Nonkonformista – czy to w ogóle jest wybór? Trochę poważnie, trochę śmiesznie. Bardzo szczerze

Nonkonformista, outsider, punk, buntownik. Nie każdy zna, ale słyszał. Fajnie się o nich czyta, słucha o nich piosenek, a oglądając filmowe perypetie można się poczuć nawet uskrzydlonym. Taki dajmy na to Robin Williams w „Stowarzyszeniu umarłych poetów” z butów trochę wyrywał, prawda?

Przykładów nonkonformistów, jakby się dobrze zastanowić, karty książek, słowa piosenek i ekrany kin znają na pęczki. A zwykłe życie? Tu bywa już gorzej.

3a

Kiedy dopadła mnie myśl, by napisać o nonkonformistach, zastanowiłam się, ile znam osób, o których śmiało, z przekonaniem mogłabym powiedzieć, że nimi są. Że się nie układają i nie sprzedają, mają swoje przekonania i zdanie, żyją w zgodzie ze sobą, choćby oznaczało to bycie społecznie niewygodnym i wiązało się z wytykanie palcem, że się idzie pod prąd. I co? I hm… Zła wiadomość jest taka, że znam ich mniej, niż bym chciała. Wiadomość dobra – jednak tacy są.

Nonkonformista – kto to taki?

Nonkonformizm – tu będzie trochę śmiesznie

Nonkonformizm, choć jest poważną kwestią i ważną sprawą, potrafi rozbawić. Mnie na przykład rozbawia licealny ton i patos, które towarzyszą mi, ilekroć bierze mnie na filozofowanie w tym temacie i kiedy uświadamiam sobie, że z bycia punkiem, pomimo czterdziestki na karku, szpilek (które jednak kupiłam) i blond fryzury, wciąż nie wyrosłam. Albo kiedy czytam, czym według dzieci jest nonkonformizm w wersji dorosłej. źródło

Nonkonformista to nie krzykacz i pieniacz

Nonkonformizm nie ma nic wspólnego z tym, że chcemy się wyróżnić, być innym na siłę, kreować się na kogoś, albo zwrócić na siebie uwagę i z tego tytułu czerpać jakieś społeczne korzyści. Nie, nonkonformizm jest postawą, która zasadza się na tym, że człowiek ma zaufanie do swoich uczuć i przekonań, w związku z tym ma też odwagę bronienia ich i stawania w opozycji do poglądów innych ludzi. źródło

To ani z nich burzyciele, ani ekshibicjoniści, to raczej ludzie, którzy mają poczucie funkcjonowania w zgodzie z tym, kim są i jacy są. Tak jakby nie mogli inaczej. Czasem dochodzi do sytuacji, gdy muszą stanąć w obronie własnych zasad czy wyrazić sprzeciw, ale nie jest to kwintesencją ich postawy. źródło

Nonkonformizm – na poważnie

Zastanawialiście się kiedyś, czy bycie outsiderem, nonkonformistą to w ogóle wybór? Czy można być buntownikiem z wyboru? Dla tych, którzy poszukują odpowiedzi na to pytanie, ale nie lubią czytać, już na wstępie wyznam, że według mnie – nie. Nie ma takiej możliwości.

Nonkonformistą się po prostu jest  – wbrew innym, wbrew zdrowemu rozsądkowi, instynktowi samozachowawczemu, zamiłowaniu do psychicznej wygody, wbrew tęsknocie za komfortem. Zgodnie z tym, co mówi serce i rozum (choć zdrowy rozsądek – niekoniecznie).

Być nonkonformistą…

Uwielbiam nonkonformistów! Lubię z nimi przebywać, rozmawiać – są dla mnie inspiracją, wsparciem, źródłem siły.  Naprawdę. Stanowią przeciwwagę dla tego, z czym czasem trzeba się zmierzyć na co dzień. Ich obecność pozwala przywrócić zagubioną optykę i wiarę w sens. Jest jak przyjacielskie poklepanie po plecach.

Dlatego poprosiłam moje astralne bliźniaczki o pomoc w udźwignięciu tego tematu. Ich wypowiedzi mają ikrę i moc – i mogę się podpisać pod każdym słowem. Czerpcie z tych słów. Być może zmienią Waszą optykę, tchną nowe bądź po prostu Was w niej utwierdzą.

111

Nonkonformista – czy to w ogóle wybór?

Magda Leżoń: tłumaczka, mega szczęśliwa żona i mama, właścicielka 5 psów, 10 świnek i niezliczonej ilości myszy i szczurów:

Nonkonformizm jest dla mnie właściwie jedynym słusznym sposobem na życie. Odczuwam głębokie przekonanie, że życie jest zbyt krótkie i ulotne, by podporządkowywać się zasadom i normom postępowania innych ludzi. To w praktyce zmarnowanie swojego czasu na Ziemi.

Staram się przejmować wyłącznie opinią mojego męża (numer 1) i najbliższej rodziny oraz przyjaciół, co w sumie daje jakieś pięć osób. Nie żyło mi się trudno dokonując samodzielnych wyborów dopóty, dopóki nie posłałam dziecka do szkoły, gdzie – jak wiadomo – najbardziej liczy się opinia grupy nauczycieli i innych dzieci.

Próbowałam konsekwentnie postępować według tego, co mi dyktuje serce – na przykład w drugiej klasie wypisałam córkę z religii, ponieważ nie akceptowałam nauczania katechetki, a rozmowa z nią skończyła się oskarżeniem mnie o apostazję. Z przykrością jednak muszę przyznać, że skapitulowałam, gdy doszło do komunii. Problem polegał na tym, że chociaż ja świetnie radziłam sobie z szeptami za plecami, moje dziecko przeżywało istne rozdwojenie jaźni. Presja grupy okazała się silniejsza i córka stanowczo poprosiła o możliwość przystąpienia do komunii i powrotu na religię, na co oczywiście się zgodziłam.

Zdołałam jednak zachować prawdziwą siebie. Poszłam do księdza i otwarcie przyznałam, jakimi intencjami się kieruję: chcę, by moje dziecko uniknęło ostracyzmu w małej wiejskiej społeczności. Obiecałam, że dostosuję się do kościelnych reguł gry, ale proszę, żeby uszanował moją niewiarę. Z radością stwierdzam, że odbyliśmy spokojną i pełną szacunku rozmowę.

Kiedy nie mogę być sobą, wycofuję się. Działam trochę w myśl zasady: albo mnie akceptujecie taką, jaka jestem, albo ja odchodzę. Dlatego od wielu lat pracuję w domu, mieszkam na wygwizdowie i mam naprawdę nieliczne grono przyjaciół. Zazwyczaj jednak czuję się akceptowana w mojej małej wiejskiej społeczności. Myślę, że w dużej mierze wynika to z tego, że mam bardzo dużą tolerancję na odmienność innych ludzi, staram się ich nie krytykować i nie obgadywać, nie wchodzić w konflikty o „racje”. To jest u mnie coraz silniejsze z wiekiem.

Nie widzę innej drogi jak kierować się w życiu własnymi wartościami, wyborami i zasadami, nikogo jednocześnie nie krzywdząc. Co więcej uważam, że gdyby wszyscy tak żyli, świat byłby dobrym i szczęśliwym miejscem. Mój światopogląd na nonkonformizm najpełniej wyraża muzyka Marii Peszek. Podpisuję się pod każdym jej tekstem i wywiadem. To moje światopoglądowe alter-ego. Polecam wszystkim bycie non-konformistą (ale nie jakimś wydumanym hipsterem czy innym pseudo-indywidualistą lansowanym przez niektóre life-stylowe media). Ubieraj się jak chcesz, czytaj co chcesz, mieszkaj gdzie chcesz; mów, co czujesz, kochaj jak chcesz, wierz w co chcesz itd. Taka postawa daje ogromny spokój duszy. Będąc w zgodzie z sobą, możemy zacząć żyć w zgodzie z cały światem.

maria1

Emilia: czterdziestka, szefowa, mama i żona. Mieszka w wysokiej wieży otoczonej fosą, na intelektualistkę nie wygląda (a raczej jak platynowa wersja pani Emilii), dlatego kiedy wychodzi na jaw, że myśli, ma swoje zdanie i nie waha się go użyć, wszyscy są zdziwieni:

Bycie nonkonformistą jest super, tylko czasem strasznie uwiera – nie tylko mnie, ale i moich bliskich, którzy muszą się mierzyć z sytuacjami, w których reaguję inaczej niż inni. Niemniej nie potrafię inaczej, nie umiem nie mówić, kiedy czuję, że powinnam. Nie godzę się też na kompromitujące kompromisy. Mam w sobie wiele cierpliwości i zrozumienia do świata, w sumie rzadko zabieram głos. Pielęgnuję wręcz w sobie prawo do nie zajmowania stanowiska i mam gigantyczny margines tolerancji. Ale czasem krew mnie zalewa, ot co.

Kiedy siedzę sobie sam na sam (albo z przyjaciółmi) i moimi zasadami czy przemyśleniami w wysokiej wieży, jest super. Nie mam żadnych wątpliwości. Gorzej, kiedy wejdę w jakąś sytuację, w której zgrzytam. Staję się wówczas niewygodna dla innych i bywa nieprzyjemnie, a i mnie w końcu ta ich łatka „Trudna” uwiera. Myślę sobie wtedy, że „O głupia ja, znów się dałam wmontować!”. I gdybym tylko mogła… Ale nie mogę. Nie mogę wchodząc między wrony  krakać tak jak one, jeśli nie mam w sobie tych samych nut. Trudno!

Nie mam wyboru. Muszę być sobą, by spokojnie patrzeć w lustro, choć za posiadanie swojego zdania, kręgosłupa i jaj płacę wysoką cenę. Wrzucam to w koszty. Tylko dziwi mnie to, że większości tak gładko przechodzi sprzedawanie się albo milczenie wtedy, kiedy naprawdę trzeba coś powiedzieć – żeby coś zmienić. Na pewno jest im przyjemniej w życiu i wygodniej, ale to dla mnie nie do ogarnięcia. To dlatego świat jest takim nieprzyjaznym miejscem, bo za często się układamy i machamy ręką mówiąc: „Oj tam, jakoś to będzie. Ciiii”. Naprawdę szkoda.

Wydaje mi się, że to właśnie nonkonformizm powinien być nasza funkcją domyślną, która po urodzeniu odpala się w nas z automatu.

Nie jestem typem pieniacza, nie lubię intryg i awantur. Wręcz przeciwnie! Uwielbiam spokój, constans i zasady. Ale kocham też wolność, niezależność i jasną moralność – dlatego zawsze chcę być sobą, na 100 %. Przecież nie można być trochę w ciąży albo trochę umrzeć.

maria3

Marysia, dziennikarka i PR-owiec, związana z marką FITaqua i ładnebebe. 33 – latka, która zmienia zawód raz na dwa lata:

Znów powiedziałam księdzu w szkole, żeby przestał straszyć dzieci piekłem, znów starłam się z sąsiadką, która nie sprząta po psie. Codziennie sprawdzam, czy to, co robię w życiu, jest w zgodzie ze mną. Okresowo nie golę nóg (bo feminizm może przybierać śmieszne formy), bojkotuję centra handlowe i dyskutuję z każdym, kto publicznie wyrazi się niemiło o jakiejkolwiek mniejszości. Czasem bywa niebezpiecznie, na przykład kiedy zagwiżdże na mnie facet na ciemnej ulicy. Ucieknę? Nie, podejdę i wyłuszczę, jak się czuje człowiek, kiedy się na niego gwiżdże jak na psa. Miałam szczęście, tym razem to facet podkulił ogon.

Jestem zmęczona. Czy nie mogłabym odpuścić tego naprawiania świata? Nie potrafię. Najlepsza rzecz, jaka może spotkać buntowniczkę-nie-z-wyboru to mądrzy przyjaciele. Ich także rzeczywistość potrafi nieźle podrapać, dlatego razem budujemy bezpieczną bańkę – tu świat jest taki, że nie musimy go przez moment zmieniać. Udało nam się znaleźć taką szkołę, z którą można współpracować i negocjować zmiany, bo najważniejsze jest dobro dzieci. Tu się nie włącza telewizora, żeby nie słuchać języka pełnego nienawiści. Razem spędzamy wakacje i weekendy, ruszamy w Polskę, robimy spływy kajakowe, rozstawiamy namioty nad morzem. A potem, pokrzepieni, wracamy do naszych zadań – i zmieniamy, poprawiamy, naprawiamy. Z różnym skutkiem, oczywiście. Raz odnosimy sukcesy, innym razem płaczemy nad porażkami. Ale jedno się nie zmienia – to, że razem stanowimy dla siebie oparcie.

maria

Ania – prowadzi z mężem studio tatuażu, dorabia jako biurwa w aptece (i robi fantastyczne zdjęcia – przyp.red). Uwielbia jaskrawe kolory:

Nie wiem czy jestem outsiderem z wyboru. Nawet nie wiem, czy jestem nim w ogóle. Po prostu jestem sobą. Fakt, mam kolorowe włosy, kolorową skórę (tatuaże) i ubieram się inaczej. Ludzi oceniam według siebie, wiec zawsze wydaje mi się, że mentalnie od innych nie odstaję… póki nie wejdę z kimś na poważniejsze tematy. Tymczasem ja tylko chcę, by inni dali mi żyć, byli wobec mnie fair i traktowali tak, jakby sami chcieli być traktowani. Zawsze mi się wydawało (i wciąż jednak wydaje), że to powinno być standardem.

