„Złota klatka” Camilla Läckberg. Recenzja książki

Zacznijmy od tego, że uwielbiam pióro, optykę i pokrętne kreacje literackie Camilli Läckberg. Jej Saga o Fjällbace jest mi bardzo, bardzo bliska. Ze „Złotą klatką” mam jednak pewien problem.

Pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału. Inteligentna i piękna Faye ma wszystko – wspaniałego męża, ukochaną córeczkę i luksusowy apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu. Jednak pozory mogą mylić… (…) Kiedy Jack i ich córka Julienne nie wracają z rejsu łodzią, a policja dostrzega w mieszkaniu kałużę krwi, podejrzenie szybko spada na męża Faye. Co przed nią ukrywa? Czy zabił własną córkę? Nic w życiu Faye nie będzie już takie, jak do tej pory. „Złota klatka” to trzymający w napięciu thriller o determinacji, sile charakteru i brutalnej zemście.

Siedząc w „Złotej klatce” czułam się nieswojo. Za lekko mi było, za gładko, zbyt spektakularnie, choć ani sytuacje, ani bohaterowie nie byli ani prości, ani łatwi. Choć po lekturze, jak i w trakcie, można doświadczyć jakiegoś rodzaju ciężaru, wynikającego z powagi i trudnej sytuacji postaci, czuć emocje i jest o czym myśleć, ta książka nie jest dla mnie niczym więcej niż babskim czytadłem. Miałam wrażenie, że napisała ją Emily Giffin (która lubię, choć może lubiłam, bo podpadła mi jedną z ostatnich książek, w której ostro przedawkowała z bejsbolem – „Ten jedyny”?).

Ale żeby nie było – nie jest też źle, naprawdę. „Złota klatka” (i kolejne, jak mniemam, części) może się podobać i odnieść sukces, ale czy zdobędzie serca? Tego nie wiem. Jeśli chodzi o mnie, z pewnością je przeczytam, ale na pewno nie będę czekać na nie tak, jak czekałabym na 11. część sagi z Eriką i Patrikiem.

„Złota klatka” nie jest trzymającym w napięciu thrillerem. To powieść obyczajowa o determinacji, sile charakteru i brutalnej zemście, w której wszystko idzie… gładko. Może przez to wydała mi sie nieprawdopodobna i nieco naiwna (choć mam na uwadze, że życie pisze przeróżne scenariusze). Choć są momenty, w których autorka stawia sprawy na ostrzu noża, choć jest bezkompromisowa, choć się stara, nie ma tu magii, wyjątkowego klimatu i tego czegoś.

Książka nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Choć miała potencjał, coś nie zagrało. Może po prostu „Złota klatka” nie spotkała się z moimi oczekiwaniami, potrzebami i wrażliwością. Tak na marginesie – mam przeczucie, że tę historię świetnie oglądałoby się na dużym ekranie. Bo jest widowiskowa. Może nawet za bardzo.

Monika Zalewska-Biełło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.