Tatry z dziećmi. Dolina Chochołowska – na start

Zawsze chciałam tu być, choć przyznaję, że kiedy myślę „Chochołowska”, od razu widzę polanę pełną krokusów. Nie było nam dane ich zobaczyć, ponieważ lipiec to nie wiosna, a choć maszerowaliśmy Doliną Chochołowską, do Polany Chochołowskiej nie dotarliśmy. Ale taki był plan na nasz pierwszy dzień z dwóch, które – w drodze powrotnej z Chorwacji do domu – mieliśmy spędzić w Tatrach, w okolicy Kościeliska, gdzie nocowaliśmy. W zeszłym roku takie transferowe wycieczki urządzaliśmy sobie w Bieszczadach, a we wcześniejszych latach – w Beskidach.

Dolina Chochołowska – na start

Startowaliśmy z parkingu znajdującego się maksymalnie blisko wejścia. Podobało nam się, że pan parkingowy nie naganiał nas, wykonując dziwny taniec, jak to inni mają w zwyczaju, a i nie chciał kosmicznych pieniędzy za usługę. Było miło i z klasą, co w naszych górach, Tatrach zwłaszcza, wcale takie oczywiste nie jest.

Dolina Chochołowska jest najdłuższą i największą doliną leżącą w obrębie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ma długość około 10 km i zajmuje powierzchnię około 35 km kw. Swą nazwę zawdzięcza znajdującej się kilka kilometrów od niej miejscowości Chochołów.

Dolina Chochołowska to obowiązkowy punkt programu dla wszystkich przebywających w Tatrach, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi i osób starszych, ponieważ szlak biegnący jej dnem jest szeroki i łatwy do pokonania. Można też zrobić skok w bok – jak i my uczyniliśmy – ponieważ od wyznaczonej trasy odchodzi wiele szlaków prowadzących na okoliczne szczyty.

Dolina Chochołowska znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązują opłaty (przeznacza na tworzenie i utrzymanie infrastruktury turystycznej i edukacyjnej, ochronę przyrody i wsparcie Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego). Trzeba zatem kupić bilet. Normalny kosztuje 4 zł, a ulgowy – 2 zł.

Naszą trasę – genialną, piękną, atrakcyjną, choć troszkę wymagającą (poradziły sobie z nią jednak dzieci z podstawówki, także z klas pierwszych oraz ja, najsłabsze ogniwo) kierownicy wycieczki poprowadzili następująco: Dolina Chochołowska, Siwa Polana, Dolina Dudowa, Polana Biały Potok.

Do przejścia mieliśmy 11.6 km, które powinniśmy pokonać w 4 godziny. W ile pokonaliśmy, tego nie wiem, ale trochę to trwało. To zrozumiałe – na trasie mieliśmy nie tylko ostre wejścia i strome zejścia, ale także strumyki (ratowały moim stopom życie), bagna, zapierające dech w piersiach widoki, które trzeba było porządnie pokontemplować. Się działo!

Nie wiem, czy to zmęczenie, czy nadmiar świeżego powietrza, ale w zwyczajnych okolicznościach przyrody materializowały mi się różne historie. W kamieniach widziałam prosiaki, a w omszałych korzeniach – pterodaktyle. Widzicie je?

Ale to było później, już w lasach. Sam początek naszej trasy, asfaltowa droga, która po jakimś czasie zamieniła się w żwirową, wydawała się dość nudna i tak miejska, że dzieci żałowały, iż nie wzięły hulajnóg. Starszyzna nie narzekała, ale tak serio to dopiero kiedy skoczyliśmy w bok, zaczęła się prawdziwa przygoda.

Ta trasa, tak jak każda wykreowana przez kierownika bądź kierowniczy team, była super. Urozmaicona, bardzo atrakcyjna dla oka, ale i nie tak wyczerpująca, jak wszystkie do tej pory. O jak mi się podobało! Nie trzeba było, jak w Beskidach, wspinać się godzinami, by na szczycie, u celu, osiągnąć na chwilę efekt łał, po czym znów schodzić na dół godzinami. Tu, jak w Bieszczadach, za każdym rogiem czekała niespodzianka, choć było bardziej dynamicznie, różnorodnie i zaskakująco.

Nie mogłam oderwać aparatu od mijanych okoliczności przyrody i elementów scenerii. I tak od pierwszego do ostatniego kroku. Wiem jedno – na pewno tu wrócę. Zarówno po to, by nie zbaczać z Doliny Chochołowskiej i dotrzeć nią do Polany, jak i nie raz skoczyć z niej w bok. Tatry są niesamowite.

Jeśli masz ochotę zerknąć na naszą trasę i Dolinę Chochołowską moim okiem, zapraszam na spacer:

Podobało mi się szalenie – nie było monotonii, a za każdym rogiem, pagórkiem i górką czekał na nas efekt łał.

Widzicie nos Śpiącego rycerza? Giewont mnie hipnotyzował.

 

Monika Zalewska-Biełlo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.