„Ultraviolet” – świetny film z moją ulubioną aktorką. Mała recenzja

Na serial „Ultraviolet” wpadłam przypadkiem. Szukałam czegoś do obejrzenia po tym, jak za sprawą 6-sezonowej „Plotkary” wypadłam z netflixowego obiegu. Kiedy zobaczyłam, że główną rolę gra moja ulubiona aktorka, Marta Nieradkiewicz… Wiadomo.

Główną bohaterką serialu jest Ola, dziewczyna po przejściach, która jest świadkiem morderstwa. Kiedy Policja zamyka sprawę, uznawszy je za samobójstwo, dziewczyna zaczyna swoje śledztwo. Trafia na grupę internautów – Ultraviolet, która rozwiązuje różne, często beznadziejne, zagadki kryminalne.

W rolach głównych:

Marta Nieradkiewicz jako Aleksandra Serafin-Łozińska 
Agata Kulesza jako Anna Serafin 
Sebastian Fabijański jako Michał Holender 
Bartłomiej Topa jako inspektor Waldemar Kraszewski 
Marek Kalita jako Henryk Bąk
Karolina Chapko jako Dorota Polańska 
Paulina Chapko jako Regina Polańska 
Krzysztof Pyziak jako Markowski 
Viet Anh Do jako "Piast Kołodziej"

„Ultraviolet” to polski, 10-odcinkowy serial kryminalny wyprodukowany przez AXN. Jego akcja rozgrywa się w Łodzi – tam też realizowano zdjęcia. Serial oparty jest częściowo na prawdziwych historiach, inspiracją była też książka Debory Halber – „The Skeleton Crew”. Każdy odcinek to nowa zagadka do rozwiązania, choć w tle nieustannie pojawiają się inne wątki, łączące serię w zgrabną całość. To taki trochę Ojciec Mateusz” w nowoczesnym wydaniu.

Serial jest moim zdaniem świetny. Jak to się stało, że go przegapiłam? Okazuje, nie tylko ja nie wiedziałam o istnieniu rodzimego tytułu na Netflixie. „Ultraviolet” w 2017 roku przeszedł niemal bez echa, a jeśli już ktoś coś o nim mówił, wyrażał się chłodno bądź brzydko. Podobno to się zmieniło i serial przeżywa właśnie drugie życie. Lepsze – i za granicą.

Jestem entuzjastką „Ultravioletu” i żałuję, że ta przygoda już za mną. Bo bardzo mi się w nim wszystko podobało. Może historie były za mało wnikliwie przedstawione, a wątek obyczajowy zaledwie liźnięty, ale rozumiem – taka była konwencja (nowoczesna i bardzo „amerykańska”), takie ograniczenia nakładał czas, na jaki rozpisano odcinki. Ale za to jest to projekt świeży, nowatorski, oryginalny, niesztampowy i bardzo dynamiczny. Jeśli niewiele mówi, to sporo sygnalizuje. On jest taki – w ogóle i szczególe, z założenia i w realizacji – bardzo nie polski.

Opowieści i śledztwa zawsze wciągają, choć samo ich rozwiązywanie jest dla mnie jak science-fiction. Niekoniecznie znam się na e-możliwościach, nie do końca czaję potencjał internetu.

To nie zagadki kryminalne robią tu wrażenie, ale sposób ich rozwiązywania, który pokazany jest bardzo rzeczywiście (co potwierdzą bardziej zorientowani w informatyce). Aktorzy nie udają, że dekodują Enigmę za pomocą kalkulatora i ściany liczb, a sam widz nadąża nad każdym etapem rozwiązania. źródło

Szalenie podobali mi się aktorzy. Marta Nieradkiewicz, w tak innym, niż ją znam, wydaniu, była doskonała. Grała tak naturalnie, jakby się bardzo dobrze w takiej konwencji czuła i doskonale bawiła. Czasem jej kreacja trącała mi improwizacją. To było świetne! Grana przez nią Ola, szukająca sprawiedliwości i odpowiedzi, tworząca ze swoją brygadą CSI w wersji amatorskiej, wypadła bardzo przekonująco. I sympatycznie. I PRAWDZIWIE. Brawo! Ale nie mniej dobrze odebrałam pozostałych bohaterów – tak ze stałej obsady, jak i tych, którzy pojawiali się w epizodach. Super!

Chciałam na koniec napisać, że oglądając „Ultraviolet” dobrze się bawiłam. Ale to nie jest dobre określenie, ponieważ ten serial jest momentami mocny, przerażający i dołujący. Nie jest specjalnie komfortowy w odbiorze, zarówno jeśli chodzi o materię, którą zawiera czy zdjęcia, które nie pozostawiają wiele miejsca dla wyobraźni. Tak czy inaczej obejrzałam go i zostałam fanką. Z niecierpliwością czekam na sezon 2. – mam nadzieję, że powstanie. Bo powinien.

Monika Zalewska-Biełło

zdjęcia: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW