„Podwójny kochanek” – recenzja jednego z najlepszych złych filmów, jakie widziałam

„Podwójny kochanek” to jeden z tych filmów, które sprawiają, że po zakończeniu seansu siedzisz z rozdziawioną buzią i nie wiesz, co myśleć, bo nie tylko nie do końca rozumiesz, o co chodziło, ale i nie jesteś przekonana, czy film ci się właściwie podobał, czy też niekoniecznie. Później zbierasz szczękę z podłogi, wychodzisz z kina, ale w głowie masz feerię emocji i zgiełk myśli – i stan ten trwa jeszcze długo. Bo w filmie naprawdę dużo się dzieje.

Podwójny kochanek

Młoda, wrażliwa Chloé zakochuje się w Paulu, swoim terapeucie. Kobieta nie ma przed nim tajemnic, a z czasem zafascynowany nią mężczyzna również całkowicie się odsłania, przekraczając granice swojej profesji. Kilka miesięcy później, gdy mieszkają już razem, Chloé zaczyna podejrzewać, że jej kochanek coś przed nią zataja. Poznając kolejne fantazje erotyczne Paula, zaczyna odkrywać coraz mroczniejsze wymiary zarówno jego, jak i swojej seksualności.

Obsada:

  • Marine Vacth jako Chloé Fortin
  • Jérémie Renier jako Paul Meyer / Louis Delord
  • Myriam Boyer jako sąsiadka Rose
  • Jacqueline Bisset jako pani Schenker, matka Chloé

PK1

„Podwójny kochanek” w reżyserii François Ozona jest na pewno rarytasem i genialną rozrywką dla znawców kina i twórczości Ozona. Zwyczajny widz może mieć z nim problem, ponieważ obiektywnie, zupełnie niekonesersko rzecz ujmując, jest to kino trudne i nieoczywiste – z pogranicza smaku, symbolu, kiczu i żenady. Wydaje się, że by go zrozumieć i docenić, szczególna optyka jest nieodzowna.

recenzjaJeśli chodzi o mnie, choć znawcą kina nie jestem, film mi się podobał, choć osobiście okroiłabym go z kilku efekciarskich wstawek, fontann dosłowności i innych fajerwerków. Stwierdziłam jednak ostatecznie, że cóż, kupuję to – taka widać jego (i reżysera) uroda, taki zamysł. Trudno.

PK3

Kiedy już przybrałam odpowiednią optykę, mogłam się skupić na fabule. Przyznaję, że potrzebowałam sporo czasu, by ją sobie ułożyć. Dlaczego? Bo nie była klarowna.

recenzja

Na pewno, idąc do kina na „Podwójnego kochanka” trzeba mieć odpowiednie nastawienie – zdecydowanie bowiem nie jest klasyczny thriller, dramat czy romans, jak mogłoby wynikać ze zwiastunów czy opisu dystrybutora. To raczej pokręcone, przefajnowane i nieco przekombinowane kino trashowe. Zdecydowanie ta filmowa transplantologia, jak to ktoś ładnie ujął, nie przypadnie do gustu wszystkim (choć mówią, ze to kwintesencja kina Ozona).

recenzjaW pamięci na pewno zostaną mi wysmakowane kadry i piękne zdjęcia. Kolory, symbole (schody!), ciekawe wnętrza, montażowe przejścia. Zresztą cały film jest bardzo oryginalny, ale nade wszystko klimatyczny, zmysłowy, namiętny, no i seksowny, choć daleko mu do pornografii (sceny łóżkowe były śmiałe, ale też bez przesady. No i niektóre wręcz wywoływały śmiech. Nie kipiały i nie buzowały krwi jak np. w filmie „Szatan kazał tańczyć„).

Wiele jest też scen naturalistycznych – jeśli boicie się skalpela wchodzącego w ciało, nie znosicie widoku krwi i wnętrzności, w kilku momentach będziecie musiały przymknąć oczy. Bywały również momenty, które przywoływały myśli, że „Podwójny kochanek” to horror erotyczno-komediowy, bo choć kilka razy podskoczyłam na fotelu wystraszona, o tyle momenty grozy częściej jednak rozbawiały niż przerażały.

recenzja

Ale nie tylko ja tak miałam. Mogę powiedzieć, że atmosfera filmu często zupełnie nie korespondowała z atmosferą na sali. Nie wiem, czym to było spowodowane, ponieważ w tym kinie (Kino studyjne Awangarda) takie śmiałe reakcje zdarzyło mi się obserwować pierwszy raz. Były momenty, ze sala, wypełniona kobietami w różnym wieku, ale tak raczej 40+ rżała ze śmiechu, komentowała głośno różne motywy i epizody. Tym razem mi to jednak nie przeszkadzało (nie było to tak drażniące jak podczas projekcji Patersona w kinie konesera w kinie komercyjnym). Zastanawiałam się, czy widzki wpisały się w konwencje (to zdecydowanie była reżyserska ZABAWA kinem), czy też spodziewały się kolejnego Grey’a i zawiedzione nie bardzo wiedziały, co z tym zrobić.

recenzjaNo i! Wielkie wrażenie zrobiła na mnie piękna główna bohaterka o zmysłowej mimice, niesamowitym sposobie poruszania się, cudownej fryzurze, boskich rysach, oczach wyrażających wszystko (momentami bałam się tego wzroku) i nieładnym uśmiechu (jakoś zupełnie mi do niej tez nie pasował). Swą rolę Marine Vacth odegrała przejmująco i bardzo sugestywnie, jednak nie mniej spisał się Jérémie Renier jako Paul Meyer / Louis Delordawers, awers i rewers, czyli 2 w 1.

PK

Film jest przeniesioną we francuskie realia ekranizacją kryminalnej powieści „Lives of the Twins” Joyce Carol Oates, napisanej pod pseudonimem Rosamond Smith.

recenzjaPK3

Monika Zalewska-Biełło

Zdjęcia: materiały prasowe gutekfilm.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.