrajności. Byłam zła, że obejrzałam tę dramatyczną groteskę muzyczną, po mam kinematograficznego kaca. Bo straciłam czas. Ciągnęłam za sobą wrażenie, że stało się coś złego. To nie był przyjemny ciężar wrażeń. Uznałam, że „Lux Vox” to ambitny i ciekawy, ale nieudany eksperyment muzyczny. Że kogoś poniosło, przez co przefajnował.

Ale wciąż o nim myślałam. Nie tylko o Natalie Portman, która swoją grą aktorską i kreacją postaci miażdży. Jest intensywna, ostra, boleśnie wyrazista, przerysowana – taka bardzo bardzo. Weszłam na filmweb.pl, co robię zawsze, po każdym seansie w kinie, i – bingo! – niespodziewanie znalazłam klucz. To była jedna myśl (której nie wskażę, żeby nie spojlerować). Ona sprawiła, że dziś jestem tym okropnym filmem oczarowana. Rozbieranie go na elementy i budowanie obrazu na nowo jest fascynujące. Odkrywanie niuansów, smaczków, dna, kontekstów, nawiązań, SENSU i analogii jest niesamowite. On jest jak matrioszka – od napisów początkowych/końcowych po ten straszny występ sceniczny, od pięknej piosenki, które Celeste wyśpiewała w kościele, po tandeciarskie nuty popowego koncertu. Okazuje się, że to wszystko ma sens, wszystko się zgadza. Wystarczy po prostu przyjąć inną, może właśnie właściwą, optykę. Nie wierzyć we wszystko, co się widzi na ekranie, a czytać to, co pomiędzy.

Zachwyciły mnie komentarze na filmweb. Zdecydowanie odnajduję się w ich skrajnościach. Bo „Vox Lux” taki jest – skrajny. Budzi zachwyt i niesmak, wymusza brawa i buczenie. Każdy odbierze go inaczej. Choć nie jest to film dla wszystkich, wytrwałym go polecam. Dajcie mu szansę, obejrzyjcie go, a później odnajdźcie klucz i zinterpretujcie go sobie na nowo.

„Kto wytlumaczy o co tam chodzi? Możecie się śmiać, ale nie zrozumiałam. Nawet nie potrafię ocenić filmu,bo nie wiem o czym był”. niuniatg

„Rozumiem osoby, które piszą, że ten film to wydmuszka, bo też mi się tak z początku wydawało, ale im dłużej o nim myślę, tym więcej zauważam w tej historii”. Domitronic

„(…) bardzo trudny do oceny, kiedy faktycznie, za dużo sensu nie można z niego wyciągnąć. niby są jakieś wnioski, ale to wszystko jest takie… na siłę. to może być film o showbizie, o zepsuciu świata, o terroryzmie, o wielu sprawach, ale tematy te ubrane zostały w tak przekombinowaną formę, że aż boli. początek obiecujący, ale później równia pochyła…”.so_impatient

„Fantastyczny film. Myślę nad nim od wczoraj i jestem coraz bardziej przekonana, że jest on jedną wielką metaforą – nie można rozpatrywać go w kategoriach linearnej fabuły”.mishkka

„Portret XXI wieku. Nic dodać, nic ująć. Kwintesencja naszych, jakże osobliwych czasów. Na czym, z czym i jak. To wszystko”. Isabell_nine

„Jakie to było słabe! Naiwna historia na siłę chciała sprawić wrażenie głębokiej i poruszającej ważne zagadnienia. Wszystko podane kawa na ławę. Puste dialogi, bez pomysłu. Do tego wszędobylska paplanina. Troszkę jak z takim typem człowieka, który mówi i mówi bez przerwy, choć nie przekazuje przy tym żadnej treści. Do tego te podziały na akty i ich nazwy (Genesis np.), czy podtytuł: „Portret XXI w.” mają sprawić, żebyśmy czasem nie zapomnieli, że mamy do czynienia z mondrym filmem. Trailer kłamie.”. Radros1989

Celeste była nastolatką, kiedy wielka tragedia wywindowała ją na szczyty sławy i zrobiła z niej gwiazdę muzyki pop. Od tej pory media śledziły każdy jej ruch, a jej kariera rozwijała się w cieniu zjawisk, które naznaczyły XXI wiek: ataków terrorystycznych, szkolnych strzelanin, medialnej rewolucji. Dzisiaj Celeste nie jest już tą samą osobą. Po skandalicznym incydencie, który o mały włos nie zrujnował jej kariery, chce wrócić na scenę. Musi ponownie zmierzyć się ze wspomnieniami sprzed lat, a w dodatku – przygotować się do wielkiej trasy koncertowej.

Obsada:
Natalie Portman jako Celeste
Jude Law jako menedżer
Stacy Martin jako Eleanor
Raffey Cassidy jako młoda Celeste / Albertine

reżyseria: Brady Corbet
muzyka: Scott Walker
piosenki wykonywane w filmie przez Natalie Portman stworzyła Sia

Monika Zalewska-Biełło

Zdjęcia: materiały prasowe

Cytowane komentarze: filmweb.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.