Chorwacja – raj dla polskiego plebsu?

Na jednym z popularnych blogów lajfstajlowych przeczytałam niedawno (może nie dosłownie i nie wprost, ale taka była wymowa artykułu i – nade wszystko – kilkudziesięciu komentarzy czytelniczek), że do Chorwacji na wakacje jeździ niemal wyłącznie polski plebs, ponieważ po pierwsze tylko na taki zagraniczny wyjazd ich stać, a po drugie jak się nic poza Chorwacją nie widziało, to się nie ma porównania. One naturalnie zdecydowanie wolą coś lepszego, mniej banalnego.

Zszokowałam się, bo nigdy bym tak źle i płasko o Chorwacji nie pomyślała (choć przyznaję, że zanim dotarliśmy do Cro po raz pierwszy, podejrzewałam ją o prozaiczność, ale za to przeprosiłam). Jestem Cromaniaczką, a w przyszłym roku spędzę w Chorwacji 7 urlop z rzędu – i nie dlatego, że nie mam wyboru i nic nie widziałam, a dokładnie przeciwnie.

Tak mnie to zdumiało, że zaczęłam temat rozkminiać i w rezultacie wylał mi się w głowie słowotok. Poniższe wyróżnione fragmenty nie są cytatami, a silnie do nich nawiązują – przeredagowałam je, bo nie chciałam zachować się nieelegancko.

19621200_1616535545031846_6013994321475092969_o

Chorwacja jest owszem, piękna, ale to kraj raczej banalny i zwyczajny, jakich wiele. Mnie nie urzeka. Zakochani w niej Polacy dorabiają do tych wyjazdów ideologię, bo co mają robić – często na nic innego ich nie stać albo nic innego nie widzieli.

Dotychczas wydawało mi się, że do Chorwacji jeździ się, bo jest piękna, różnorodna, klimatyczna, ma wyjątkowe walory (ten lazur!), zachwycające okoliczności przyrody (także podwodnej), fantastyczne warunki do snorkelingu (podstawa!), bo to raj dla dzieci (zwłaszcza) i ocean rekreacyjnych możliwości, a nie dlatego, że jest tanio i blisko. Jakby taką miarę przyłożyć, to jeździlibyśmy tłumnie do Bułgarii, może na Węgry. Bo jest i taniej i bliźej, i też ładnie, z gwarancją pogody właściwie w pakiecie. Ale Chorwacja? No serio?

Byłam urlopowo w kilku miejscach, choć faktycznie ograniczałam się do Europy. Lazurowe Wybrzeże, Włochy, Hiszpania (Costa Dorada), wybrzeże Francji, Sardynia. Tylko Sardynia jest w stanie równać się ze wszystkomającą Chorwacją. W pozostałych przypadkach, choć na lądzie było cudownie (uwielbiam zwłaszcza Hiszpanię i Włochy), to na plaży wakacyjnie, podwodnie wiało nudą – i to jest ogromny minus. Nie dalibyśmy rady plażować 2 tygodnie, skacząc po falach i budując zamki z piasku, no a ile można zwiedzać z dziećmi o naturach syren, w 30-stopniowym upale.

pag filmik

Dalmacja to najpiękniejsze miejsce na Ziemi? Ta, jasne! Najłatwiej tak powiedzieć, kiedy nie widziało się innych miejsc. Malediwy, Aruba, Dominikana – Polacy są za biedni, by myśleć egzotycznie.

No faktycznie, gdybym miała zasoby finansowe, które pozwoliłyby mojej rodzinie na wyjazd w naprawdę egzotyczne regiony, gdzie można ponurkować, nie wahałabym się. Kogo jednak na to stać? Prawdopodobnie z tego też względu nie walą tam tłumy rodaków.

O Zanzibarze czy ZEA mogę pomarzyć, a w Europie, jeśli chodzi o nas i nasze wakacyjne preferencje, Chorwacja ma tylko jedną konkurentkę, a jest nią Grecja. Marzymy o greckich wyspach lub o Grecji choćby lądowej, niestety region ten ma jeden feler – za daleko nań samochodem, a wizja prób upchnięcia tych naszych wszystkich rurek, masek, płetw, pianek oraz innych wakacyjnych dmuchańców do walizek… No jakoś nas to studzi.

IMG_9396

Wielu moich znajomych jeździ do Chorwacji i się zachwyca – bo tanio, bo blisko. Byłam raz i mi wystarczy. Owszem – jest pięknie, ale nie wyjątkowo. Przeraziła mnie plaża w Makarskiej. Czym się zachwycać w Omiśu? Przecież tam jest jak w Łebie. Wolę wyjechać na 7 dni na Majorkę.

Powiem tak – Chorwacja widziana z perspektywy Makarskiej, Omiśa czy choćby Ciovo w szczycie sezonu faktycznie jest nieporozumieniem. To chyba najgorsza turystyczna opcja. Wiem, że wielu osobom taki klimat odpowiada, jednak dla nas wizyta w Makarskiej była wakacyjną traumą.

Ale że Majorka? Trudno byłoby mi uznać 7 dni na Majorce za wakacje marzeń, nawet jeśli miałyby odbywać się w rytmie ollinkluziw.

DSC_0740

Większość Polaków jadących do Chorwacji urlopuje „po taniości”. Mieszka w apartamentach czy hotelach o żenującym standardzie, do tego wiozą ze sobą auto jedzenia, w tym słoiki, a także materace do spania, żeby było taniej. Do tego te ich stroje! Klapki basenowe ze skarpetami i kur.. na ustach, chamskie dziary i tlenione blond włosy plus makijaż wieczorowy (w przypadku turystek). Polak na wakacjach w Chorwacji to wieśniak Europy.

