Kościelisko i okolice – 6 fajnych miejsc. Tatry z dziećmi

Co roku, wracając z Chorwacji, na dwa dni zatrzymujemy się w polskich górach. Tym sposobem zaglądaliśmy w Beskidy i w Bieszczady, w tym roku postanowiliśmy zobaczyć Tatry latem (bo zimowe oblicze już znamy).

Zatrzymaliśmy się w Kościelisku, w niedużej góralskiej chacie przytulonej do Polany Szymoszkowej. Kiedy dojeżdżaliśmy do apartamentu nocą, mieliśmy wrażenie, że oto dotarliśmy na koniec świata, zagubiliśmy się w lasach i czasoprzestrzeni. Rano okazało się, że jesteśmy w centrum absolutnie wszystkiego. Na wyciągnięcie ręki było i „centrum cywilizacji”, i dzika przyroda, pastwiska dla kóz i krów (dla dzieci z miasta to egzotyka, dla nas miłe dla oka sielskie widoczki), wyciąg Szymoszkowa i Gubałówka, szlaki turystyczne, no i zapierająca dech w piersiach panorama Tatr. Nasze serca zdobył Giewont – Śpiący Rycerz. Robi chłopak wrażenie.

 

W ciągu 2 dni nie da się zobaczyć wszystkiego. Musieliśmy też, planując trasę, mieć dla siebie litość. Za nami była strasznie mecząca podróż, przed nami niewiele mniej spalająca trasa. Do tego w ekipie mamy osobników ze słabymi kolanami, nietęgą kondycją i alergią… zwłaszcza na długie łażenie (ja się zaliczam do tej ostatniej frakcji – po 5. godzinie marszu rozwodzę się z mężem, a wściekam na wszystko). Z tychże powodów nasz plan wakacyjnego epizodu w Tatrach wyglądał następująco: dzień pierwszy upłynął nam poda hasłem Dolina Chochołowska. Dzień drugi – Dolina Kościeliska. I było super.

Kościelisko i okolice – 6 fajnych miejsc

Co nam się najbardziej podobało? Co zapamiętamy? Na pewno nie Krupówki wieczorową porą. Udało nam się odwiedzić 6 fajnych miejsc:

Dolina Chochołowska

Dolina Kościeliska

Polana Szymoszkowa/Gubałówka

Jaskinia Mroźna

Zajazd Tatrzański

Bacówka na polanie Biały Potok

Dolina Chochołowska

Dolina Chochołowska, obok Doliny Kościeliskiej, to turystyczny klasyk. Idę o zakład, że znajdują się na liście „miejsc do odwiedzenia” każdego tatrzańskiego gościa. Też chcieliśmy ją zobaczyć.

Dolina Chochołowska jest najdłuższą i największą doliną leżącą w obrębie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ma długość około 10 km i zajmuje powierzchnię około 35 km 2. Swą nazwę zawdzięcza znajdującej się kilka kilometrów od niej miejscowości Chochołów.To idealne miejsce do spacerów dla rodzin z dziećmi i osób starszych, ponieważ szlak biegnący jej dnem jest szeroki i łatwy do pokonania. Można też zrobić skok w bok – od wyznaczonej trasy odchodzi wiele szlaków prowadzących na okoliczne szczyty, co uczyniliśmy.

Ponieważ na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązują opłaty (przeznacza na tworzenie i utrzymanie infrastruktury turystycznej i edukacyjnej, ochronę przyrody i wsparcie Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego), trzeba kupić bilet. Normalny kosztuje 4 zł, a ulgowy – 2 zł.

Na zachętę podrzucam kilka zdjęć. Jeśli chcesz zobaczyć ich więcej (dużo więcej!) i przejść nasz szlak z dnia pierwszego, prowadzący w początkowym odcinku przez Dolinę Chochołowską, zapraszam Cię TU.

Dolina Kościeliska

Dolina Kościeliska przywitała nas w asyście niespecjalnie miłej pani z bramki, bezzębnego pana parkingowego i tłumem turystów, a także dynamiczną aurą: deszczem i lejącym się z nieba żarem na przemian. Punktem kulminacyjnym naszej trasy była Jaskinia Mroźna. Trasa do niej nie wyróżniała się specjalnie niczym, za to później nie mogłam wyjść ze zdumienia – znaleźliśmy się w krainie Hobbitów i  Władców Pierścieni. Widoki były naprawdę imponujące, podobało nam się bardzo.

Na zachętę podrzucam kilka zdjęć. Jeśli chcesz zobaczyć ich więcej i przejść nasz szlak z dnia drugiego, prowadzący przed Dolinę Kościeliską, zapraszam Cię TU.

Zajazd Tatrzański

Ponieważ na Gubałówce nie można zjeść niczego, co nie ma w sobie mięsa (bar, który serwował pierogi ruskie nie dość, że nie miał terminala, to i strasznie huczał TV), w poszukiwaniu późnego obiadu zjechaliśmy na dół, do Kościeliska. I tak przypadkiem, w pośpiechu napędzanym głodem, trafiliśmy na Zajazd Tatrzański. Wprawdzie płatność także była „tylko gotówką”, ale tu – na szczęście – istnieją bankomaty.

W Zajeździe Tatrzańskim znalazłam się w kulinarnym raju, czyli na wakacjach u babci. Nie jem mięsa, a znalazłam coś dla siebie. Skusiłam się na zupę pomidorową, zasmażaną kapustę i pierogi ruskie – a nie były to jedyne dania bezmięsne. Pozostali członkowie brygady – jak zawsze – zaserwowali sobie placki węgierskie oraz klasykę, czyli schabowe z dodatkami.

Nasze brzuchy i podniebienia dwukrotnie wyszły z zajazdu bardzo zadowolone. Z pewnością będziemy tu wracać. Mam wrażenie, że ten lokal to taki fajny pewnik.

Na uwagę zasługuje również niespotykana wręcz życzliwość, uprzejmość i luz personelu. Co to za mili, otwarci i sympatyczni ludzie! Czuliśmy się u nich bardzo dobrze.

Polana Szymoszkowa i Gubałówka

Stacja Narciarska Polana Szymoszkowa to ośrodek narciarski położony w Zakopanem, na południowym zboczu Gubałówki (dolna stacja). Górna stacja jest położona w gminie Kościelisko.

Szymoszkową zdobywaliśmy codziennie, można powiedzieć, bo w jej towarzystwie pijaliśmy poranną kawę. Kiedy my wychodziliśmy z kubkami w rękach i spacerowaliśmy po trawie pokrytej rosą i krowimi plackami, mijały nas pierwsze grupki wspinających się nań turystów, inni zerkali na nasze czubki głów z poziomu kolejki. Byliśmy w dziczy, ale o intymności mowy nie było. Co było w sumie zabawne.

Czy wiecie, że niemal każdy, kto zobaczy kozę, mówi „beeee”?.

To, co na Szymoszkowej zachwyca, to widok – panorama Tatr w pełnej krasie. To naprawdę warto zobaczyć. Gdybyśmy nie mieli tego w zasięgu, jak nam się udało, na pewno dołączylibyśmy do tłumu turystów, którzy na własnych nogach bądź kolejką linową wspinali się na szczyt Polany Szymoszkowej, by zobaczyć Giewont, górskie szczyty oraz panoramę Zakopanego i okolic. Zdecydowanie warto (choć rodzinny przejazd kolejka to dość kosztowna sprawa). Tu znajdziesz cennik Szymoszkowa.

Na szczęście widoki te są dostępne także z perspektywy Gubałówki oraz górnej stacji narciarskiej, do których można dojechać samochodem bądź dojść pieszo.

Jaskinia Mroźna

Jaskinia Mroźna znajduje się w Dolinie Kościeliskiej i jest chętnie konsumowaną atrakcją turystyczną. Ma długość 571 metrów (z czego trasa zwiedzania wynosi ok. 480 m) i przebija na wylot masyw Organów. To jedna z sześciu jaskiń w Tatrach Polskich, udostępnionych dla turystów. Jako jedyna ma oświetlenie elektryczne. Jej nazwa pochodzi od niskiej temperatury (ok. 6 ⁰ C) panującej we wnętrzu oraz charakterystycznego białego nalotu na ścianach przypominającego szron (mleko wapienne).

Jaskinia – to brzmi dumnie, tymczasem na tych, którzy spodziewają się kadrów niczym w filmach przyrodniczych bądź katastroficznych (jak kto woli), czeka rozczarowanie. Jaskinia Mroźna, tak naprawdę, to poziomy, pojedynczy tunel, momentami bardzo wąski i niski.

Ktoś powiedział, że to bardziej bunkier o szczelinowato – zawaliskowym charakterze, wpuszczanie turystów w maliny i udostępnianie na siłę nieatrakcyjnego obiektu w celach zarobkowych. Ale czy ja wiem? Owszem, faktycznie coś w tym jest, ale i bez przesady. My wybraliśmy tę jaskinię świadomie – jest świetna na początek przygody z górami i jaskiniami, a że nie jest ekstremalna, to odnajdą się w niej i dzieciaki, i „niegramotni” dorośli.

Zwiedzanie jaskini trwa około 40 minut, choć miałam wrażenie, że spędziliśmy w niej co najwyżej kwadrans. Czy mi się podobało?

Choć podziemny świat nie przyprawił mnie o estetyczne oszołomienie – nie dopatrzyłam się w nim stalaktytów, stalagmitów i innych imponujących draperii, o których mówiło się na geografii, to i tak penetrowanie korytarza było dla mnie pełne wrażeń. Wąski korytarz, turyści ustawieni gęsiego, niemal zerowe możliwości manewru… Wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze. Było mi nieco… klaustrofobicznie, dlatego myślę, że osoby nie lubiące małych, zatłoczonych przestrzeni mogą mieć z Jaskinią Mroźną pewien problem.

Wejście do Jaskini Mroźnej jest płatne. Cena biletu normalnego wynosi 4 zł. Dzieci do lat 6 wchodzą za darmo. Bilety można zakupić w kasie przy samym wejściu do jaskini.

Dodatkową atrakcją jest fajny widok po wyjściu z jaskini.

Bacówka na polanie Biały Potok

 

Bacówka na polanie Biały Potok, położona między doliną Kościeliską a Chochołowską, na Polanie Biały Potok w Witowie to jeden z najjaśniejszych punktów naszego pobytu w Kościelisku. Trafiliśmy do niej przypadkiem. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że to miejsce słynie z najlepszych oscypków i serów tatrzańskich. My zapamiętamy je także z powodu niezwykłej gościnności oraz serdeczności.

Dużo w bacówce pozytywnej energii – i byliśmy nią naprawdę poruszeni. Było to o tyle silniejsze wrażenie, że trafiliśmy tu zaledwie chwilę po tym, jak zostaliśmy potraktowani jak turystyczne zdesperowane lamy czyt. zrobieni w bambuko przez obrotną panią z Kościeliska i jej przemądrzałego wnuka (oscypki z lodówki? z zamrażarki? i ta cena!).

Tradycje pasterskie w Bacówce na polanie Biały Potok sięgają już XVII w. Na naszym szałasie możecie Państwo delektować się smakiem prawdziwych oscypków. To rodzaj twardego owczego sera, solonego i wędzonego. Oscypek dojrzewa naturalnie i wraz z czasem nabiera smaku, można go kupić od maja do października. Wszystkie nasze sery robione są z mleka owczego i krowiego, według specjalnej pochodzącej z ojca na syna, kilkusetletniej receptury, a następnie wędzone drzewem nieżywicznym, liściastym – olchą albo bukiem.

Wybór i smak oscypków, mnogość asortymentu i dobre ceny to jedno. Ale wartością dodaną była fajna aura. Wyobraźcie to sobie: chłodny wieczór, zapadał zmrok, mgły unosiły się nad łąkami. W powietrzu czuć było oddech nocy i zapach wydobywający się z wędzarni. Zwierząt już w zagrodach nie było, ale to nic. Po zakupach gospodarz wręczył nam tacki, oscypki, żurawinę i nakazał grillować w izbie na tyłach „bacówki”. To był mini skansen – co tam panował za klimat! Relaks, ciepło ogniska i podróż w czasie. I to właśnie zostanie nam pod powiekami – ten ostatni kadr z Tatr.

 

mzb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW