Serial Netflix. Co obejrzeć? (a czego nie) [część 2.]

Obejrzałam mnóstwo seriali na Netflix. Niewiele mi się nie podobało. Kilka zainteresowało, ale nie miałam problemu, by wcisnąć pauzę i powiesić pranie. Niemniej parę tytułów to dla mnie fabularny ogień. Co widziałam?

Pierwszą partię seriali recenzowałam we wpisie – „Co obejrzeć na Netflix„. TU znajduje się lista najświeższa, numer 3. Jest tam kilka słów o takich tytułach jak:

„Riverdale”
„Szkoła dla elity”
„Dom z papieru”
„Lizzie Borden chwyta za siekierę”
„Dark”
„Alienista”
„13 powodów”
„Grace i Grace”
„Sherlock”
„Ania, nie Anna”
„Gran Hotel”
„Plotkara”
„1983”
„Ultraviolet”
„Ty”
„Rzymskie dziewczyny”
„Pachnidło”
„The Sinner”
„Czarne lustro”
„Bodyguard”
„Homeland”
„Ozark”
„Ruchome piaski”
„Intruz”
„Las”
„Smak stokrotek”

Jakie seriale Netflix obejrzałam ostatnio (2019/2020)?

„Katedra w Barcelonie”

Serial „Katedra w Barcelonie” (La catedral del mar, 8 niemal godzinnych odcinków) to adaptacja powieści pod tym samym tytułem pióra Ildefonso Falcones. To jedna z moich ulubionych książek. Serial również jest niesamowity.

W XIV-wiecznej Barcelonie chłop pańszczyźniany, który nie godzi się ze swoim losem i dąży do wolności, ściąga na siebie pogardę szlachty i wzbudza podejrzliwość Inkwizycji. Ale historia Bernata to zaledwie okruch tej monumentalnej opowieści.

Czy serial „Katedra w Barcelonie” mi się podobał? Ogromnie. Nie dopatrzyłam się minusów czy niefajnych momentów, o których czytałam później w recenzjach. Jestem zachwycona.

Wszystko mi się zgadzało. Podobała mi się narracja, kolory (a raczej ich subtelność, niemal brak), bohaterowie (jestem zauroczona Michelle Jenner w roli Mar. Mam do niej słabość od czasów „Juliety” Almodovara), klimat, scenografia.

Muszę jednak uczciwie podkreślić, że ten serial nie jest dla każdego. Pomijam tematykę oraz osadzenie fabuły w XIV-wiecznej Barcelonie, co nie każdemu pasuje. Ten serial jest momentami bardzo brutalny, szarpie nerwy i podnosi ciśnienie. Ja, ponieważ czytałam książkę, wiedziałam kiedy jakiś okropny moment sobie przewinąć. Sceny gwałtu i tortur źle znoszę (choć i tak w serialu wielu nam oszczędzono).

Niemniej serial jest bardzo dobry, warty uwagi i poświęcenia mu czasu. Jeśli ktoś takie opowieści lubi.

„Sense8”

Serial „Sense8”, gdyby nie rekomendacja zaprzyjaźnionej osoby, nigdy nie spotkałby się z moim zainteresowaniem. Nie przepadam za science-fiction. Nie zachęcał też – w moim odczuciu – opis fabuły. Na bank nie zwróciłabym na niego uwagi.

Serial (2 sezony – każdy po 12 odcinków róznej długości) opowiada o gromadzie, którą tworzy 8 ciekawych osób żyjących na różnych kontynentach. Choć się nie znają, łączy ich niesamowita więź (mentalno-telepatyczna). Wiedzą o sobie wszystko, współ-czują. Poznajemy ich historie (sezon 1.) i śledzimy walkę z tajną organizacją, która chce ich wykorzystać do doświadczeń (sezon 2. zwłaszcza).

Czy serial „Sense8” mi się podobał? Ogromnie. Jest świeży, nowatorski, ekscentryczny, awangardowy, a także śmiały. I bardzo, cudownie, budująco pozytywny. Nie przypadnie do gustu osobom o konserwatywnych poglądach, wąskich horyzontach i purytańskim i spojrzeniu.

Sporo w nim dramatu, napięcia, ale również emocji i momentów, które bawiły jak doskonała komedia. Dla mnie to taki serial obyczajowy SF z elementami sensacji, komedii, erotyki (bo seksu, w zdecydowanie niesztampowym, niegrzecznym ujęciu jest tu całkiem sporo). Wiele w nim mocnych gatunkowych akcentów.

Podobają mi się historie, bohaterowie, plenery, optyka, poczucie humoru, pogarda dla konwencji (choć zarzuca się mu, że role rozpisano na postaci dość stereotypowo – ale w moim odczuciu to plus, nie minus), fajne myśli i hasła, a także to, że wszystko się może zdarzyć (ponieważ w kupie/grupie siła). Twórcami „Sense8” są Lana i Lilly Wachowskie oraz Michael Straczynski.

„The Stranger”

„The Stranger” to najnowszy serial Netflixa, który został nakręcony w ramach wieloletniego kontraktu z H.Cobenem. Osią fabuły są sekrety skrywane przed bliskimi.

Gdy nieznajoma zdradza Adamowi szokującą informację na temat żony, ten zaczyna szukać odpowiedzi i wplątuje się w skomplikowaną intrygę. To wątek główny, ale nie jedyny.

Czy serial „The Stranger” mi się podobał? Bardzo. To dynamiczna produkcja, w której naprawdę sporo się dzieje. Zero nudy – dba o to mnogość wątków i bohaterów, zwrotów akcji, a także nieoczywistych rozwiązań. Oczywiście można sie czepiać, że niektóre momenty to wielkie skróty i naiwności, ale po co.

„Rodzina plus”

Rodzina plus” (Bonusfamiljen, 3 sezony po 10 odcinków), szwedzki serial dramatyczno-komediowy o życiu nietypowej, licznej, bo patchworkowej rodziny, podobno po prostu trzeba obejrzeć. Czy na pewno?

Czy serial mi się podobał? Bardzo! Jest mocno obyczajowy, fantastyczny i… egzotyczny. Już wyjaśniam dlaczego.

Serial opowiada o zwyczajnym życiu niezwyczajnej, bo bardzo licznej rodziny. Trudno w niej przeglądać się jak w lustrze (jak w przypadku np. naszej polskiej „Rodzinki”) nie tylko z uwagi na rozmiary i charakter. Szwedzi wydają się po prostu zupełnie inni niż my, Polacy. Ze swoją asertywnością, wymykaniem się sztampie, myśleniem o sobie, brakiem poprawności politycznej i rzeczową otwartością potrafią wprawić w zdumienie. Wydaje się, że mają zdecydowanie inną optykę i podejście do rzeczywistości niż my.

To fajne móc patrzeć na inną mentalność, inne realia, a i obserwować, jak bohaterowie mierzą się z życiem, z mniejszym bądź większym wdziękiem pokonują przeszkody i zmieniają się, nie zawsze ewoluując. Serial petarda [choć niektórych może znudzić].

„Safe”

„Safe” to francusko-brytyjski serial telewizyjny, którego twórcą jest Harlan Coben. Liczy osiem odcinków.

Fabuła. Serial skupia się na Tomie Delaney, chirurgu, który po śmierci żony sam wychowuje dwie nastoletnie córki. Pewnego dnia jedna z nich, Jenny, znika w tajemniczych okolicznościach. Delaney robi wszystko, aby ją odnaleźć. Odkrywa, że tak naprawdę nicewiele wie o swoich najbliższych.

Czy „Safe” mi się podobał? Tak, ale nie wzięło mnie jakoś strasznie. Niby wszystko grało i się zgadzało, ale jednak czegoś mi zabrakło. Niemniej warto go obejrzeć.

„Sposób na morderstwo”

„Sposób na morderstwo” (ang. How to Get Away with Murder) to amerykański serial telewizyjny – dramat sądowy.

Fabuła. Wybitna prawniczka – Annalise Keating – wraz ze swoimi najzdolniejszymi studentami zostaje wplątana w morderstwo. To zmienia ich dotychczasowe życie.

Czy serial „Sposób na morderstwo” mi się podobał? Ogromnie. Wprawdzie pierwsza seria wymagała nieco cierpliwości, ale później był już tylko ogień. Miałam problem z retrospekcjami. Nie tyle z ich istnieniem, co częstotliwością. Nachalne to mi się wydawało. Kiedy zaakceptowałam tę konwencję, a i maniera jakoś okrzepła, podobała mi się i akcja, i wyraziste postacie (jakie te bohaterki są zjawiskowe!), i zwroty akcji, a i wrażenie, że wszystko może się zdarzyć, bo wszystkie chwyty są dozwolone. Z niecierpliwością czekam na 6., finałowy sezon.

„Le Bazar de la Charité”

„Le Bazar de la Charité” to 8-odcinkowy miniserial dramatyczny, historyczny.

Fabuła. Rok 1897, pożar, Paryż, 126 ofiar i trzy główne bohaterki: Alicja, Adriana i Róża. Nierówności społeczne, kradzież tożsamości, zakazana miłość, zdrada i emancypacja.

Czy serial „Le Bazar de la Charité” mi się podobał? Dosyć. Ma w sobie sporo uroku i wdzięku, jednocześnie porusza wiele ciekawych kwestii, kilka razy otwiera nóż w kieszeni. Jednocześnie jest trochę kiczowaty i naiwny, w typie telenoweli. Do obejrzenia, choć na bank nie spodoba się wszystkim.

„Orange Is the New Black”

„Orange Is the New Black” to z deklaracji komediodramat produkcji amerykańskej. Podkreślam, że z deklaracji, ponieważ im dalej w las, tym trudniej było mi się w nim doszukać komedii. Serial zrealizowano na podstawie książki „Dziewczyny z Danbury”.

Fabuła. Trzon fabuły to historia Piper Chapman, która zostaje skazana na 15 miesięcy odsiadki za przestępstwo popełnione przed dekadą. W serialu przedstawione są losy nie tylko jej, ale i innych osadzonych (z różnych klas społecznych, o różnym pochodzeniu). Historie kobiet przeplatają się z kadrami z życia personelu więzienia, a plan rzeczywisty z retrospekcjami.

Czy serial „Orange Is the New Black”? Przeogromnie. Nie będę doszukiwać się w nim słabszych momentów, niedorzeczności, nierówności czy innych mankamentów, bo mnie nie bolały. Serial zrobił na mnie ogromne wrażenie, zarówno w warstwie fabularnej, jak i psychologicznej czy socjologicznej. Zwraca uwagę na naprawdę wiele istotnych kwestii, nad którymi się raczej niespecjalnie pochylamy bądź które wydają się zawsze czarne/białe, choć nie są (ofiary systemu, życie w więzieniu, życie po więzieniu, zasadność wyroków, imigracja, rozdzielanie rodzin). Pozwala spojrzeć na rzeczywistość z wielu różnych perspektyw. Zdecydowanie warto go obejrzeć.

„Rita”

„Rita” to duński komediodramat o niezależnej i elokwentnej nauczycielce o imieniu Rita, która jest uwielbiana przez uczniów, ale z dorosłymi – i własnymi dziećmi – radzi sobie dużo gorzej. Serial obejmuje 4 sezony, ma w sumie 32 odcinki.

Czy serial „Rita” mi się podobał? Bardzo, choć muszę przyznać, że chyba żadnego serialu nie oglądało mi się tak… ciężko. Nie chodziło o samą fabułę, która była bardzo spoko, ale o kwestie towarzyszące i poboczne.

Po pierwsze (tak, wiem, płycizna) robotę robiła straszna scenografia: brzydkie budynki i dziwne wnętrza, nieładni i często zaniedbani ludzie, osobliwe ubrania i cokolwiek kosmiczne fryzury, no i dyrektor w kolorowych skarpetach naciągniętych do połowy łydek, obowiązkowo w zestawieniu z szortami. Miła dla oka była pedagog/dyrektor Helle. Intrygująca z kolei wydaje się uroda Rity, która rozwalała mnie nie tylko swoimi socjopatycznymi zapędami, ale również obuwiem i torebkami, które nosiła jednakowoż bez wdzięku. Czy w Danii naprawdę zatrzymał się czas? Nic o tym, przyznaję, nie wiem.

Po drugie oglądając serial czułam marazm, smutek i przygnębienie. Dołowała mnie samotność Rity i otaczająca ją aura tymczasowości i beznadziei. Serial ten zdecydowanie zapamiętam.

„The Affair”

„The Affair” to dramat amerykański dla cierpliwych. Serial liczy 5 sezonów i w sumie 53 odcinki.

Fabuła. Serial opowiada o romansie Noah, ojca czworga dzieci, przeciętnego pisarza oraz Alison, zagubionej mężatki, która przeżywa śmierć dziecka. Ich związek zmienia życie małżeńskie obu par.

Czy serial „The Affair” mi się podobał? Bardzo. Jest długi, szalenie obyczajowy z mocniejszymi momentami, ale naprawdę przykuwa uwagę i myśli. Ciekawym zabiegiem jest mieszanie widzom w głowach poprzez przedstawianie zdarzeń widzianych z różnych perspektyw. Czasem interpretacja i odbiór tych samych sytuacji przez różnych bohaterów wyzwalała wrażenie, że mowa o zupełnie innych wydarzeniach. Z niecierpliwością czekam na sezon 5., którego jeszcze na Netflix nie ma (styczeń 2020).

„The Sinner” 2

„The Sinner” 2 (sezon 1. Z Jessicą Biel) to 8-odcinkowy amerykański serial telewizyjny, będący adaptacją powieści „Grzesznica” autorstwa Petry Hammesfahr.

Fabuła skupia się na detektywie Harrym Ambrose, który prowadzi śledztwo w sprawie podwójnego morderstwa na przedmieściach Nowego Jorku. Detektyw odkrywa, że sprawcą tej zbrodni jest 13-letni chłopiec.

Czy „The Sinner” 2? Bardzo. Doskonale pogmatwany, genialnie wpuszczający widza w maliny. Ma super klimat i drugi plan. Wszystko mi w nim grało i pasowało, choć warto podkreślić, że jest dośc specyficzny.

„Rzymskie dziewczyny” 2

„Rzymskie dziewczyny” 2 (ang. „Baby”) to włoski, obyczajowy serial telewizyjny. Sezon 2 jest kontynuacją sezonu 1. Ponieważ zakończył się, odwieszając historię na kołek, wnioskuję że lada chwila pojawi się jego kontynuacja. I dobrze.

Fabuła. Głównymi bohaterkami serialu są Chiara i Ludovica, dwie nastolatki mieszkające w Rzymie. Z jednej strony dziewczyny prowadzą dobre życie, z drugiej gustują w ryzykownych zachowaniach i sytuacjach. Lęk, presja, balansowanie na granicach, prostytucja, odrzucanie norm, poszukiwanie wrażeń i własnej tożsamości.

Czy serial „Rzymskie dziewczyny” 2 mi się podobał? Ogromnie, ale wiem, że wiele osób uważa go za totalną nudę. Rzecz gustu. Ja doceniam klimat, interesujące twarze, a także różne życiowe okoliczności. Serial jest dla mnie szalenie interesujący, zwłaszcza gdy patrzę na niego oczami matki lub socjologa. Dla mnie bomba.

„Szkoła dla elity” 2

„Szkoła dla elity” 2 to hiszpański serial o młodzieży. Obyczajowy z wątkiem kryminalnym.

Fabuła. Las Encinas to najlepsza i najbardziej elitarna szkoła w Hiszpanii, w której uczą się dzieci z wyższych sfer. Decyzją lokalnych władz trafia tam też trójka ubogich dzieciaków, których szkoła została zniszczona przez trzęsienie ziemi. Dochodzi do konfliktu, który doprowadza do morderstwa. Tak było w sezonie 1., którego sezon drugi jest naturalną kontynuacją.

Czy serial „Szkoła dla elity” 2 mi się podobał? Bardzo. Super klimat, hiszpańska ikra, miłe dla oka dzieciaki i niemiłe dla głowy problemy. Oglądamy młodzież, która żyje jak dorośłi, a wokół nich pustka, luksus i brak zmartwień. Często to jednak tylko pozory. Doskonały serial dla tych, którzy lubią hiszpańskie i socjologizujące klimaty.

„Dom z papieru” 3

„Dom z papieru” 3 (hiszp. La casa de papel) to hiszpański serial akcji, choć niektórzy mówią, że to sensacyjna bajka. I coś w tym jest.

Fabuła. W dwóch pierwszych sezonach ośmioro zamaskowanych przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ich przedstawicielem jest tajemniczy Profesor, który prowadzi negocjacje z policją. W sezonie 3. grupa musi ratować z opresji jednego ze swoich członków. I się dzieje!

Czy serial „Dom z papieru” 3 mi się podobał? Bardzo. Zupełnie nie przeszkadza mi, że to klimat nieco science fiction łamane na nowoczesna bajka. Wszystko jest w nim możliwe. Podoba mi się to. Właściwie to podoba mi się wszystko. Od obsady, przez fabułę, energię, dynamikę, scenografię, klimat, zwroty akcji, po hiszpańską ikrę. Ta wariacja na temat opowieści o Janosiku jest ekstra.

Sezon 3. zakończył się słabo akcja trwa w zawieszeniu. Dlatego z niecierpliwością czekam na sezon 4 „Domu z papieru”, który pojawi się na Netflix wiosną. Premiera planowana jest na 3 kwietnia 2020. Fabuła nowych odcinków jednak na razie owiana jest tajemnicą.

„Sex Education”

„Sex Education” 1 i 2 to brytyjski serial komediowo-dramatyczny. Bardzo fajny i dość oryginalny. Odważny. Choć podoba się głównie młodzieży, dorośli też powinni go obejrzeć.

Fabuła. Zaczęło się od tego, że nastoletni Otis naśladuje swoją mamę, która jest seksuologiem, i wspólnie ze zbuntowaną Maeve zaczyna udzielać w szkole porad seksualnych.

Czy „Sex Education” mi się podobał? Bardzo. Jest oryginalny, świeży, odważny. O młodzieży, ale nie tylko o niej i nie tylko dla niej. Znakomita rola Gillian Anderson, czyli dr Jean F. Milburn. Mam wrażenie, że im dalej w serial, tym mniej wątków komediowych, z kolei tych seksualnych i seksownych o niebo więcej. Warto obejrzeć, choć jest dość specyficzny, przerysowany, momentami groteskowy. Od dorosłego widza wymaga chyba odpowiedniego nastawienia.

„Ty” 2

„Ty” 2 (ang. „You”) to amerykański serial telewizyjny, dramat kryminalny łamane na thriller psychologiczny. Luźna adaptacja powieści o tym samym tytule autorstwa Caroline Kepnes.

Fabuła. Centralną postacią serialu jest Joe. W sezonie 1. jest właścicielem księgarni, który obsesyjnie zakochuje się w Beck. W sezonie 2. chłopak ucieka przed kłopotami do Los Angeles. Tu zostaje Willem i zatrudnia się w spożywczako-księgarni Anavrin, gdzie poznaje swoją kolejną miłość – Love. Dziewczyna wydaje się idealna. Piękna, szczera, mądra, empatyczna, wyrozumiała. Typ seksownej kupeli. Nuda? Gdzie tu thriller?! Spokojnie! Jest i ogień, i opad (a nawet opady) szczęki.

Sezon 2. to totalna jazda bez trzymanki, a ostatnie odcinki są po prostu szalone. Volta na volcie voltą pogania. Czy serial „You” 2 mi się podobał? Mało powiedziane. On jest doskonały! Sezon 3. Pojawi się na Netflix już w 2021 roku. Bosko!

„Stranger Things”

Stranger Things amerykański serial – horror science-fiction. Byłam chyba przedostatnią osobą na świecie, która go obejrzała.

Fabuła. Akcja serialu osadzona jest w latach 80. w amerykańskim stanie Indiana. Zdecydowanie czuć ducha tamtego okresu (momentami to groteska i horror w najgorszym wydaniu, jak przystało na lata 80.XX w., rzecz jasna). Duży plus za niesamowity klimat, stylizacje, aktorstwo, fabułę. Początkiem historii jest tajemnicze znikniecie Willego Byersa. Od tego momentu bohaterowie są świadkami dziwnych i niebezpiecznych zdarzeń.

Czy „Stranger Things” mi się podobał? Nie lubię horrorów i filmów science fiction, niemniej muszę przyznać, że podobał mi się bardzo. Choć zdecydowanie jest szczególny, specyficzny i oryginalny. Czekam na sezon 4. i dobre wieści.

„What If”

„What If” to amerykański 10-odcinkowy serial z gatunku dramat thriller. W jednej z głównych ról Rene Zellweger, która zupełnie siebie nie przypomina.

Fabuła. Para nowożeńców, którzy mają kłopoty finansowe, przyjmuje lukratywną, lecz moralnie wątpliwą ofertę od kobiety sukcesu i biznesu Anne Montgomery.

Czy podobał mi się serial „What If”? Cóż, jest z tym pewien problem. Gdybym opowiedziała fabułę, prawdopodobnie większość osób uznałaby, że jest spoko. I faktycznie, można ją uznać za oryginalną i ciekawą.

Niestety sam serial to coś strasznego. To jest bardzo niedobre. Razi drętwa gra aktorska, irytujące postaci, naciągane wątki i infantylny scenariusz. Fascynujące jest w nim w sumie jedynie to, że zażenowany widz brnie w tę historię dalej i ogląda całą serię, odcinek po odcinku. To chyba ciekawość, co będzie i dlaczego. Inaczej nie umiem tego wyjaśnić. Intrygujący, ale okropny serial dla ludzi o mocnych nerwach.

„Criminal” Hiszpania

„Criminal” Hiszpania to jedna z odsłon projektu Netflix „Criminal”, którą tworzą cztery serie z: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji i Niemiec. Każda z nich składa się z trzech godzinnych odcinków. Każdy z nich to osobna sprawa.

Fabuła. Cztery kraje, jeden pokój, wiele spraw kryminalnych i – jak się okazuje – te same metody przesłuchań.

Czy serial mi się podobał? Tak, chociaż to specyficzny projekt, idealny dla miłośników kryminałów, psychologii i filmów, których akcja rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, a w tym przypadku („Criminal Spain”) także fanów Emmy Suarez i wielbicieli języka hiszpańskiego (to o mnie). Nie każdy dobrze to znosi. Mnie się podobało, choć po obejrzeniu Hiszpanii musiałam sobie zrobić przerwę. Do serii z pewnością za chwilę wrócę.

„Pełne morze”

„Pełne morze” (hiszp. „Alta mar”) to hiszpański serial kryminalno-historyczny. Na serię składają się 2 sezony, każdy po 8 odcinków.

Fabuła. Lata 40. XX wieku. Dwie siostry po serii tajemniczych zgonów na luksusowym statku płynącym z Hiszpanii do Rio de Janeiro nie tylko wikłają się w śledztwo, ale i odkrywają rodzinne sekrety. Serial aspirujacy do postrzegania go jako utrzymanego w duchu prozy Agathy Christie.

Czy „Pełne morze” mi się podobało? Nie jest to serial mojego życia, ale można go obejrzeć. Jest śliczny i stylowy, dopieszczony estetycznie, ma piękne kadry, scenografię i światło. Jednocześnie jednak jest melodramatyczny, kiczowaty, nieprawdopodobny i infantylny. No taki nie do potraktowania na serio. Należy zachować dystans.

Ponieważ jednak uwielbiam język hiszpański i oglądam w oryginale wszystko jak leci, z przyjemnością wezmę na warsztat sezon 3., który – mam przeczucie – niebawem się pojawi. Chyba że nie, przez co nie dowiem się, która kobietę wybrał kapitan Nicolás Vázquez. Czy dam sobie z tym radę?:)

„Derry girls”

„Derry girls” to 12-odcinkowa sitcom z Irlandii Północnej. Na serię składają się 2 sezony, po 6 odcinków każdy.

Fabuła. Lata 90. XX wieku. Irlandia Północna. Pięcioro licealistów (4 dziewczyny i chłopak) mierzy się z rzeczywistością i problemami typowymi dla nastolatków. W tle ciągnący się latami konflikt pomiędzy katolikami a protestantami, działa IRA, podkładane są bomby. Ale nastolatki chcą kochać, bawić się. Mają swoje potrzeby i ponadczasowe problemy.

Czy serial „Derry girls” mi się podobał? Tak, chociaż miałam duży problem z tym, jak ugryźć i znieść grę aktorską głównej bohaterki, Erin Quinn (zwłaszcza w 1. sezonie, później albo się znieczuliłam, albo aktorka nieco spasowała). Było to okropne. Jej mimika była przebogata i karykaturalna, zdecydowanie nadużywana, przez co dziewczyna sprawiała wrażenie osoby mocno zaburzonej i pobudzonej.

Poza tym serial jest super. Zabawny, wręcz komiczny, ale i całkiem poważny. Nie spodoba się każdemu ze względu na klimat i konwencję. Jest dość szczególny. Moją ulubioną postacią jest dyrektorka szkoły, siostra zakonna Michael i Michelle Mallon. Czadowe babki. Nie, no w ogóle postaci tam są ekstra!

„Case”

„Case” („Dochodzenie”) to 9-odcinkowy serial islandzki. Dość dziwny. Surowy. Odważny. Dosłowny. Brutalnie szczery.

Fabuła: Czternastoletnia baletnica Lára zostaje znaleziona martwa w teatrze. Wszystko wskazuje na to, że popełniła samobójstwo. Nie wszyscy jednak wierzą, że dziewczyna mogła sama odebrać sobie życie. Ten serial to zawiłe dochodzenie, podczas którego bohaterowie piorą swoje brudy, a na jaw wychodzą straszne rzeczy.

Czy serial mi się podobał? Nie wiem. Jest to raczej propozycja dla koneserów. Kino islandzkie jest dla mnie jednak trochę wyzwaniem. Nie śledziłam akcji z zapartym tchem, choć intryga była ciekawa i przejmująca. Momentami miałam mętlik w głowie, zwłaszcza że mylili mi się bohaterowie – wielu wyglądało… tak samo. O imionach nie wspomnę.

Sam serial był dość dziwny. Surowy, wręcz toporny, dosłowny i bardzo odważny (sceny seksu, nagie zdjęcia małoletnich, sceny narkomańskie). Takie kino z niemiłymi dla oka bohaterami, brzydkimi wnętrzami i plenerami, nieporadną policją (od komendantki, przez detektywów, po informatyka. No naprawdę) i specyficznym klimatem. Rozumiem, że tak miało być, bo tak jest.

Jednocześnie podobała mi się niepoprawność, nieobliczalność, nieszablonowość i dwuznaczność – widziana zarówno w działaniach bohaterów, prowadzeniu fabuły, jak i samym sposobie realizacji serialu. Takie to było bardzo… nieeuropejskie.

„Borderliner”

„Borderliner” („Grenseland”) to 8-odcinkowy serial kryminalny produkcji norweskiej.

Fabuła. Detektyw Nicolai, by chronić rodzinę, tuszuje morderstwo. Gdy jego partnerka Anniken zaczyna podejrzewać podstęp, mężczyzna zostaje schwytany w niebezpieczną grę zacierającą granice między dobrem i złem.

Czy serial „Borderline” mi się podobał? Niekoniecznie. Mocny i ciekawy początek, a później nuuuda. Akcja ciągnęła się niczym gumka od majtek. Niby intryga fajna, wielowarstwowa i wielowątkowa, były i zwroty akcji, i zaskoczenia, ale wszystko to bylo jakoś beznamiętnie przedstawione. Wielki minus za zakończenie – wkurzające. Plus za fajny klimat skandynawskiego kryminału.

CDN

Monika Zalewska-Biełło

zdjęcia: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.