„Szkoła dla elity” – recenzja ognistego serialu. Nie tylko dla młodzieży

Można odnieść wrażenie, że tej jesieni, w wolnym czasie, nie robię nic innego, tylko oglądam filmy i seriale. To prawda (choć jeszcze czasem czytam). Okupuję zwłaszcza Netflix. I szalenie to lubię.

Ostatnio, dzięki nastoletniej córce i jej preferencjom kinematograficznym, wpadłam na „Szkołę dla elity” (oryg. hiszp. „Élite”). To kolejny, po „Riverdale” serial dla młodzieży. Kiedy zobaczyłam, że zagrało w nim troje bohaterów „Domu z papieru„, no cóż – po prostu go obejrzałam.

Do Las Encinas, najbardziej elitarnej szkoły w Hiszpanii, trafia trójka ubogich dzieciaków. Samuel, Nadia i Christian odmienią życie wielu uczniów – wywołają lawinę nieoczekiwanych przemian, decyzji i zdarzeń. Ktoś zginie.

Jeśli spodziewacie się, że „Szkoła dla elity” (niefortunny jest ten tytuł) to kolejny lekki, landrynkowy i płaski serial obyczajowy dla nastolatków, jesteście w błędzie. Oj, zdecydowanie czuć w nim hiszpański ogień.

Wprawdzie będzie o mniej lub bardziej ostrych imprezach, narkotykach, seksie i intrygach w zblazowanym świecie przyszłych przywódców, ale fabuła ma też ostry rys kryminalny, nie brakuje w niej prawdziwych problemów, kwestii moralnych czy społecznych, a także smaczków psychologicznych. Naprawdę dużo się w nim dzieje i jest gęsto. Idę o zakład, że co innego do serca wezmą sobie młodsi odbiorcy, a na co innego zwrócą uwagę ich rodzice (i super!).

„Élite” to taka skondensowana wizja świata. Gęsto tu, mrocznie i duszno. Sporo w serialu stereotypów i uproszczeń, ale sądzę, że inaczej się nie dało. Tak trzeba było, bo jak inaczej, w krótkim czasie, bez smętów, ale i bez zadęcia, ogarnąć taki wachlarz zdarzeń, emocji i tego, co między wierszami, gdy filmową rzeczywistość rozpięto pomiędzy dwoma skrajnościami: światem bogatych elit i posępną krainą biedoty.

Jednocześnie w „Szkole dla elity” jest wszystko, co być powinno, by serial z jednej strony był wciągającą rozrywką, a z drugiej – głosem (nawet cichym i nieśmiałym) w społecznej dyskusji, jakimś przyczynkiem do obserwacji i rozmyślań. Bo pozwala dostrzec pewne sprawy, inne rozrysowuje dość dobitnie. Otwiera oczy, każe „przymierzyć” pewne sytuacje, doświadczyć czegoś nowego.

Serial zdecydowanie może się podobać. Z jednej strony bezkompromisowy i bardzo niegrzeczny (odważne role, śmiałe sceny seksu i nastolatkowie, którzy bawią się, mówią i żyją jak dorośli), ale i poprawny politycznie (orientacje seksualne, religia, nietolerancja, poważne choroby). To świetne!

 

Serial emocjonuje, intryguje i wciąga. Ma świetną scenografię i doskonałe zdjęcia. Jest dynamiczny, świetnie przemyślany i zmontowany. Potrafi zaskakiwać – tak konwencją, jak i rozwiązaniami.

O fabule powiem tylko tyle, że jest fajnie przemyślana i poprowadzona. Podoba mi się jej konwencja i to, że choć wydaje nam się, że z odcinka na odcinek znamy bohaterów coraz lepiej, a i coraz więcej wiemy o tym, co się wydarzyło, i tak może się okazać, że nie wiemy nic.

No i wisienka na torcie – aktorzy. Ich grę i aurę, jaką otoczyli swoje postaci, oceniam bardzo wysoko. Mnie sobie kupili. Kto miał być drewniany – był, kto miał intrygować – intrygował, kto miał wzbudzać uczucia co najmniej ambiwalentne – też to zrobił. To zasługa nie tylko zdolnej młodzieży, ale i doskonałego rozpisania ról.

W obsadzie znaleźli się znani z „Domu z papieru”: María Pedraza, Miguel Herrán i Jaime Lorente. Pozostałe, nie mniej ważne role, zagrali: Itzan Escamilla, Miguel Bernardeau, Arón Piper oraz Ester Expósito.

Reżyseria – Ramón Salazar (Trzy metry nad niebem, Niedzielna choroba)  i Dani de la Orden (El Mejor Verano de mi vida, Party Town)..

1. sezon ma osiem odcinków. Wnosząc po zakończeniu, spodziewam się sezonu 2. Koniecznie zobaczcie zwiastun:

Monika Zalewska-Biełło

Zdjęcia: materiały prasowe

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW