„Modelka” – recenzja filmu, który pozwala poznać prawdziwe oblicze nie tylko mody

Kilka dni temu obejrzałam film, który do dziś we mnie rezonuje – zdecydowanie wpisuję go na listę swoich ulubionych tytułów wszech czasów. To „Modelka” w reżyserii Madsa Matthiesena – obraz mocny, przejmujący, zapadający w pamięć.

Emma (Maria Palm), podążając za marzeniami, przenosi się z rodzinnej Danii do Paryża. Poznaje znanego fotografa Shane’a White’a (Ed Skrein) i Zofię (Charlotte Tomaszewska), która wprowadza ją w świat imprez. I tyle, jeśli chodzi o fabułę, należy o tym filmie wiedzieć, by nie zepsuć sobie filmowej uczty.

„Modelka” miała opowiadać o kulisach świata mody – i to zrobiła. Nie jest to jednak – na szczęście – film przewidywalny, tendencyjny i płaski. Dla mnie modeling to zaledwie tło tej uniwersalnej opowieści o dorastaniu, spełnianiu marzeń, pogubieniu się, samotności i przekraczaniu granic. O realizacji planów za cenę decyzji, których nie da się wrzucić w koszty, ponieważ później ciężko powiedzieć, czy jeszcze jest się sobą.

Emma to młoda, chuda, cicha dziewczyna z niemądrym wyrazem twarzy, krzaczastymi brwiami i cieniami pod wielkimi oczami – trudno w tym brzydkim kaczątku dostrzec zjawiskowego łabędzia, jakim się staje, lądując przed obiektywem. To wręcz szok!

Emma – choć naprawdę nie wygląda – jest zdeterminowana i gotowa na wszystko. Dzięki odwadze i braku lęku przed przekraczaniem granic szybko zaczyna odnosić sukcesy. Co będzie dalej? Bulimia? Anoreksja? Rywalizacja, zazdrość i samotność? Kariera robiona przez łóżko? Wachlarz możliwości jest szeroki, patrząc na kwestię modelingu stereotypowo. Jaką drogą Emmę poprowadził reżyser? Nie powiem. To trzeba zobaczyć, przeżyć i przetrawić. Dodam, że ja „Modelkę” oglądałam ze ściśniętym gardłem. Towarzyszyło mi też napięcie jak przy dobrym thrillerze, choć thrillerem ten film zdecydowanie nie jest. Przeżywałam go. Kibicowałam dziewczynie, ale i miałam ochotę trzepnąć ją w głowę. Zastanawiałam się też, jak postąpiłabym, gdybym była jej matką. Świetna jest też końcówka filmu – wprawdzie pozostawiła we mnie pewien niedosyt, niemniej rozumiem, że taki finał był najlepszy.

„Modelka” to podróż z duńskiej wioski do Paryża, ze swojskiego ciepełka do świata, który wieje chłodem, od niewinności do obsesji. To trudna historia dziewczyny, która próbując dogonić marzenia, gubi się i zatraca. Jest młoda, samotna, niedoświadczona. Desperacko szuka kogoś, kto ją wesprze, pomoże i poprowadzi przez życie, ponieważ sama nie zna drogi.

Szalenie podobało mi się opakowanie i sposób pokazania tej historii. Film jest surowy, naturalistyczny, wręcz dokumentalny – czuć reporterskiego ducha, oszczędną narrację, roztrzęsioną kamerę. Jest oparty na ciszy (zdecydowanie nie jest przegadany), oszczędnych środkach wyrazu, silnym przekazie, sugestywnych kadrach i kontrastach. Te odrywają ogromną rolę: z jednej strony chłoniemy zwyczajny Paryż, brzydkie mieszkanie, szarość codzienności. Z drugiej bije po oczach powiew luksusu, ekskluzywne problemy i okoliczności, dekadenckie imprezy, krzykliwe makijaże, piękne kreacje, twarze i wnętrza mieszkań.

Nie wiem, czy ten film ma szansę podobać się każdemu odbiorcy. Chyba nie, bo nie jest to kino lekkie, przyjemne i miłe dla oka. Niemniej warto się z nim zmierzyć.

Obsada: Maria Palm jako Emma, Ed Skrein jako Shane i Charlotte Tomaszewska jako Zofia. Boskie kreacje aktorskie!

Reżyseria: Mads Matthiesen

Scenariusz: Anders Frithiof August, Mads Matthiesen, Martin Zandvliet

Film nakręcono w Warszawie (nigdy bym nie powiedziała!).

Monika Zalewska-Biełło

zdjęcia: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW