Ile miesięcznie wydajecie na jedzenie? Szybka ankieta. 2018

W sieci natknęłam się na artykuł o oszczędzaniu. Jego autor był bardzo dumny z tego, że umie to robić. Oj, umie. Gospodarstwo domowe prowadzi tak rygorystycznie, że aż mrozi. Chociaż może po prostu za bardzo się wczułam we fragment, w którym to promował zimnolubność w sezonie grzewczym. Wystarczy przecież założyć cieplejszy sweter, a rachunek za to podziękuje (80 zł za rok centralnego ogrzewania?! Szok!). A co na to sąsiedzi? Znam temat akurat z tej drugiej strony, bo jestem otoczona oszczędnymi zimnolubami. Tropików w domu, pomimo odkręconych grzejników, nie mamy, za to – zwłaszcza srogą zimą – staramy się unikać kontaktu z niektórymi ścianami, a po kamiennej terakocie przemykać na paluszkach bądź w bamboszach (kontakt podłoga – bosa stopa na krótką chwilę mrozi krew w żyłach).

Ale tak naprawdę zastanowiło mnie coś zupełnie innego. Była to kwota (w naszym budżecie najdostojniejsza) przeznaczana na jedzenie. Okazało się, że owa 4-osobowa rodzina jest w stanie wyżyć (jedzeniowo) za 800 zł miesięcznie. Super! Ale… Ale jak?! Poszukując równowagi wskoczyłam na drugi blog budżetowo-rodzinny i tam też pojawiła się suma niewiele wyższa.

Śniadania, drugie śniadania, obiady, kolacje… Cztery tygodnie, cztery osoby i 800 zł?

Pomyślałam, że za 200 zł tygodniowo można stworzyć jakieś menu, owszem, ale takie, którego filarami jest chyba chleb baltonowski z mortadelą i pomidorem oraz makaron z groszkiem i parówką na obiad. Ale nie! Jeden autor pisze, że jedzenie to nie jest kategoria, na której oszczędzają, a drugi deklarował, że jego rodzina je wyłącznie dobre produkty, warzywa tylko ekologiczne, mięso ze wsi i jajka „0”, a pieczywo na zakwasie. O co więc chodzi? Może to są jakieś krasnoludzkie, mikroskopijne ilości? No ale na te pytania raczej nie dostanę odpowiedzi.

Na moment zgłupiałam i nawet zaczęłam się zastanawiać, czy coś ze mną nie tak. Bo jeśli 800 zł w kontekście wydatków na jedzenie się pojawia, to wyłącznie w towarzystwie frazy „razy dwa plus jeszcze trochę”. Czy zatem zachorowaliśmy na nadkonsumpcjonizm? Czy to znaczy, że trwonimy pieniądze? Ale chyba nie, przecież nie kupujemy za dużo i bezmyślnie, poza tym… No właśnie. Zerknęłam w dane GUS, z których wynika, że minimum socjalne dla 4-osobowej rodziny (czerwiec 2018 r.) w zakresie wydatków na jedzenie wynosiło 1111,90 zł. Kwota 878,31 to minimum socjalne dla rodziny 3-osobowej.

Czy zatem można przeżyć za 800 zł miesięcznie w modelu 2+2, czyli mając dwoje dzieci? Z pewnością można, jeśli trzeba. Ale jeśli nie trzeba, a oszczędza się dla sportu czy efektu, to czy warto? Czy to się nie dzieje kosztem jakości produktów i życia, a także zdrowia lub niedojadania? I czy takie zaciskanie pasa nie jest przykre, gdy menu smutne, a porcja malutka?

Ile wydajecie na jedzenie?

Przejdźmy jednak do meritum. Ile zatem trzeba wydać na jedzenie, by jeść dobrze? Zapytałam o to znajome. Wydaje się, że jesteśmy zgodne i gotowe, by sprecyzować wnioski.

Ada (2+2): Naturalnie wszystko zależy od tego, ile jemy, co jemy, gdzie kupujemy i czy gotujemy w domu czy też stołujemy się „na mieście”. Nie cierpię matematyki, ale domowy budżet kontroluję. Stąd wiem, że wydajemy ok. 400 zł tygodniowo – tylko na jedzenie. Każdy wyskok na żarełko do miasta czy pizza na wynos to koszt 70-100 zł (ale to inna kopertka). Wydaje mi się, że 100 zł na tydzień na osobę jest ok – może bez łososia, awokado i szynki parmeńskiej na co dzień, ale wystarcza.

Kasia (1+2): Ja wkładam po 300 zł na tydzień w portfel. Staram się nie używać karty, by kontrolować wydatki. Ostatni tydzień przed wypłatą jest najgorszy i najdłuższy. Dodam, że 300 zł jest na nas trzy.

Patrycja (2+5): Myślę, że nawet 800, a może i 1000 tygodniowo. Jest nas 7, ale to i tak horrendalna kwota. Wliczam w to jedzenie na mieście i na wynos, czasem 1x w tygodniu nawet.

Kasia (2+2): Staramy się trzymać 100 zł na osobę tygodniowo, ale bez wyjść na miasto – wtedy więcej.

Monika (2+2): Wydaje mi się, że by dobrze jeść, na 4-osobową rodzinę potrzeba 400 zł tygodniowo, a może i więcej. My robimy przemyślane zakupy raz w tygodniu (supermarket, do 350 zł). Później codziennie rano kupujemy pieczywo w osiedlowej piekarni (5×5-7 zł), w połowie tygodnia dokupujemy owoce i warzywa (20 zł). Nie jemy bardzo dużo, super wymyślnie i wystawnie, ale zdrowo i przyjemnie.

Po tygodniu robienia śniadań i kolacji, przygotowywania drugich śniadań do pracy i do szkoły, a także po ugotowaniu obiadów w lodówce nie zostaje nic. Niczego nie wyrzucamy, nic się nie marnuje, więc wydaje się, że zakupy są optymalne.

Kupujemy dużo warzyw i owoców, ciemny makaron i kasze, ryby (jemy 1-2 razy w tygodniu) i śledzie (uwielbiamy). Z poważniejszych tematów – jedno opakowanie 0,5 kg indyczej piersi i 2 opakowania wędliny (mamy w brygadzie tylko jednego mięsożercę). Do tego nabiał (całkiem sporo), a także jakieś śmieci w postaci ciastek, pestek słonecznika, no i coś na ząb do szkoły. Jajka – wyłącznie od szczęśliwych kur. Zbytek – butelkowana woda dla dzieci do szkoły.

Dzieci jadają obiady w szkole, ale nie wpływa to krzepiąco na nasz jedzeniowy budżet, ponieważ i tak po południu lubią zjeść jakąś małą porcję obiadu domowego.

Beata (2+1): wydajemy 500 zł tygodniowo, na samo jedzenie (śniadania, obiady, kolacje, owoce, napoje), bez chemii, środków czystości, etc. Na chleb wydajemy 50 zł tygodniowo, bo lubimy żytni czy orkiszowy. Same owoce są drogie – 100 zł tygodniowo wydajemy na nie spokojnie.

Kasia (2+1): U nas średnio jest to kwota 1500-1700 miesięcznie (czyli 375 – 425 zł na tydzień). Nie stołujemy się na mieście, gotuję 2-daniowe obiady w domu. Na wsi kupuję jaja i drób.

Karolina (2+3): Wliczając obiady szkolne (300 zł, a Z. do przedszkola nosi zupy z domu lub lunche w stylu kanapki i owoce) i jedzenie na mieście (200-300 zł), to myślę, że 2-2.5 tys. miesięcznie. Co weekend zakupy w Lidlu 200 zł, w tygodniu drobne sprawy minimum 100 zł.  Co jakiś czas jemy pizzę, idziemy do knajpki.

Wnioski

Research dowiódł, że aby fajnie jeść, 800 zł na miesiąc nie wystarczy. Zatem ile? Wydaje się, że 100 zł na osobę na tydzień jest ok. Czyli bliższe prawdzie jest to, że na miesiąc (zakładając, że ma 4 tygodnie) rodzina 4-osobowa na jedzenie potrzebuje co najmniej 1600 zł, 3-osobowa – ok. 1200. I z tym się zgadzam, brzmi rozsądnie.

Wniosek drugi, już osobisty. Nigdy nie będę oszczędnicka. Ale i wiem, że nie chcę. Także w tej sytuacji wolę być zdroworozsądkową optymalistką.

Jak oszczędzać na kosztach jedzenia

Zebrałam też kilka rad w temacie oszczędzania w kontekście jedzenia. Jakie macie pomysły? Takie:

  • Zakupy najlepiej robić co tydzień, na tydzień. To duża oszczędność czasu. Wiadomo, że jeśli czegoś zabraknie, dokupi się w międzyczasie. Dobra wiadomość jest taka, że praktyka czyni mistrza i z zakupów na zakupy jest łatwiej.
  • Przemyśl jadłospis. Zaplanuj obiady. Notuj w pamięci, w jakich ilościach zużywacie poszczególne produkty. Przygotuj listę zakupów, zanim się na nie wybierzesz.
  • Oszczędzanie raczej nie lubi marek premium i delikatesów, dlatego zakupy warto robić w dyskontach (Biedronka i Lidl są całkiem ok) lub w tańszych supermarketach. Niegłupim pomysłem są zakupy online.
  • Uważaj na promocje, które czasem są fajne, ale czasem – niekoniecznie.
  • Nie chodź na zakupy „na głodzie”. Nie zabieraj też na nie dzieci.
  • Staraj się nie kupować więcej, niż potrzebujesz do następnych zakupów (czyli do za tydzień). Nie marnuj jedzenia, nie kupuj na zapas, nie wyrzucaj. Jeśli masz nadmiar jedzenia, zrewiduj swoje listy zakupowe.

mzb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.