Z drugiej strony patrząc to to, że wyglądam inaczej (nie chcę wyglądać jak te wszystkie klony na ulicach) nie oznacza, że moje uczucia i potrzeby są inne. Tak jak inni chcę być kochana i traktowana z szacunkiem. Nic z outsidera tu nie ma.

Miałam ostatnio taką sytuację: byłam na zakupach w warszawskim (duże miasto, by się wydawało) hipermarkecie. Przy jednym z regałów zauważył mnie facet w średnim wieku. Odwrócił się do mnie, stanął praktycznie twarzą w twarz ze mną i zaczął burczeć coś pod nosem i kręcić głową z dezaprobata. Szlag mnie trafi! Po 1. – nie mam nastu lat, żeby traktować mnie jak smarkacza. Po 2. mój wygląd – moja sprawa. Po 3. – jak źle wychowanym trzeba być, żeby tak ostentacyjnie wyrażać swoje opinie. Nie mam problemu z tym, że komuś mój wygląd się nie podoba, ale niech swoje zdanie zatrzyma dla siebie.

Co śmieszne chwilę później stanęłam przy innym regale obok jakiegoś starszego pana (zazwyczaj to starsi ludzie nie rozumieją tych wytatuowanych dziwolągów). Wściekła przez zaistniałą chwilę wcześniej sytuację byłam gotowa na kolejny „atak”. A tu nic. Pan na mnie spojrzał, jak na najnormalniejsza osobę na świecie i zajął się swoimi zakupami. Strasznie dużo radości sprawiła mi ta reakcja.

Odchodząc od wyglądu popadam ostatnio mocno w osamotnienie, ale nie wydaje mi się, żeby to była kwestia inności, co po prostu zabieganego, egoistycznego świata. Im bardziej staram się oderwać z instagramo-fejsbukowego życia, tym bardziej zostaję sama ze sobą. Coraz mniej tematów do rozmów z innymi. A we mnie coraz mniej cierpliwości do uśmiechania się, potakiwania i gadania o pogodzie i prominentach. Szkoda mi mojego czasu. Chyba wyrastam z etapu w życiu, kiedy robi się coś, bo tak wypada.

***

Dziewczyny, dziękuję!

***

Na koniec bonusy. Takie wiadomości dostaję od siostry:17796369_10155177206559481_7722354605847026009_n

16427724_10154985153079481_5648844057571022735_n

Monika Zalewska-Biełło

grafika – FB Maria Peszek

źródło bonusów – internet, FB (2. prawdopodobnie Sztuczne fiołki, po „kresce” wnosząc)

plakat z rybkami – Szast i Prast

One thought on “Nonkonformista – czy to w ogóle jest wybór? Trochę poważnie, trochę śmiesznie. Bardzo szczerze

  1. Bardzo dobrze napisane. Do niedawna zaczęłam mieć myśli, że może ze mną jest coś nie tak, że mogę uchodzić w pracy za przysłowiową marudę. Jestem na stażu, wcześniej pracowałam właściwie wszędzie i znam siebie i nie potrafię wyzbyć się poczucia niesprawiedliwości, tego, że pracownika się nie docenia. Ilekroć w pracy spotykałam się z nadużyciem szefostwa czy na studiach, wykładowcy, nie potrafiłam stać biernie i się temu przyglądać. To nie tak, że buntuję się kiedy tylko mam okazję, potrafię odpuścić, spokornieć, ale jest granica. Mam 1 zasadę, której się trzymam w pracy daje z siebie 100%, ale za cenę docenienia i dobrej współpracy, kiedy ktoś mnie wykorzystuje i jeszcze ubliża, po prostu tracę motywację i nie potrafię dla kogoś takiego pracować, mimo, że wszyscy naokoło mówią mi, że tak to już jest. Trzeba pracować i tyle, nawet jak cię kopią w tyłek bo z pracą ciężko. Ja tak nie potrafię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.