Zawsze mieszkamy w pięknych, nowych apartamentach z widokiem na morze (nigdy nie zapłaciliśmy za nie więcej niż 70 euro za dobę). Nigdy nie widziałam Cebulaka z materacem, do tego mieszkającego w chorwackich slumsach, ale kto wie – może nie jeździmy tam, gdzie powinniśmy, by wyrobić sobie takie właśnie zdanie o polskich współtowarzyszach urlopu.

Najczęściej ci Polacy, których spotykamy, są ładni, bo mili i uśmiechnięci, wielu z nich to zapaleni cromaniacy. Zdarzają się, to oczywiste, prawdziwe Buraki (i to jakie!). Wiem jednak, że nie każdy napotkany w Cro Burak jest Polakiem, a nie każdy Polak to Burak. O! W tym zakresie buraczaną mekką jest wielkoeuropejska Novalija na Pag, w której nie usłyszeliśmy i nie zobaczyliśmy żadnego krajana.

Widziałam za to – przyznaję – karton pomidorów wiezionych z Polski „na tylnej szybie”, zgrzewkę czarnego Specjala i polską kiełbasę na grilla i ocean Żywca na plaży w Makarskiej. Tak, czasem ocieramy się o żenadę i dziadowanie, ale nie musimy z tego powodu czuć się solidarnie gorsi, zresztą naszą przedsiębiorczość – także spożywczą – często biją na głowę inne nacje, które nie mają powodów, by oszczędzać.

No właśnie – nie każdy lubi robić weki, nie każdy dziaduje hobbystycznie, może i wolałby zjeść w restauracji (choć wciąż wożenia do Chorwacji piwa czy pomidorów nie rozumiem – to perwersja normalnie:)), ale cóż: dla niektórych wakacje o umiarkowanym standardzie to jedyna dostępna opcja. I nic mi do tego.

DSC_0382-001

Tak samo jest ze strojem (nie tylko Polacy noszą skarpety do sandałów, naciągają spodenki po pachy, a nie każda kobieta w aseksualnych rybaczkach pochodzi znad Wisły). Wydaje się, że gust to rzecz indywidualna, a nie zjawisko o narodowościowym charakterze. Po co więc wrzucać wszystkich do jednego wora, stać obok i z pogardą jeszcze pokazywać paluchem?

Co do kultury osobistej niskiej też nie jesteśmy liderami, bo choć nadal uważam, że największym przekleństwem jest posiadanie za sąsiada zza ściany lubiącego piwo Ślązaka, który przyjechał z gromadką rozwrzeszczanych dzieci i hardą żoną, całodobowo musztrującą zarówno rodzinę, jak i wszystkich wokół, donośnym głosem i gwarą, to jednak nie kto inny, a emeryci z zachodniej Europy najczęściej taranowali mi dzieci, przepychając się gdzieś tak, jakby stali w kolejce po kiełbasę za czasów komuny. Nie były to subtelne przepychanki, nie była to moja histeria, ponieważ w dwóch skrajnych przypadkach mój 4-letni wówczas syn o mało nie spadł ze skałki na finiszu spaceru po KRKA, a kilka lat później został prawie zepchnięty z trapu, kiedy czekaliśmy grzecznie na swoja kolej, by wejść na stateczek wypływający ze Splitu. Anglo- i niemieckojęzycznym staruszkom bardzo się spieszyło.

pag

Dziewczyny o ekskluzywnych głowach!

Dziewczyny o ekskluzywnych głowach (a przynajmniej o ekskluzywnych aspiracjach) i deklaracjach – jestem zażenowana Waszymi trzydziestoma komentarzami w tonie jak wyżej. Czytanie ich, choć nie było komfortowe, pozwoliło mi na wiele rzeczy spojrzeć szerzej – nie tylko na Chorwację, ale i na nas, społeczeństwo jako takie. To było w pewnym sensie fascynujące, choć obraz drażnił. Bo to nawet nie o ten plebs chodzi – nigdy się nim nie czułam i nie bije to we mnie. Poirytowało mnie to, co się tam zadziało – to ocenianie innych przez pryzmat własnego, często wąskiego światopoglądu, to sortowanie ludzi na lepszych i gorszych (biedniejszych/bogatszych, ładniejszych/brzydszych) tylko po to, by móc poczuć się lepiej, bardziej światowo i egzotycznie. Co to trzeba mieć w głowie? I dlaczego? I to, że lepszy i gorszy sort dotarł aż tutaj, bo na urlop… Choć w sumie kiedy można sobie dodać kilka punktów do samooceny, to każda okazja staje się dobra.

Wiem jedno – każdy, tak w życiu, tak i na wakacjach, szuka czegoś innego, każdemu co innego się podoba, każdy kroi urlop na miarę swoich potrzeb i preferencji, ale i możliwości. I super. Jedni lubią odpoczywać w Mikołajkach, drudzy w głuszy nad jeziorem, trzeci w Splicie, a czwarci na dzikiej, rajskiej wyspie. Niektórzy co roku zdobywają nowe lądy, a inni odwiedzają stare, znajome kąty. Jest też grupa tych, którzy spędzają urlop w domu, bo uznają, że powietrze wszędzie jest takie samo i szkoda zachodu. I tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW