Za co lubię Mikołajki i okolice. Blablabla i fotostory

Bardzo lubię Mikołajki. Mam do nich wielki sentyment. Czasem jednak, w sezonie zwłaszcza, zastanawiam się nad ich fenomenem. Obiektywnie – co w nich fajnego i wyjątkowego, ze ściągają tu tłumy?

5

Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej wizyty w Mikołajkach. Zarówno dlatego, że zmieniła wszystko, ale i z zupełnie innego powodu – z racji piorunującego pierwszego wrażenia, jakie na mnie wywarło miasteczko.

To był rok 1994, lipiec. To, co mnie uderzyło najpierw, to liczba sklepików ze złotem i bursztynami. Miasteczko zdawało się od nich świecić, mienić się i błyszczeć. Łał! Zupełnie jakbym znalazła się w bursztynowej galaktyce.To był inny świat. Eldorado. Dopiero później dostrzegłam tłumy ludzi, którzy spacerowali po rynku w kostiumach kąpielowych lub w okropnie drogich, cholernie fajnych ciuchach. Ale oprócz pieniędzy i woni snobizmu czuć było coś jeszcze – życie, wakacje, beztroskę, zadowolenie, luz. Mikołajki miały wyjątkowy klimat. No i miały w sobie coś z rasowej wioski żeglarskiej. A dziś?

4

Dziś w moim odczuciu w Mikołajkach i z Eldorado, i z wioski nie zostało wiele. Odnoszę wrażenie, że miasteczko w ogóle ma niewiele wspólnego z tym sprzed 20. lat (ale to zabrzmiało! Jakbym była wiekowa!), a i mikołajscy goście są bardziej przypadkowi. Nie to, że jest gorzej – nie oceniam i nie „gatunkuję”, to nie tak. Jest z pewnością inaczej. Mikołajki są nowoczesne i trendy, wyprane z retro wdzięku. Może przez to właśnie są bardziej zwyczajne, ale wciąż fajne. I nadal je szalenie lubię.

DSC_0131-001

Mikołajki to taki tygiel, a może bardziej kociołek, w którym jest i gorąco, i różnorodnie. Zdecydowanie się dzieje! Mikołajki są prawdziwym MIKSEM – wszystkiego. Skrajności zwłaszcza.

1

2

Za co lubię Mikołajki?

Za klimat: rozwrzeszczaną, wakacyjną atmosferę, ale i aurę posezonowej zadumy, która tonie w ciszy.

Za arbuzowy zapach jeziora i za obłędne widoki. Za setki łodzi.

Za panią parkingową – za jej wdzięk i finezyjne kapelusze (czy w tym sezonie ktoś ją już widział?).

Za to, że są wybiegiem, na którym można odnaleźć każdy nurt modowy. I każdy czuje się wyjątkowy.

Za to, że choć same są ucieczką, można uciec i od nich – okolice Mikołajek, ale i samo miasteczko „od kuchni” są niesamowicie urokliwe.

Za gofry z bitą śmietaną i ananasem (choć kosztują 11 zł, co uważam za przegięcie) i lody świdry.

Za kolory, nade wszystko trio: biel, czerwień i granat. Lubię!

Za fantazję. Za rodzinę, która wraz z wózkiem i zakupami z Biedronki pomyka w siną dal, jak i za panów żulersów, którzy mają w nosie konwenanse.

Za bardzo miejską plażę i za to, że są jeszcze zaciszne miejsca, gdzie można posiedzieć w ciszy na pomoście.

Za różnorodność i kompilacje… wszystkiego, skrajności nade wszystko. Tu tłem jest to, co piękne i brzydkie, stylowe i kiczowate, stare i nowe, przaśne i wysmakowane, swojskie i nie z tej ziemi.

DSC_0649

DSC_0650

DSC_0652-001

6

DSC_0639-001

DSC_0644-001

DSC_0648-001

DSC_1061-001

7

Clipboard02

DSC_0027-001

DSC_0149

DSC_0180

DSC_0182

DSC_0194

DSC_0420-001

DSC_0447

DSC_0474-001

DSC_0530

DSC_0572

DSC_0590-001

DSC_0629-001

DSC_0633-001

 

DSC_1071

DSC_1087

DSC_1097

DSC_1111

mi

mi1

mi6

mi7

DSC_0130

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.