O DDA słów kilka. Niezwykle w punkt

DDA, czyli dorosłe dzieci alkoholików nie miały szansy na beztroskie, szczęśliwe dzieciństwo. Szybko musiały dorosnąć, co ma swoje konsekwencje i rzutuje na dorosłe życie. Ich przeżycia, bałagan w głowie i możliwe życiowe scenariusze rozpalają specjalistów do czerwoności. W rezultacie sporo się o tym mówi, sporo pisze (i sporo zarabia).

Te fragmenty rozmów są kompilacją i kwintesencją wszystkiego, co w temacie najważniejsze. Zobaczcie jak bardzo w punkt:

Jak wygląda typowa polska rodzina z problemem alkoholowym?

Statystycznie znacznie częściej ojciec jest alkoholikiem, a matka jest współuzależniona. Jednym z najważniejszych zadań terapeutycznych dla Dorosłych Dzieci Alkoholików jest odreagowanie bólu, żalu, lęku, złości i wybaczenie ojcu. (…) Niestety wielu pacjentów po uporaniu się z krzywdą wyrządzoną im przez ojca alkoholika mierzy się z kolejnym ciężarem – poczuciem krzywdy doznanej od matki. Pojawiają się bolesne pytania: Dlaczego matka nie chroniła mnie przed ojcem? Dlaczego mnie zaniedbywała? Dlaczego „nie miała do mnie głowy”?

W rodzinie z problemem alkoholowym wszyscy są złapani w pułapkę, wszyscy płacą za uzależnienie jednej osoby. Dzieci muszą rozwiązywać problemy absolutnie ponad ich siły – jak żyć w sytuacji, w której nie da się żyć.

Jak alkoholizm wpływa na funkcjonowanie rodziny?

Jak alkoholizm wpływa na funkcjonowanie rodziny? Najkrócej można to ująć tak: alkoholik obraca się wokół butelki, a rodzina obraca się wokół niego.

Alkoholik obraca się wokół butelki, a rodzina obraca się wokół niego.

W zdrowych rodzinach wszyscy mają możliwości zaspokojenia swoich potrzeb, natomiast tu w centrum uwagi jest dorosły człowiek ze swoimi wybuchami, humorami, agresywnością, nieprzewidywalnością. Dzieci alkoholików żyją w ciągłym napięciu, niepewności, lęku. Alkoholik jest zagrożeniem nie tylko dla innych, ale też dla siebie samego. Anna Dodziuk w rozmowie z Łukaszem Knapem (za Laboratorium Psychoedukacji)

A jak w tym wszystkim odnajduje się dziecko?

My, DDA, stajemy się przedwcześnie dorośli. Opiekujemy się pijanym, ale często też trzeźwym rodzicem. Troszczymy się o rodzeństwo (…). Zacieramy ślady po pijaństwie, stosujemy sztuczki, żeby rodzic nie pił, jesteśmy mediatorami w czasie awantur i psychoterapeutami po nich. Często w wieku lat ośmiu zastanawiamy się nad sensem życia i nie są to radosne wnioski.

Często w wieku lat ośmiu zastanawiamy się nad sensem życia i nie są to radosne wnioski.

Z niektórych z nas wyrosną świetni pracownicy: lojalni, sumienni, nazbyt odpowiedzialni, którzy wszystkie porażki przypiszą sobie, a sukcesy – nawet własne – przypadkowi. Inni tego ciężaru nie uniosą, będą sami się niszczyć, konsekwentnie, z niewiarygodną wręcz siłą, jeszcze inni wezmą na swoje barki partnerów z tym samym problemem albo z innym – bo to, co nas wszystkich łączy, to niskie poczucie wartości, czasem bliskie zeru.

Trzeba lat terapii albo jakiejś wewnętrznej mądrości, żeby zrozumieć, dlaczego dla pijącego rodzica ważniejszy był alkohol, a nie jego własne dziecko. A przede wszystkim uwierzyć wreszcie w to, że nie ma w tym żadnej naszej winy. –  Agnieszka Jucewicz, „WO”

red. by me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW