O tym, że lepsze jest wrogiem dobrego. Jak fajnie być „optymalistą”! Rozmowa

Jeśli na wakacje jeździsz w jedno ulubione miejsce, najchętniej kupujesz sprawdzone produkty i uznajesz, że lepsze jest wrogiem dobrego, to wcale nie oznacza, że zadowalasz się byle czym, jesteś życiową nudziarą, leniuchem i pozbawioną ciekawości świata oraz ambicji jednostką.

Jaki jest sens majstrować przy czymś, co jest dobre?

Jesteś po prostu „optymalistką” lub satysfakcjonistką, poszukiwaczką złotego środka, który znajduje się gdzieś pomiędzy minimalizmem i byciem maksymalistą. To super fajna sprawa. Wiem coś o tym, bo też tak mam.

Żyjemy w kulturze, która promuje maksymalizm. Wybieranie tego, co „wystarczająco dobre”, kojarzy się z lenistwem, brakiem standardów, a czasem wręcz z ograniczeniem umysłowym. Tymczasem to, że wybieramy optymalnie, nie oznacza, że decydujemy się na byle co.

Dlatego koniecznie przeczytaj poniższą rozmowę.

Barry Schwartz: Strategia maksymalizowania sprawia, że bardzo wielu ludzi stoi dziś w miejscu, odkładając w nieskończoność nie tylko wybór kariery, ale też na przykład życiowego partnera czy decyzję o założeniu rodziny. Młodzi ludzie wiążą się ze sobą, lecz cały czas rozglądają się na boki, bo może przypadkiem gdzieś tam przechodzi ktoś fajniejszy.

Agnieszka Jucewicz: To jaka strategia jest lepsza?

B.S.: Zgoda na to, co „wystarczająco dobre”. Ludzi, którzy w taki sposób dokonują wyborów, nazywam satysfakcjonalistami. Nie poświęcą miesiąca na gorączkowe przeglądanie ocen hoteli w internecie, żeby wybrać miejsce na wakacje. To maksymaliści tak robią, a potem są tak wyczerpani rozważaniem wszystkich za i przeciw, że często nigdzie nie jadą. A jeśli nawet pojadą, to przez dwa tygodnie się męczą, bo przecież gdzie indziej na pewno byłoby lepiej.

A.J.: Ja ciągle jeżdżę w to samo miejsce. Uwielbiam je, ale chyba jeszcze bardziej przeraża mnie, że miałabym szukać innego. Jaka to strategia?

B.S.: Satysfakcjonalisty. Witam w klubie.

A.J.: Ale to chyba mało elitarny klub, bo często słyszę takie zarzuty: „Co ty, eksplorować nie chcesz?”, „Ambicji nie masz?”.

B.S.: Bo żyjemy w kulturze, która promuje maksymalizm. Wybieranie tego, co „wystarczająco dobre”, kojarzy się z lenistwem, brakiem standardów, a czasem wręcz z ograniczeniem umysłowym. Wielu ludzi nie czuje, ile taka strategia oszczędza zmartwień, czasu i energii, które maksymaliści poświęcają na podejmowanie decyzji nieistotnych. Zgoda na „wystarczająco dobre” nie oznacza wcale, że decydujemy się na byle co. Przecież miejsce, do którego pani jeździ na wakacje, podoba się pani, prawda?

A.J.: Ubrania też kupuję w jednym sklepie, a moja lista zakupów spożywczych jest praktycznie niezmienna.

B.S.: To źle?

A.J.: Przed przeczytaniem pana książki myślałam, że to niezdrowe. Ale teraz myślę, że ta strategia pozwala mi oszczędzić energię i czas na te sfery życia, w których moja decyzyjność jest kluczowa, na przykład te związane z pracą czy dziećmi.

B.S.: O to chodzi. Wie pani, o co w wywiadzie zapytał prezydenta Obamę słynny dziennikarz Michael Lewis? „Panie prezydencie, dlaczego ciągle chodzi pan w tym samym?”. A prezydent odpowiedział: „Czy ma pan pojęcie, ile ważnych decyzji muszę podejmować od wstania z łóżka do momentu, kiedy kładę się spać? Nie chcę dodatkowo zastanawiać się nad kolorem koszuli”. (…)

Fragment rozmowy „Książę z bajki cię wykończy” z książki „Wybieraj wystarczająco dobrze” za Laboratorium Psychoedukacji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Strona WWW